Fort Szczęśliwice

Zakłady Ursus – Fallout 7.09.2016

Stała tu bodajże jeszcze niedawno hala, ostatniego użytkownika, Konsorcjum Stali. Wieki temu byłem u nich po odbiór jakichś profili. Dziś, poza zrównanym z ziemią terenem nic się nie zmieniło. Po prawej stronie, w kierunku Factory i Urzędu Dzielnicy, powstają już osiedla. Tu jeszcze beton próbuje oddychać.

Warszawa Szczęśliwice

VI – Fort Okęcie

O Skrze cała prawda

Pewna Pani
Subiektywna pewnie

O pewnym stadionie
Pewnego klubu

Z pewnym Panem
Pewnie na przód

Z pewnie otwartymi
Rozlegle pełnymi

Nieba błękitnego
Jeziora szmaragdowego

Zanurzonymi
Oczyma

Polecam: Umierający stadion „SKRA” 🙂

P.S. Szpilki poszły w ruch!

SKRA Warszawa

Nie będę pisał i się rozwodził na temat co i jak oraz skąd, bo nie wiem z 1 ręki i nie zamierzam kopiować tego, co już jest na internetach. Napiszę jak jest i co widzieliśmy na własne patrzałki.

Ka, po obejrzeniu zdjęć pewnego blogera z Łodzi, postanowiła udać się na pobliski stadion Skry, który od lat jest zaniedbany. Przykładem jego chyba poszli Grecy, których budowle po olimpiadzie przedstawiają się w podobny sposób i za pewne podzielą losy stołecznego stadionu.

Wejść można/nie można, jedynie przez siatkę. Z Jednej strony jest firma, która zajmuje się wymianą opon, a z drugiej, po wskoczeniu na metrowy murek mamy siatkę, którą wystarczy odgiąć. Po wejściu, przechwyciłem aparat mojej Pani, a ta oczywiście, „nie potrzebująca pomocy” – ucałowała łukiem brwiowym wystający pręt.. Czapka nie zamortyzowała uderzenia. „Pierwsze koty za płoty”, to dobre określenie w tej chwili. Czapka na jej głowie, to dwoje uszu i słodkie wąsiki! Na szczęście jesteśmy twardzi i się nie zniechęcamy. Ruszyliśmy w obchód. Nałaziłem się jak głupi z góry na dół, oglądając każde wejście. Na jednym zdjęciu jest odgięta blacha w drzwiach, jednak do środka się nie dobraliśmy. Bez latarki – nie polecam. Na kolejnym ze zdjęć, są pomarańczowo-żółte blaszane drzwi, które jak mniemam były otwarte. Wydaje mi się jednak, że z powodu zmian temperatury zacisnęły się tak po prostu. Po chwili szarpania, odpuściłem..

Stadion w totalnej ruinie. Wokoło, od zewnętrznej strony, kilka firm jeszcze wynajmuje pomieszczenia. Aby nie lało im się na głowy przez dziury w dachu, a może aby woda nie stała, porobione zostały prowizoryczne odpływy z rozsypujących się rur.
Dziwi mnie fakt, człowieka mieszkającego nieopodal zakładów Ursus, że tyle metalu leży na wierzchu. W moim Piastowie nie zostało by ani kawałka. Tu widocznie, złomiarzy to nie interesuje. W stolicy są chyba lepsze możliwości zarobkowe. 😛
Ciekawostką może być, że w 5 lub 6 wejściu od lewej strony, tam gdzie wulkanizacja, całość wejścia, aż pod sam sufit wyłożona jest oponami. Trochę to daleko od punktu, gdzie je wymieniają, dlatego mnie to zaskoczyło. Chyba domyślamy się skąd w pobliskich basenach z których mam tylko zdjęcie zjeżdżalni tyle ich? Hmm.. A może po prostu składują je od lat lub nie Niestety na dalsze zwiedzanie okolicy było już za ciemno dla mojego mega-sprzętu… Będziemy wybierali się tam raz jeszcze ponieważ nie wszystko zostało przez nas wyeksplorowane! :)))

Zdjęcia udało mi się chyba umieścić w kolejności w jakiej obeszliśmy stadion.

Polecam spacerek chociażby w tamte strony!

Niepracujo.pl (1) – Park Szczęśliwicki

Mhmm.. Jest nowa idea, właśnie dziś nadgryziona first time, jednak na razie startowana będzie tutaj. Na razie też, wyłącznie Skorpion się przyłoży, bo mu się nudzi, choć plany są szerokie jak niebo… 😉

Niedawno spędziliśmy dwa dni, leżąc na kocu w parku Szczęśliwickim, w Warszawie. Pyszne pifko, które polecam i nasza kochająca się dwójeczka, Skorpion i SkorpionKa…
Okocim pszeniczny, bił się z Ciechanem o pierwsze miejsce w naszym gardle! Pogoda wyśmienita, cieplutko, w miarę spokojnie. Niesamowite ile przez pół dnia, udało nam się zaobserwować ciekawych sytuacji. Olśnieni jesteśmy przede wszystkim Kurką wodną!

Kurka wodna na Wikipedii

W parku był opis tegoż ptaka, a najbardziej podobała mi się końcówka. Kurka nie boi się ani kaczki, ani gołębia.. I tak idąc tym tropem, wlepialiśmy się w otaczające nas dookoła ptaki.
Tak więc Kurki, spostrzeżenia.. Jak zdążyliśmy zauważyć, im starsze, tym większa, ta biała narośl na głowie. Oczywiście im większa, tym więcej do powiedzenia miała, tak samo jak z obowiązkami. Od początku kręciły się w najlepszym chyba miejscu, gdzie usytuowane było gniazdo. Mimo, że kaczek w około nie mało, żadna kurkom w drogę faktycznie nie wchodziła. Jeśli o nie chodzi, najciekawszy był moment, kiedy matka z dzieckiem zaczęli rzucać chleb z mostu. Kurki od razu rzuciły się do niego, napełniając brzuchy do syta. Chleba było tyle, że nie mogły go przejeść, ale nie było mowy o pozostawieniu go, samowolnie pływającego po wodzie. Po krótkiej chwili, spod mostu wychyliły się kolejne trzy kurki, które łypały oczami w kierunku jedzenia. Jak się okazało, każda z trójek ma swój rewir! Ten dla jednych zaczyna się, a dla drugich kończy właśnie w pasie mostu przecinającego wodę. Tak więc, póki te z drugiej strony nie przekraczały granicy rewiru, nic się nie działo. Wystarczyło jednak, by jedna z nich podpłynęła choćby metr, aby prawdopodobnie rozjuszony tatuś dał im lekcję, pokazując kto tu rządzi i gdzie ich miejsce, a także do kogo należy pożywienie. Tak więc trwało to około 20-25 minut. Na okrągło odpływał i zaraz odwracał się, znowu rozbiegając po wodzie we wściekłym ataku. Walki nie było, chyba z tytułu hierarchii, strachu czy rejonizacji właśnie, ale było bardzo ciekawie. Finalnie, przeżarte kurki pozwoliły najeść się także kaczkom, które jakby w pewnej chwili dostały znak, że teraz mogą podpłynąć i pojeść. Całości dokończyły ryby, które jak w wir chleb wciągnęły! 🙂

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Nieco później, zaczęła przechadzać się koło nas parka gołębi. Chyba wpadły w aurę naszej miłości i po chwili tańca godowego zaczęły się słodko pocierać szyjami, unosząc głowy w górę i w dół. Wyglądało to bardzo romantycznie! Na nieszczęście Pani gołębicy, to był już koniec zalotów. Gołąb dosiadł ją bezczelnie i po kilku sekundach jak prostak odleciał. Ta, po chwili zawahania poleciała za nim i tak ganiała go przez jakiś czas. To chyba był już etap małżeństwa ptasiego. Co by nie mówić o gołębiach, że głupie niby, to ta scena była wyjątkowa, ale procesu pocierania się szyjami nie dałem rady uwiecznić.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Swoją drogą nie przypuszczałem, że Warszawa może być miejscem, gdzie w ciszy i spokoju można posiedzieć i się zrelaksować. Do tego mając na oku piękną Polską przyrodę! Ile ciekawsze jest zwykłe posiedzenie gdzieś z ukochaną osobą, jeżeli ma się oczy szeroko otwarte i kawałek oka mrugającego! Nie obyło się bez prezentów, owadów, oraz niestety, smutnego kwiatuszka.. Może po prostu był już stareńki. 🙂

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Dorzucę jeszcze zdjątka mojej połóweczki, jak się ogarnę i coś do poczytania jak podeśle! 🙂
P.S. Po za minimalnym wyostrzeniem.. z 15%, 2 zdjęć z kurkami, które wyszły słabo, oraz wyprostowaniem tych z gołębiami, zdjęcia znowuż, wyjątkowo nic nie magikowane!