Połączenie nieodebrane

Dzwonię
Cisza
Lecą myśli

Szereg wspomnień
Wstyd
Zakłopotanie
Mgła
Ślepy papierosa płomień

Dzwonię
Cisza
Płynę
Wisłą łez
Wspólnych urojeń
Topię się
Wycieram oczy
Numer wybieram ponownie

Czytam
Wersy Nasze
Tęsknię
Cytując
Swoje

Tak wygodniej

Dwa miesiące cudów
Kilka długów
Dwa spojrzeń
Cztery marzeń
Kolejny płomień

Ile czekania
Tyle snów
Był progres
W tydzień
Kłamstw

Mięknę
Się boję
Ogień płonie
Znów boso stoję

Zawierzyłem
Znowu
Znów
Nic na prawdę

Nie jest moje

Urok znika
Karma
Kotwica
Ból
Żal
Za późno
Wyczuty zapach
Smaku życia

Gorzkie słowa

Tulące się w sercu litery
Krzyk rozgonił martwy
Łzawymi zalane wyrzutami
Wydarte z brzegu kartki

Niedopowiedziane znaki
Wyszeptywane spod maski
Kulą się gołe w pocie łez
Mokre od uczuć własnych

Bezgłosem przeplatane
Cienkimi nićmi myśli
Niszczą rwąc sieci pajęcze
W swojej do siebie nienawiści

Ślepo wewnątrz nich błądzę
Latami plątanych nocy i dni
Niekończąca się spowiedź
W minutach więdnę goryczy

Zaspany

Wiedz, że..

Pamiętam

Szeptał do Ciebie
Bez

Pachniały
Myśli namiętne

Głos z Twych strun
Dla uszu śpiew

***

Ty też..

Pamiętasz

Nie obeszło się
Bez łez

Zmoczone ciała
W strugach słów

Przeszywał zimny
Markotny dreszcz

***

Wiesz, że..

Pamiętam

Każdą chwilę
Najmniejszy gest

Zgaszone szukaniem świata
Myśli na torby dnie

Porannym wiatrem ułożone
W oczach gęste pole rzęs

***

We śnie..

Pamiętam

Pożółkniałe z zazdrości niebo
Włosy w kolorze tęcz

We łzach podtopione
Głodnych pełne urojeń

Nie da się zapomnieć
Żądny kolejnych wspomnień..

..Twój Jot eS

 

Wybór

Daleko na kącikach wzroku
Powiek odległych
Peryferiach

Płynie marząc łza stroskana
Nasączona delikatnie
Nadzieją

W objęciach snu zapięta szczelnie
Usta leżąc rozkosznie
Rozpościera

Uśmiech noc w dzień przeobraża
W słońca błyszczących
Promieniach

Kaktus bez kolców

Ten pierwszy
Niby baran
Skorpion cały
Najlepszy

Drugi
Czuły, słodki
Mr. Accident
Najlepszy

Trzeci
Mętlik treści
Sens zatracał
Nie ma wieści

Żyje
Czuje, czeka
Tęskni
Za trzech każdy

Bestii krzyk
Ukochanych zew
Wspomnień
Opowieści

Po prostu

Tę obecną nieobecność
Wypełniają pliki tęsknoty

Czuje w sercu głęboko Cię
Bardziej niż kiedykolwiek

Palcem marzę po szybie
Zapamiętałem każdy dotyk

Widzę Twoją twarz wciąż
Zapisaną w malachitowe oczy

Siedzę w bezśnie zaschnięty
Wychwytuję promienie słońc

Piszę wiersz nieprzeciętny
Każdy wers przepełnia sztos

Myślę, co by było wreszcie, lecz
Nie chce iść więcej pod sąd

Leżę sam, chce, a jakoś nie spie
Kocham Cie, jak teraz, bądź!!!

Zmarznięte manekiny

Tęsknił, bo..
Wmawia sobie, że nic
Wstyd

Kochał
Chciał być
Zbudzić w łóżku uśpione sny

Wierzył
Dziecinnie ufny
Wszystko pozwolił zmienić w nic

Błądzi
W bezśnie teraz wśród
Pustych ciał

Mówi do..
Nabitych na bez skrętne szyje
Trupich głów

Nieszczęśliwie szczęśliwy

20:30 na zegarze. Wróciłem ze spotkania godzinę później niż planowałem. Dzieci po kilku godzinach z dziadkiem w pełni szczęścia, grają na dobranoc. Młodszy kotek, znalazł sobie sam online i gra w grę z kotkami, a starszy w SC2. (Ja jeszcze nie grałem.. co za ojciec, co nie grał?) Mija 22.. Kończymy i Idziemy do spania.. Jeszcze tylko na siku.
Babcia, po święcie szkoły w domu zawitała około 21:30, więc łazienka na naszym piętrze była okupowana. Dziadek, zabrał się za robienie drewnianych schodów na górę do brata, jest więc bałagan. Starszy zakłada kapcie, młodszego biorę na ręce, zostajemy lekko w tyle.
Waży więcej niż ostatnio, a mimo to, to nadal mój Iglo. Maleńki i słodki, okruszek. Widzę kątem oka, jak patrzy na mnie.. A ja.. Moi Państwo.. Czuję się jak naj, nie, naaaj, naaaaajwiększy bohater. Krew buzuje jakbym stal przeciw tysiącom, sam, jak trzystu, pewny siebie na 110%!.. Jesteśmy my dwaj.. Idziemy na siku.. Taka sytuacja, co za feeling..
Patrzy tak wdzięcznie i.. Całując mnie w policzek mówi: Kocham Cie tato.. Nagroda za tatostwo.. Starszy zasypał mnie lawiną słodyczy, tuż przed zaśnięciem. Why.. Ka-wa-mać.. Piiip, przeklnę jeszcze..

Kurwa
Serce mi zaraz wyskoczy z piersi
Spać nie mogę
Zalewam myśli łzami

Jak wilcy wyje
Księżyca połówki
„Oobie” leżą przy mnie
Słodko tak ułożone

Pewne i spokojne
Jedna po drugiej
Łzy spływają po policzkach
Moczą uszów kąciki

Na oczy nie widzę
Spiły się uczuciami
Głupotą i ślepostwem
Młodych chłopców, ojców

Skupiam się wybitne
By uwiecznić

To, co przeżyłem
Co czuje
Widzę
Myślę
Szepcę
Chcę
Nie chcę
Chcę
Kurwa
Lot’s of, więcej!

Jeszcze cześć mnie
Nie uleciała
Ulatując bezpłodnie w samodal

Już pozostałe komory dwie
Za dni dwa
Pożegnać będę musiał

Nie chcę
Oni nie chcą
Chcą, nie chcąc
Jak to dzieci, rozumiem
Zaraz tęsknota
Wspomnienia
Przeszłość

Po prostu.. Wstyd mi..

Za świat

Za siebie

Za

Ja..

Dziewiąte piętro

Przygniata nie raz trud
Zlodowacenia chmur
Kołek w sercu niesie ból

Pytałem czemu akurat mnie
Właśnie wtedy
Akurat tu

Po jednym wyrywałem
Rosnące plony wyborów
Głowa pełna gorzkich słów

Pozostawione same
Ze sobą
Niczym bez poddanych król

Czarował snem sen
Śnił w dzień sen
Spod powiek mrok dawnych ról

Wnioski niosły żmudnie
Na szczyty gór
Z pracowitych rąk strzepany kurz

Próbuje zejść
Podobno trudniej
Spada się na ziemię w dół z chmur

Próbuję iść
Próbuję przejść
Próbuję.. Nie!

Patrzę i..
Piszę wisząc nad nim
Wiersz znów

Czas przyszły

KA!

Ona czuje, ona wierzy, ona wie
Ona kocha, ona ufa, ona chce
Ona tęskni, ona myśli, ona jest
Lecz bez Ciebie wszystko wyższe traci sens!

Ona śpiewa, ona tańczy, ona lśni
Ona pragnie, ona płonie, ona drży
Ona żyje, ona marzy, ona śni
Lecz w tym wszystkim najważniejszy jesteś Ty!

Ona lubi, ona łaknie, ona lgnie
Ona widzi, ona słyszy, ona wie
Ona płacze, ona cierpi, ona brnie
Lecz to z Tobą tylko wszystko przeżyć chce!

Jak Pani napisze… ❤ ❤ ❤

Czas przeszły

Myślę o Tobie
W czasie przyszłym
Teraźniejszym, wybacz
Też.. egoistycznym

Myślę.. nie! Kocham
Wiesz, mam Ciebie w sercu
Piszę, bo tęsknię
Zalewam oczy pamięcią

Wyrwali ze snu w sześciu

Zbudziłem się
Pełen niewyspania

Sen jeszcze bliższy iskrzy

W bezruchu zastygłe
Sztuk sześć
Marynarka wiezie

Pożądliwy
Kochający

Nienawidzący
Uzależniający

Tęskniący
Proszący

Wykładam na blat wszystkie
Sumy czasu pożeraczy

Skowytem dźwięków nabite
W bezgłosie milczące

Polotem dumy mnogości
Każdy sobie srogi

Zapętlony w uśmiechu
Siadam przy stoliku

Szyderczym

Od ucha gdzie wypada
Do tego co słucha

Słuchaj próżny

Dzwonią w ten raz łyżki, garnki
Wszystkie biją kuchary

Nie odbieram

Zamyślony wstydem
Przed nocy postrachem
W ten raz się gaszę

Jeszcze nie czas
Znów spać idę