eM

Zawsze
Dawałaś
W me serce łaski

Dziś ja
Daje w Twoje
Całą miłość
Biednych wspomnień maski

Zawsze
Mamiłem
Guzik przy podusze

Ty mnie dziś mamisz
Mrokiem
Smutkiem
Nadanym mi słuchem

Reklamy

Zwycięski Remis, Naszej Polski..

„Znam temat piłki nożnej, oglądam wszystkie ostatnie mecze. Lewandowski jest słaby, powinni go zmienić, tak mówią wszyscy.
A Mączyński jak gra?
Kto?
A co to spalony?
Jakby leciał mecz to bym Ci pokazała.”

Znam temat. Grają co jakiś czas, zwykle to w klubach. Czasem jest reprezentacja, to się spotykamy. Zwykle trąbią o tym wcześniej w telewizji długo. Mam piwo, mam czipsy, na mecz idę, znam się i jestem kibicem… Naszych!

Nie jestem coachem, piłkarzem, chciałem. Całe lata grałem w CM i znałem każdego piłkarza w 2005 roku, z każdego praktycznie klubu. Do szkoły nie chodziłem, a grałem w managera piłkarskiego, zdarzało się. Nie będzie to tekst fachowca, będzie człowieka, patrioty, który obudził się rano ze łzami w oczach i do teraz nie może ich powstrzymać, choć by temu zapobiec zrobił już prawie wszystko. Powiela się teoria w czynie, że dobrze się tworzy z uczuciem..

W sezonie (Roku powiedzmy), masz przykładowo 56 spotkań. Są to mecze ligowe, puchary, jeśli dobrze pójdzie, liga mistrzów itp. Czasem trener Ci odpuści jak jesteś Lewandowskim, chce Cię mieć na 200% w konkretnym meczu. A Ty zapier.. Dzień w dzień treningi, przygotowanie do kolejnego spotkania, oglądanie przeciwników, uczenie się ich ruchów. Taktyka, jak w szkole, inny zestaw zagrań na ten mecz, inne priorytety, inny styl gry.. K… jak aktorstwo, tylko fizyczne i umysłowe, oceniane przez pieprzone 90 minut….
Siedzisz i kujesz zagrania, koncepcje, style, na ten mecz.. Po nim ma być następny, może.. Na ten, na ten jeden mecz! Jesteś profesjonalistą, to twoja praca, na ten mecz!
Dzieci ćwiczą od malutkiego.. A potem jest ku… ten jeden mecz.. Życie.. Kariera..

Tekst: „Nic się nie stało”.. Żenada!!!

K…. nawet nie wiedziałem, że tyle to dla mnie znaczy. Wiedziałem, mówiłem, jakbym sam grał, 12 zawodnik, moje marzenie. Koszulka reprezentacji i mecz na prawdziwym stadionie.. Zawiodłem.

Może źle kibicowałem, nie patrzyłem na walkę każdego z nas indywidualnie, trollowałem przez cały ten czas coś konkretnego, jakieś z ogniw. Wierzyłem, chciałem, zje..

A Oni walczyli, pracowali, cały ten czas!!!

Rozwaliłem ścianę pięścią, którą Tata właśnie zaszpachlował. Pogniewałem się na brata, który ją sobie wymalował.

www.jaskorpion.wordpress.com-3

Czuje, że jako kibic, Polak, mężczyzna, syn i ojciec mogłem zrobić więcej. Mogłem z dumą krzycząc, trzymając rękę na piersi, jak podczas meczu z Irlandią wyśpiewać hymn. Mogłem przygotować i wykorzystać każdą możliwość przybrania barw narodowych. Dużo mogłem, a tego nie zrobiłem. Czuł bym wtedy może to co Nasi, Nasze Orły! Jestem chujowym kibicem, a Wy Panowie jesteście niesamowici. Wybaczcie, to osobista porażka.

Ile razy w życiu idziemy do przodu, jesteśmy lepsi z dnia na dzień. Staramy się idąc małymi kroczkami, czasem niedoceniani. Jesteśmy mimo trudności i coraz większych, wyższych braków, kłopotów coraz bliżej, jesteśmy pewni siebie, idziemy w nieznane. Zapominamy o ważnych rzeczach.
Przestajemy atakować, robimy to, co robimy co dzień z przyzwyczajenia. Nikt nie brnie w ciągły rozwój i ciągłą walkę. Mało kto z mi znanych osób, choć rodzynek się znajdzie.
Czym na prawdę jest ten świat? Walką o siebie i swoje wartości.
Z przyzwyczajenia kibicujemy, a to dziś mecz?
Oni pamiętają co dziennie, co noc..

Przychodzi jednak moment, kiedy w najlepszej chwili powija nam się noga.
WTF myślimy, jak to, nie możliwe… Padamy..
Właśnie mieliśmy coś na wyciągnięcie ręki, coś wielkiego, czego nam wciąż brakuje. Jako Narodowi i każdemu z Nas, jako pracowitemu Piłkarzowi i Trenerowi, przede wszystkim!
To wiara w siebie, bliskość, pewność, że jesteśmy braćmi, rodziną, znajomymi, w jednym kraju i z jednym, tym samym celem. Rzucamy wszystko, żeby ten cel przeżyć, czuć, zdobywać razem, wśród podobnych do nas ludzi, z różnymi możliwościami, umiejętnościami, lecz tym samym językiem, rozumieniem świata i choćby wspomnieniami, z dumną Historią!

Dziękuję bardzo Panowie i bardzo przepraszam. Jesteście wielcy!!!

P.S. Pokażmy, złączmy się z tym na dłużej. Bądźmy dumnym narodem, kochamy Ojczyznę, bo Ona Nas kocha i na Nas liczy. Od Nas zależy, czy Nasze dzieci będą znały ja tak jak My, dbały o Nią i pamiętały.

Kuba wrócił dla mnie swoją wartość po tych stratach w kilku meczach eliminacyjnych. Walką w mistrzostwach zasłużył na szacunek, choć był jednym z niewielu do których miałem pretensje, jako do profesjonalisty. Zrozumiałem, że może nie czuł się po kontuzjach pewnie, może morze co innego. To nie ważne teraz, żałuję. Wtedy drużyna Ci pomogła, teraz Ty oddałeś serce drużynie. Podjąłeś k… ta walkę, zaryzykowałeś, oszczędzając wstydu, strachu, a może właśnie dumy kilku innym. Mimo, że poprzedniego karnego ze Szwajcarią strzeliłeś słabo, poszedłeś. Pewnie się nie wyrywali..
Jesteś odważny, wziąłeś odpowiedzialność. Jedno niecelne uderzenie tego nie przekreśli!
Dziękuję Kuba! Pokazałeś jak wrócić hejt w szacunek i wiarę!

Myślę, że wielu z nas znajdzie w sobie taką porażkę, która miała być wielkim sukcesem. Nie odpuszczajmy,  zostawmy w tym ferworze Biało Czerwonych i zostańmy przy okazji na mistrzostwach!!!

#Islandia #BiałoCzerwoni #JestMoc #…Haha

Kaktus bez kolców

Ten pierwszy
Niby baran
Skorpion cały
Najlepszy

Drugi
Czuły, słodki
Mr. Accident
Najlepszy

Trzeci
Mętlik treści
Sens zatracał
Nie ma wieści

Żyje
Czuje, czeka
Tęskni
Za trzech każdy

Bestii krzyk
Ukochanych zew
Wspomnień
Opowieści

Po prostu

Tę obecną nieobecność
Wypełniają pliki tęsknoty

Czuje w sercu głęboko Cię
Bardziej niż kiedykolwiek

Palcem marzę po szybie
Zapamiętałem każdy dotyk

Widzę Twoją twarz wciąż
Zapisaną w malachitowe oczy

Siedzę w bezśnie zaschnięty
Wychwytuję promienie słońc

Piszę wiersz nieprzeciętny
Każdy wers przepełnia sztos

Myślę, co by było wreszcie, lecz
Nie chce iść więcej pod sąd

Leżę sam, chce, a jakoś nie spie
Kocham Cie, jak teraz, bądź!!!

Nieszczęśliwie szczęśliwy

20:30 na zegarze. Wróciłem ze spotkania godzinę później niż planowałem. Dzieci po kilku godzinach z dziadkiem w pełni szczęścia, grają na dobranoc. Młodszy kotek, znalazł sobie sam online i gra w grę z kotkami, a starszy w SC2. (Ja jeszcze nie grałem.. co za ojciec, co nie grał?) Mija 22.. Kończymy i Idziemy do spania.. Jeszcze tylko na siku.
Babcia, po święcie szkoły w domu zawitała około 21:30, więc łazienka na naszym piętrze była okupowana. Dziadek, zabrał się za robienie drewnianych schodów na górę do brata, jest więc bałagan. Starszy zakłada kapcie, młodszego biorę na ręce, zostajemy lekko w tyle.
Waży więcej niż ostatnio, a mimo to, to nadal mój Iglo. Maleńki i słodki, okruszek. Widzę kątem oka, jak patrzy na mnie.. A ja.. Moi Państwo.. Czuję się jak naj, nie, naaaj, naaaaajwiększy bohater. Krew buzuje jakbym stal przeciw tysiącom, sam, jak trzystu, pewny siebie na 110%!.. Jesteśmy my dwaj.. Idziemy na siku.. Taka sytuacja, co za feeling..
Patrzy tak wdzięcznie i.. Całując mnie w policzek mówi: Kocham Cie tato.. Nagroda za tatostwo.. Starszy zasypał mnie lawiną słodyczy, tuż przed zaśnięciem. Why.. Ka-wa-mać.. Piiip, przeklnę jeszcze..

Kurwa
Serce mi zaraz wyskoczy z piersi
Spać nie mogę
Zalewam myśli łzami

Jak wilcy wyje
Księżyca połówki
„Oobie” leżą przy mnie
Słodko tak ułożone

Pewne i spokojne
Jedna po drugiej
Łzy spływają po policzkach
Moczą uszów kąciki

Na oczy nie widzę
Spiły się uczuciami
Głupotą i ślepostwem
Młodych chłopców, ojców

Skupiam się wybitne
By uwiecznić

To, co przeżyłem
Co czuje
Widzę
Myślę
Szepcę
Chcę
Nie chcę
Chcę
Kurwa
Lot’s of, więcej!

Jeszcze cześć mnie
Nie uleciała
Ulatując bezpłodnie w samodal

Już pozostałe komory dwie
Za dni dwa
Pożegnać będę musiał

Nie chcę
Oni nie chcą
Chcą, nie chcąc
Jak to dzieci, rozumiem
Zaraz tęsknota
Wspomnienia
Przeszłość

Po prostu.. Wstyd mi..

Za świat

Za siebie

Za

Ja..

Czas przyszły

KA!

Ona czuje, ona wierzy, ona wie
Ona kocha, ona ufa, ona chce
Ona tęskni, ona myśli, ona jest
Lecz bez Ciebie wszystko wyższe traci sens!

Ona śpiewa, ona tańczy, ona lśni
Ona pragnie, ona płonie, ona drży
Ona żyje, ona marzy, ona śni
Lecz w tym wszystkim najważniejszy jesteś Ty!

Ona lubi, ona łaknie, ona lgnie
Ona widzi, ona słyszy, ona wie
Ona płacze, ona cierpi, ona brnie
Lecz to z Tobą tylko wszystko przeżyć chce!

Jak Pani napisze… ❤ ❤ ❤

Czas przeszły

Myślę o Tobie
W czasie przyszłym
Teraźniejszym, wybacz
Też.. egoistycznym

Myślę.. nie! Kocham
Wiesz, mam Ciebie w sercu
Piszę, bo tęsknię
Zalewam oczy pamięcią

Pełnia zmrużonych oczu

Sen jak jedna myśl, zabłysł dziś
Lód zimny nocą czuj, nie śpij, śnij
Ból życia czuje się tylko swój, ja, mnie, mi
Lęk przed jutrem goni nas znów, bierz

Musisz sam chcieć żyć

Zbudziła się ofiara siebie, Bóg twój drzemie
Swoich wyborów, kierunków, śladów za cieniem
Zapomniane w ziemi gniją korzenie
Mylisz innych ze sobą, goniąc czyjeś pragnienie

Życia

Pochodnia
Zapalona
Gorąco
Ogień

We mnie, dniem i nocą płonie
Słowo krąży w pełnej głowie
Litery od a do z w niej toną
Spowiedź, muzyka zmywa kłopot, rzygam

Stresy
Krzywdy
Problemy
Nieludzkie uczynki

Na oczy mrużących się powiek

Czasami często, kurwa, co dzień
Bezsilność ciała, a spać nie mogę
Zamykam w ustach powietrza obieg
Uszy drżą w ciszy niesione

Gdy tak leżę w bezruchu
W bezśnie zaćmiony nocą
Kiedy tak myślę o życiu
Kolejne dni, noce no, po co

Po co bez celu iść w przód
Po co w tył się odwracać
Po kiego huja być tu sam
Sam do lustra męczyć kaca

Jak masz słyszeć to, powiedz
Jak masz to kurwa rozumieć
Czy poczujesz to tak jak ja
Sam siebie z siebie wyklujesz

Wyjdziesz pewny i dumny
Na świata tego powierzchnię
Odetchniesz lejąc na hejty
Poczujesz dla siebie tu jestem

Będziesz tu, dziś, teraz, jutro
Nie wczoraj, weź zapamiętaj
Nie wspominaj leków, błędów
Nie żałuj też spraw zamkniętych

Drugą nogę myśląc stawiaj
Ucz się wciąż na porażkach
Bliskich słuchaj i analizuj
Swoje mocno trzymaj w garściach

W głowie tkwi nadal dziecko
Mały książę na świata pustyni
Garściami łap piękne pod ręką
Nie to, co mają do koła inni

Stój
Spójrz
Patrz i widź

Każdy
Rozmarzony
Pracowity przyjaciel
Zniechęcony zazdrosny wróg

Stoi tu
  Albo leży
U Twych stop

Pomóż mu wstać
Lub kopnij plując w twarz
Nie mogę już, zgiń, przepadnij

Stoję
Muzyką
Wypełniony

P.S. Skumulowany film o PeeFKa i księżyc od GB…

Listopadowy IV

Nie umiem mówić sam do siebie
Nie mogę słuchać siebie już
Choć najprawdziwsze i najpewniejsze
Słowa w myślach niosą wyłącznie ból

Namiętnie sięgam po butelkę
Papieros rozpyla dym spod stóp
Alkohol cedzony w życiu codziennie
Krew rozcieńczając zaczyna truć

Zakręcam kapslem zabitą butelkę
Odkapslowuje nakrętkę z gwintu znów
Na siłę zmagam się z nim niechętnie
W głębi dla siebie największy wróg

Trzymam Cię blisko, a moje ręce
Plątają żyły niczym w zacisku sznur
Wyjątkowo mocno kocha moje serce
Wysysając cały zebrany tlen z płuc

Choć w środku tętni miłosierdziem
Do siebie przez Cię krzycząc wróć
Długo gryzę się z przedsięwzięciem
Oczy na horyzoncie, pod nogą trud

Błysła mi iskra przed zaśnięciem
Głowa sto pomysłów ma na każdy znój
W piersi uderzeń czuję coraz więcej
Nosem wącham zwłoki nozdrza mórz

Na skórze od żyletki krwawe zacięcie
Ranę powinienem zacząć szyć bez prób
Ubranie zaplamione nieprzeciętnie
Kapiąc na chodnik pazerny skleja brud

Blogowo urodzinowo

21 stycznia, roku Pańskiego 2015… Tego dnia zarejestrowałem się na wordpress.com jak zacnie on sam postanowił mi oczywiście przypomnieć. Minął w takim razie rok…

Bardzo dziękuję wszystkim odwiedzającym Skorpiona częściej i również bardzo dziękuję tym zaglądającym tylko czasem. Miło, pewnie, nawet bardzo, oraz przesympatycznie w takim gronie się tworzy. 🙂

W urodziny, pragnę przypomnieć jeden z pierwszych kilkudziesięciu wpisów. Pamiętam jak dziś, gdzie, jakim tchem i kiedy go napisałem. Jest ich mnóstwo, może i bardziej wyjątkowych dla mnie, ale ten, przypominam sobie najczęściej, to od niego zaczynam wspominki, doń się uśmiecham kącikiem. Miłego!

„Ten jeden kwiat dla Ciebie Ka, moja w tym głowa”

Kwiat cały szmaragdem tętni spójnie nasycony
Różowe płatki jak pióra, każdy jeden wyjątkowy
Pnie się ku górze, łaknienie być zauważonym
Stać się najpiękniejszym, ponętnym i upragnionym
Chce się wzbić do słońca, razem z nim promienieć
Rozkwitać co dnia radośnie, rozpościerać ku niebie
Pragnie dychać powietrzem, czuć muskający go wiatr
Jego powiew przyniósł jednak chłód, on sam pobladł
Zmierzch zrównał wszystko, kuli swoją głowę ku ziemi
Jak gdyby się zawstydził, chciał byśmy go nie widzieli
Wypracował na dziś swoje, teraz spokojnie spocznie
Przymknął płaty marząc, zasypia każdy jeden zgodnie
Jednakże nie przypuszczał nawet, że z samego rana
Chwyci go ktoś i z korzeniem rozdzieli, bulwa została

Spogląda na nią przygnębiony i z radością wspomina
Całe życie tkwił uwięziony, dziś wolny lecz nastała cisza
Chciwym okiem nie raz wyglądał łypiąc za motylem
Wzdychał i zazdrościł mu tych pięknych skrzydeł
Czemu akurat ja, interpelacja nie dawała spokoju
Kiedy coś się zmieni, chciał iść, choć o krok do przodu
Przechylał się próbując zmienić miejsce, położenie
Nadwyrężył lichą łodygę, ból nie wygrał z cierpieniem
Chciał od początku, wyróżniać się, jaśnieć, mienić
W około wszędzie te same pędy, bliźniaczej zieleni
Miał i on możliwość, lecz wyraźnie nieukontentowany
Przygaszony nieuchronnym końcem, liść spadł poszarpany
Delikatny, wrażliwy samotnik, zakotwiczył na pustkowiu
W głowie kłębki żali, nie mógł zasnąć gdy księżyc w nowiu

Dawniej żądał co najlepsze, zamarzając niczym woda w lód
Przysypany ziemią, zły, deszcz nawet nie mży, a on chce już
W chwili tej bezkreśnie ciągnącego się oczekiwania
Ustanowił ścieżkę, pokrewny tak, a wpasowując się nagana
Tak mijały minuty, godziny, powstrzymać się raczył
Wspomina dobrze ten moment, zrzucił stare szaty
Nadarzyła się jedna szansa, dla kogoś coś znaczyć
Iść gdzie prowadzi serce, wartości chwalić nie nakazy
Że takim jak bratek, fiołek czy narcyz zachwycający
Być w sobie sobą, za sobą iść, każdy poniekąd wyjątkowy
Dlatego kiedy z pierwszą kroplą poczuł miękkość subtelnie
Życzliwie puścił wszystkich przodem, sam dam radę, wierzę
Chłonął tyle ile chciał, ile mógł unieść, nie dało się więcej
Inni ze sobą walczyli, szarpali, on jeden płynął z dźwiękiem

Nadszedł wreszcie czas, gdy już łepek ponad ziemią nosił
Olśnił i zachwycił go odcień, dwóch magicznych warkoczy
Błysk i już wiedział, obrał kierunek, pewnie zdecydował
Nie dla niego przyziemność, miał zasady więc się nie poddał
Stając oko w oko z blaskiem, różdżką maść nadającą
Poprosił, Wróżko, obdarz mnie swoją niezwykłością
Ta zerknęła nań zakłopotana, zdziwionym spojrzeniem
Jedyne co mogę podpowiedzieć, bierz czego inni nie wzięli
Uważnie zdecyduj, żyć dla ogółu czy dla siebie, właśnie tu
Intuicyjnie i bez chwili namysłu złapał zachwycający go róż
Myśli teraz kiedy złożyć się będzie musiał znów w ziemi
Dni coraz krótsze, ku zdziwieniu inne źródło jest promieni
Znalazł się w ciepłym, jasnym miejscu, nie odchodź, zostań
Uśmiech ułóż na Jej usta, wybrałeś róż, Ona też, ciekawostka

Kwiat ze zdjęcia kręciłem z dziesiątków liści i ważył około 600-700 gramów, a żyje sobie całkiem suchy u Ka w gablocie do dziś!

Z tego co widzę, w pierwotnym linku do tekstu, tytuł początkowy miał być jak poniżej..

https://jaskorpion.wordpress.com/2015/02/06/mimo-trudow-usmiech-pragne-ukladac-codzien-na-twej-twarzy/?preview=true

P.S. Więcej… Obiecuję, nie będę staroci przypominał! 😛

A Star

Na niebo

Moich oczu

Niczym gwiazda

Wdrapałaś się zawisając


Nie chcę się obudzić

We śnie muszę pozostać

By na marzeń tablicy ciemnej

Kredą białą imienia sygnaturę kreślić

Mojej nocy Księżycu

Wlewać Cię
Gorącą w gardło
Płonącą powódź

Tulic zmarzniętą
Nietopniejącym
Soplem lodu

Budzić wyspaną
Zostawiać
Zmęczoną znowu

Kochać Cię
Największą pełnią
Księżyca w nowiu

„Jest taki czas”

Jest taki czas
Kiedy nie chcę Cię znać

Jest taki czas
Gdy przestanę się bać, że odejdziesz

Jest taki czas
Kiedy mam już nas dość

Jest taki czas
Gdy poczuję, że kochać już nie będziesz

Jest taki czas
I wierzę, że on nie nadejdzie…

13.01.2016

Właśnie, człowiek się zapoci, wypisze, napracuje, a Panna Ka jednym tchem takie cuda płodzi. :*

Moja praca

Nasypałem w szkic
Praca przecież goni
Miłość niby śpi
Gdzieś w głębokiej toni

Z dna sama wybiera
Piszę więc pracując
Ze środka wyżera
Wciąż odbudowując

Myśląc o kochaniu
Wybór swój pozłacam
Nie nakaże nic mi nikt
To dziś moja praca

Lubię

Lubię taką każdą Ciebie
Cegłę
Wypieczoną
Do czerwoności

Zaiskrzoną
Słońca pędzącym strumieniem
Tyś jak on
Gorący

Lubię taką każdą Ciebie
Bladosiną
W nocnym
Księżyca blasku

Jeśli to strach lub zaskoczenie
Nie bój się
Będę zawsze
Spokojnie lśnij Marzenie

Głuchy telefon

Gniew
Spokój
Pamiętam
Ziew

Dźwięk
Setki dźwięków
Tysiące
Głosów
Lęk

Śpię..

S: Halo.. Haaalo

T: Halo Skarbie

S: Cześć Tato

Co u Ciebie słychać?

T: Cześć Kochanie

Nowego nic
Wyjątkowego nic

Bez Was
Bez głucha
Przyziemna
Cisza

Górnolotnymi
Myślami wypełniona

W ziemi dole
Zasypana
Zapłakana
Gdzieś
Znika

Bez Was
Sen
Mnie nie oczyszcza

Więc
Próbuję
Nie zasypiać

Leżę i myślę
Myśl śni

Wspomina podwórze
Drzewa pełne wiśni

Spiżarnię
Przepchaną
Po brzegi
Od słoi

Pamięta krótkie chwile
Małe przebłyski

Dziesiątki
W szeregu
Owoce rodzi

Jedna za drugą
Zbratane

Przy drugiej
Pierwsza
Stoi

Młodością
Kiedyś
Po pachy
Przepełniona

Uśmiecha się widząc
Grają razem w piłkę
Odbita
A..

Czasem
Życie trudem
Przystrojone

Czeka i patrzy
Może na chwilę przysnę

Pazernie
W koło
Zamiatając
Swym ogonem

Czeka i marzy
Marzenie w nim stlić

Muszę go zniszczyć
Często sen
Wystarczy przerwać
Porywczy

display: None

Przecież ja nie śpię!

Drwi wciąż
Krzyczy
Szydzi
Zerka
Milczy
We śnie

Mruczy
Pod nosem
Klnie
Sepleni
Drzwiami trzaska
Odwraca nareszcie

Wychodzi..

..Zasypiając
Zliczam

Bez dźwięki
Dźwięków
W głowie
Krzyczą
Ciszą

Zbudź się!!!

Cisza
Oczy otwarte
Uszy przygłuszone
Bezsensem sensu snu zazwyczaj

Oko zerka
Niemrawo

Telefon leży sam
Zbyt
Daleko

Do siebie mówię
Znowu
Zobacz

Śniła mi się
Z Tobą
Synu
Dzisiaj
Rozmowa

Dwie świata strony

Z niemych słów

Z ludzkich odruchów

Myśli szorstkich

Kreśleń nowatorskich

Wydobywam dźwięk

Zawodem zmrożonych

Roztańczonych ust

Piętnem przesyconych

Echem z oczu

W lustrze moich

Odbite uczucia

Subiektywne brzmienie

Bezdźwięcznie w pryzmacie

Rozbite na opak kolory

Saksofony wyśpiewały

Na cztery świata strony

Jęk bólu i zawodu

Przeszywając niczym słońce

Wampira szatę gładząc popielatą

Obejmując ziemię

Spala mnie doszczętnie

Pragnienie

Życia