Ojczysty zator

Biel
Kolorem pokoju

Czerwony
Przelanej krwi

Nie żyjemy
Żyjąc w wolnym kraju

Młode żylaki
Tęgich przeszłością żył

Reklamy

Klekot pamiętam

Przyleciały bociany
W pamięci
Niosąc czas


Wiosnę Polsce wracały

Nie jeden
Już raz

Ułożyć parami się chciały
Brak miejsc
Pól, gniazd

Inne ptaki się wepchały
Piórami
Mamiąc nas

Niepewność gra z powrotami
Codzienność
Zalewa hajs

Myśli niszczy, kruszy skały
Zaślepia oczy
Papierów las

Niszczy płatki róż czerwonych
W siano drzewa
Obraca

Czas w pieniądza tkwi niewoli
Bocianie obowiązki
Lecą w dal

Gruba ryba

Pan:

Jestem takim panem nikim
Co nie zacznę
Mam wyniki

Co nie ruszę, zaraz wrze
Sapie, dyszy
Topi krę

Sam wokół tu nic nie robię
Siedzę
Gadam

..Ryby łowię

Chłopiec:

Ryby pan, waćpan powiadasz..
Zerknąć daj coś tam nałapał?

Pan:

Ja.. Aaa nic, tak siedzę sobie
Trochę gulnę piwka
Trochę nożyk stroje

Czasem ryba zje robaka
Trzeba nabić go na haka

Grill, kiełbaska, to zwycięstwo
Jako facet lubię mięsko

Chłopiec:

Grill waćpan powiadasz?

Bardzo głodny właśnie jestem
Dobrze się akurat składa

Pan:

Grill, co, aaa był już
Grzał dość mocno
Przedobrzył głuptasek

Patrzaj chłopcze
Popielatą widzisz łatę
Spalił się na biały piasek

Chłopiec:

Co, nie wierze

Pan:

Co, ja kłamię

Chłopiec:

Nie to chciałem

Pan:

Idź szatanie

Zgiń, przepadnij
Wpierw przeprosisz

Takim chłopcze postrzeganiem
Grube ryby
Panu płoszysz

Czyn przed słowem

Ukrywam się
W ciemnościach jasności

Sens głaszcze
Weź trochę
Odpowiedzialności

Nabrałem po pachy
Po uszy
Po zęby

Zmrużone oczy
Mocno zaciśnięte pięści

Stłumione głosy
W sercu skamlają

Polska walcząca
Walcz, walcz, walcz
Wspierają

Kto chciałby niepewne
Siebie ofiary

Nikt
Każdy każdego
Wytyka palcami

Każdy każdego
Z szacunkiem całuje po dupie

Każdy, nie Ty
Nie Ja
Lepiej uciec

Zachęcam więc biec
W popłochu ślepo
Spier…

Czerwone światło
Zapalił się w głowie alarm

Niebieskie źródełko
Wyparowało
Wyschło

Plama z osadu
Kreuje szarą rzeczywistość

Brudy zostały
Odcedzone
Przez życie

Odparowane przez naturę
Dusza frunie w zenicie

Tak błądzę wśród odległych
Wspomnień świadomości

Żyję
W teraźniejszości
Broczącej krwią młodości

Miłości, nie dość mi
Nie dość Ci, nie proś dziś

Zanim powiesz wychodzę
Nogi rusz
Po prostu idź

n.p.m.

Każdy wdech do płuc powietrza
Niebywale szybko spalany
To samo tyczy się szczęścia
Chłonąć pożądam garściami

Każda jedna kropla deszczu
Zmartwieniem pijana padała
Uderzając o ziemię prysła
W kałuży łez tysięcy zapomniana

Każdy chwyt co dzień materii
Spychał ze szczytów do granic
Graniczę żyjąc ze szczytem
Szczyt na wyciągnięcie ramion

Każde minięcie naszych spojrzeń
Wypełnione halucynacjami
Ja i Ty, na już, od teraz
Mijaliśmy się od lat latami

Zwycięski Remis, Naszej Polski..

„Znam temat piłki nożnej, oglądam wszystkie ostatnie mecze. Lewandowski jest słaby, powinni go zmienić, tak mówią wszyscy.
A Mączyński jak gra?
Kto?
A co to spalony?
Jakby leciał mecz to bym Ci pokazała.”

Znam temat. Grają co jakiś czas, zwykle to w klubach. Czasem jest reprezentacja, to się spotykamy. Zwykle trąbią o tym wcześniej w telewizji długo. Mam piwo, mam czipsy, na mecz idę, znam się i jestem kibicem… Naszych!

Nie jestem coachem, piłkarzem, chciałem. Całe lata grałem w CM i znałem każdego piłkarza w 2005 roku, z każdego praktycznie klubu. Do szkoły nie chodziłem, a grałem w managera piłkarskiego, zdarzało się. Nie będzie to tekst fachowca, będzie człowieka, patrioty, który obudził się rano ze łzami w oczach i do teraz nie może ich powstrzymać, choć by temu zapobiec zrobił już prawie wszystko. Powiela się teoria w czynie, że dobrze się tworzy z uczuciem..

W sezonie (Roku powiedzmy), masz przykładowo 56 spotkań. Są to mecze ligowe, puchary, jeśli dobrze pójdzie, liga mistrzów itp. Czasem trener Ci odpuści jak jesteś Lewandowskim, chce Cię mieć na 200% w konkretnym meczu. A Ty zapier.. Dzień w dzień treningi, przygotowanie do kolejnego spotkania, oglądanie przeciwników, uczenie się ich ruchów. Taktyka, jak w szkole, inny zestaw zagrań na ten mecz, inne priorytety, inny styl gry.. K… jak aktorstwo, tylko fizyczne i umysłowe, oceniane przez pieprzone 90 minut….
Siedzisz i kujesz zagrania, koncepcje, style, na ten mecz.. Po nim ma być następny, może.. Na ten, na ten jeden mecz! Jesteś profesjonalistą, to twoja praca, na ten mecz!
Dzieci ćwiczą od malutkiego.. A potem jest ku… ten jeden mecz.. Życie.. Kariera..

Tekst: „Nic się nie stało”.. Żenada!!!

K…. nawet nie wiedziałem, że tyle to dla mnie znaczy. Wiedziałem, mówiłem, jakbym sam grał, 12 zawodnik, moje marzenie. Koszulka reprezentacji i mecz na prawdziwym stadionie.. Zawiodłem.

Może źle kibicowałem, nie patrzyłem na walkę każdego z nas indywidualnie, trollowałem przez cały ten czas coś konkretnego, jakieś z ogniw. Wierzyłem, chciałem, zje..

A Oni walczyli, pracowali, cały ten czas!!!

Rozwaliłem ścianę pięścią, którą Tata właśnie zaszpachlował. Pogniewałem się na brata, który ją sobie wymalował.

www.jaskorpion.wordpress.com-3

Czuje, że jako kibic, Polak, mężczyzna, syn i ojciec mogłem zrobić więcej. Mogłem z dumą krzycząc, trzymając rękę na piersi, jak podczas meczu z Irlandią wyśpiewać hymn. Mogłem przygotować i wykorzystać każdą możliwość przybrania barw narodowych. Dużo mogłem, a tego nie zrobiłem. Czuł bym wtedy może to co Nasi, Nasze Orły! Jestem chujowym kibicem, a Wy Panowie jesteście niesamowici. Wybaczcie, to osobista porażka.

Ile razy w życiu idziemy do przodu, jesteśmy lepsi z dnia na dzień. Staramy się idąc małymi kroczkami, czasem niedoceniani. Jesteśmy mimo trudności i coraz większych, wyższych braków, kłopotów coraz bliżej, jesteśmy pewni siebie, idziemy w nieznane. Zapominamy o ważnych rzeczach.
Przestajemy atakować, robimy to, co robimy co dzień z przyzwyczajenia. Nikt nie brnie w ciągły rozwój i ciągłą walkę. Mało kto z mi znanych osób, choć rodzynek się znajdzie.
Czym na prawdę jest ten świat? Walką o siebie i swoje wartości.
Z przyzwyczajenia kibicujemy, a to dziś mecz?
Oni pamiętają co dziennie, co noc..

Przychodzi jednak moment, kiedy w najlepszej chwili powija nam się noga.
WTF myślimy, jak to, nie możliwe… Padamy..
Właśnie mieliśmy coś na wyciągnięcie ręki, coś wielkiego, czego nam wciąż brakuje. Jako Narodowi i każdemu z Nas, jako pracowitemu Piłkarzowi i Trenerowi, przede wszystkim!
To wiara w siebie, bliskość, pewność, że jesteśmy braćmi, rodziną, znajomymi, w jednym kraju i z jednym, tym samym celem. Rzucamy wszystko, żeby ten cel przeżyć, czuć, zdobywać razem, wśród podobnych do nas ludzi, z różnymi możliwościami, umiejętnościami, lecz tym samym językiem, rozumieniem świata i choćby wspomnieniami, z dumną Historią!

Dziękuję bardzo Panowie i bardzo przepraszam. Jesteście wielcy!!!

P.S. Pokażmy, złączmy się z tym na dłużej. Bądźmy dumnym narodem, kochamy Ojczyznę, bo Ona Nas kocha i na Nas liczy. Od Nas zależy, czy Nasze dzieci będą znały ja tak jak My, dbały o Nią i pamiętały.

Kuba wrócił dla mnie swoją wartość po tych stratach w kilku meczach eliminacyjnych. Walką w mistrzostwach zasłużył na szacunek, choć był jednym z niewielu do których miałem pretensje, jako do profesjonalisty. Zrozumiałem, że może nie czuł się po kontuzjach pewnie, może morze co innego. To nie ważne teraz, żałuję. Wtedy drużyna Ci pomogła, teraz Ty oddałeś serce drużynie. Podjąłeś k… ta walkę, zaryzykowałeś, oszczędzając wstydu, strachu, a może właśnie dumy kilku innym. Mimo, że poprzedniego karnego ze Szwajcarią strzeliłeś słabo, poszedłeś. Pewnie się nie wyrywali..
Jesteś odważny, wziąłeś odpowiedzialność. Jedno niecelne uderzenie tego nie przekreśli!
Dziękuję Kuba! Pokazałeś jak wrócić hejt w szacunek i wiarę!

Myślę, że wielu z nas znajdzie w sobie taką porażkę, która miała być wielkim sukcesem. Nie odpuszczajmy,  zostawmy w tym ferworze Biało Czerwonych i zostańmy przy okazji na mistrzostwach!!!

#Islandia #BiałoCzerwoni #JestMoc #…Haha

Fort Okęcie po Paniowemu

Mam taki niespełniony sen, by odwiedzić wszystkie Warszawskie forty. Byłem już w dwóch, jednak z pierwszego na razie nie mogę udostępnić zdjęć. Drugim odwiedzonym fortem, był ten na moim pracowym Okęciu, a tam natknęliśmy się na pomnik. Oboje byliśmy zdumieni, że to akurat tu… Polecam poczytać.

http://pani-ironia.blogspot.com/2016/03/ostatni-lot-kopernika-mineo-36-lat-od.html

Pełnia zmrużonych oczu

Sen jak jedna myśl, zabłysł dziś
Lód zimny nocą czuj, nie śpij, śnij
Ból życia czuje się tylko swój, ja, mnie, mi
Lęk przed jutrem goni nas znów, bierz

Musisz sam chcieć żyć

Zbudziła się ofiara siebie, Bóg twój drzemie
Swoich wyborów, kierunków, śladów za cieniem
Zapomniane w ziemi gniją korzenie
Mylisz innych ze sobą, goniąc czyjeś pragnienie

Życia

Pochodnia
Zapalona
Gorąco
Ogień

We mnie, dniem i nocą płonie
Słowo krąży w pełnej głowie
Litery od a do z w niej toną
Spowiedź, muzyka zmywa kłopot, rzygam

Stresy
Krzywdy
Problemy
Nieludzkie uczynki

Na oczy mrużących się powiek

Czasami często, kurwa, co dzień
Bezsilność ciała, a spać nie mogę
Zamykam w ustach powietrza obieg
Uszy drżą w ciszy niesione

Gdy tak leżę w bezruchu
W bezśnie zaćmiony nocą
Kiedy tak myślę o życiu
Kolejne dni, noce no, po co

Po co bez celu iść w przód
Po co w tył się odwracać
Po kiego huja być tu sam
Sam do lustra męczyć kaca

Jak masz słyszeć to, powiedz
Jak masz to kurwa rozumieć
Czy poczujesz to tak jak ja
Sam siebie z siebie wyklujesz

Wyjdziesz pewny i dumny
Na świata tego powierzchnię
Odetchniesz lejąc na hejty
Poczujesz dla siebie tu jestem

Będziesz tu, dziś, teraz, jutro
Nie wczoraj, weź zapamiętaj
Nie wspominaj leków, błędów
Nie żałuj też spraw zamkniętych

Drugą nogę myśląc stawiaj
Ucz się wciąż na porażkach
Bliskich słuchaj i analizuj
Swoje mocno trzymaj w garściach

W głowie tkwi nadal dziecko
Mały książę na świata pustyni
Garściami łap piękne pod ręką
Nie to, co mają do koła inni

Stój
Spójrz
Patrz i widź

Każdy
Rozmarzony
Pracowity przyjaciel
Zniechęcony zazdrosny wróg

Stoi tu
  Albo leży
U Twych stop

Pomóż mu wstać
Lub kopnij plując w twarz
Nie mogę już, zgiń, przepadnij

Stoję
Muzyką
Wypełniony

P.S. Skumulowany film o PeeFKa i księżyc od GB…

Trzydzieści trzy z…

Do dziś, lat trzydzieści trzy
Smakuję tlen, krwią brocząc
Życie leci przed oczami mi

Ono płynie wewnątrz oczu

Płynie we krwi po krętych żyłach
Napiętnowane przez serce
Z każdym biciem zapewnianym
Koniec blisko jest, szczerze

Koniec czeka gdzieś, śni
Ile to trwać jeszcze będzie
Czując, czuj wiec z całych sił
Z życia bierz, to co najlepsze

Życiu oddaj siebie, całkowicie
Czynem i myślą świeć światu
Nie ważne jak, byle szczęśliwie
Miliony ludzi i szczęścia znaczeń

“Dusze”

Przed wcieleniem każda ważona.
Niedojrzałe – jeszcze stulecia
muszą fruwać w eterze,
by przybrać na wadze.
Każda pragnie osiągnąć magiczne
oczko – dwadzieścia jeden gramów.
Wysłane na Ziemię,
na chwilę, krótszą lub dłuższą,
by doświadczać.
Ich cielesność trwa moment.
Potem znów fruwają wśród ciał,
które bez nich nic nie znaczą.

Źródło: “Dusze” – www.wierszosklejki.wordpress.com

Listopadowy IV

Nie umiem mówić sam do siebie
Nie mogę słuchać siebie już
Choć najprawdziwsze i najpewniejsze
Słowa w myślach niosą wyłącznie ból

Namiętnie sięgam po butelkę
Papieros rozpyla dym spod stóp
Alkohol cedzony w życiu codziennie
Krew rozcieńczając zaczyna truć

Zakręcam kapslem zabitą butelkę
Odkapslowuje nakrętkę z gwintu znów
Na siłę zmagam się z nim niechętnie
W głębi dla siebie największy wróg

Trzymam Cię blisko, a moje ręce
Plątają żyły niczym w zacisku sznur
Wyjątkowo mocno kocha moje serce
Wysysając cały zebrany tlen z płuc

Choć w środku tętni miłosierdziem
Do siebie przez Cię krzycząc wróć
Długo gryzę się z przedsięwzięciem
Oczy na horyzoncie, pod nogą trud

Błysła mi iskra przed zaśnięciem
Głowa sto pomysłów ma na każdy znój
W piersi uderzeń czuję coraz więcej
Nosem wącham zwłoki nozdrza mórz

Na skórze od żyletki krwawe zacięcie
Ranę powinienem zacząć szyć bez prób
Ubranie zaplamione nieprzeciętnie
Kapiąc na chodnik pazerny skleja brud

Chciwość nienasycona

Ładnie zapakowane
Darmowe gówno
Proszę mi daj

Zrobię prawie wszystko
Wybierz mnie tylko
Zwycięzcę masz

Bezwzględnie pożądam
Bez znaczenia jak
Jeśli sąsiad ma

Po raz ostatni grzecznie
Nieopakowane pięknie
Nieważne! He already has

K..wa
..Daj

W moich oczach – Polski Dublin

Trzy dniowa wycieczka do miasta tramwajów, kamienic, sukni ślubnych i optyków zakończona sukcesem! Zwiedziliśmy prawie wszystko co zaplanowane, załatwiliśmy co do załatwienia się kwalifikowało, wróciliśmy zadowoleni. Droga jak widać była piękna, do wieczora kiedy to śnieg zaczął sypać coraz mocniej i częściej. Pierwsze wrażenia? Pamiętam to miasto z dwóch wyjazdów, raz aby odstawić auto firmowe i dwa, kiedy brat zdawał na architekturę. Jakieś urywki, bez spacerów, zwiedzania, przyjazd i wyjazd. Tym razem miało być inaczej..

Z krążących opowieści i małych doświadczeń ukazywał mi się obraz przerażający i zabawny zarazem. „Tramwaje tam wyjeżdżają z bram”, „Wszędzie są tramwaje” i tym podobne. Okazało się, że będzie pierwsze i drugie. Faktem, że tramwaj jest równoprawnym uczestnikiem drogi, jedzie jakby też po ulicy. Bardzo ciekawe.. Gdyby tylko ludzie myśleli i podsuwali się pod prawą krawędź drogi aby ten spokojnie mógł przejechać, nie! Pani motorniczy wysiada i upomina kierowców w dwóch autach.. To na tym się skończyło.. Tramwaje są różne, chyba wszystkie możliwe. Od starych rupieci, ogórków o urokliwym i sentymentalnym wyglądzie, do nowoczesnych niskopodłogówek. Pajęczyny drutów i przewodów nad większością ulic tworzyły niesamowitą wiązankę, a w połączeniu z latarniami i dziesiątkami kratek, zasłon, sieci i rusztowań przy zniszczonych kamienicach po prostu jedność. Coś pięknego w swojej prostocie, zachwycającego architekturą i zabudową, ciekawym pomysłem na komunikację i wiele, wiele innych rozwiązań, które urzekły mnie, niczym jedno z najpiękniejszych miast w jakich byłem, Dublin. Nie było by Dublina bez jego króla, Guinness’a można by powiedzieć. Ano nie było by. To zacne piwo jest także w Polskim mieście w Irish Pub’ie, a to oczywiście na ulicy Piotrkowskiej. Nasłuchałem się o niej wiele, wiele dobrego i sprawdziło się doskonale. Najpiękniej jednak było dalej, gdzie nie ma drogich sklepów czy knajp. Tam stoją prawdziwe cuda, niesamowite budowle, których Irlandzka stolica mogła by tylko pozazdrościć, a Warszawska Starówka, to tu kilka ulic.. Reguła, że im piękniejszy, tym bardziej zniszczony, niestety. Patrząc na zdjęcia w wyszukiwarce, pozostaje tylko zebrać szczękę z blatu. (Pub, Gienia oraz Grimbergena polecam koniecznie, ma ten klimat. P.S. Proponuję zejść w zimę na dół schodkami!).