Ojczysty zator

Biel
Kolorem pokoju

Czerwony
Przelanej krwi

Nie żyjemy
Żyjąc w wolnym kraju

Młode żylaki
Tęgich przeszłością żył

Reklamy

Klekot pamiętam

Przyleciały bociany
W pamięci
Niosąc czas


Wiosnę Polsce wracały

Nie jeden
Już raz

Ułożyć parami się chciały
Brak miejsc
Pól, gniazd

Inne ptaki się wepchały
Piórami
Mamiąc nas

Niepewność gra z powrotami
Codzienność
Zalewa hajs

Myśli niszczy, kruszy skały
Zaślepia oczy
Papierów las

Niszczy płatki róż czerwonych
W siano drzewa
Obraca

Czas w pieniądza tkwi niewoli
Bocianie obowiązki
Lecą w dal

Zespół Willowo-Parkowy Turczynek

Dawniej był szpital. Dawniej, kiedy nie było głośno o takich zabytkach i mało, kto się nim interesował, kilka razy zdarzyło mi się zatrzymać podczas wycieczek rowerowych na jej tarasie. Nawet nie myślałem wtedy o zdjęciach czy zwiedzaniu.

Szybka decyzja i już byliśmy na miejscu z aparatami. Okazało się, że budynki zostały podnajęte właśnie przez miasto, a ekipa ustawia dziesiątki starych skrzyń, krzeseł i tym podobnych antyków wewnątrz. Podobno ma tu być kręcony jakiś film. Jako, że nie bardzo się chyba wszyscy znali, to dzień dobry, dzień dobry, rąsia, rąsię wita i już byliśmy za nieosiągalną taśmą biało czerwoną na wyższych kondygnacjach budynku. Niesamowite efekty dawały promienie słoneczne przebijające się przez zniszczone okna i nieszczelny dach. Wspaniałe, pozostałe eksponaty jak fiolki i różne naczynia nadawały niepowtarzalny i wyjątkowy klimat. Nieco napędzał go fakt, że kiedyś działał tu szpital, lecz najciekawszy, pokój lekarski był zatrzaśnięty. Narobiliśmy gdzieś po 150 zdjęć i zamiast szybko stamtąd uciekać, łaziliśmy jeszcze jakiś czas bez ogródek między pracującymi ludźmi. Musiało się tak skończyć, że dopadł nas w końcu mężczyzna, który brał odpowiedzialność za wszystko i grzecznie, pilnując nas skrupulatnie, poprosił o usunięcie zdjęć. Tysiąc rzeczy można było zrobić, ale nie chcieliśmy człowiekowi robić kłopotów, tym bardziej, że był opanowany i spokojny, lecz lekko przestraszony chyba sytuacją. Cóż, zostało tylko kilka z zewnątrz. Dzień był bardzo zdjęciowy, więc na usunięte nadpisały się kolejne i tyle je widziałem, bez odzysku. Na pewno spróbujemy jeszcze odwiedzić to miejsce.

Fort Szczęśliwice

Zakłady Ursus – Fallout 7.09.2016

Stała tu bodajże jeszcze niedawno hala, ostatniego użytkownika, Konsorcjum Stali. Wieki temu byłem u nich po odbiór jakichś profili. Dziś, poza zrównanym z ziemią terenem nic się nie zmieniło. Po prawej stronie, w kierunku Factory i Urzędu Dzielnicy, powstają już osiedla. Tu jeszcze beton próbuje oddychać.

Exploration mode – Schronisko turystyczne „TRAMP”

Od lat, w sumie od dzieciństwa, interesował mnie ten budynek. Chodziły różne słuchy o tym, co się tam wyprawiało, ale chyba wiele z nich to dziecięca wyobraźnia. Wydaje mi się też, że odkąd pamiętam, wieża miała ślady pożaru. Budynek został wybudowany w roku 1904, a służył przez wiele lat jako szpital dla robotników, szkoła, internat, no i oczywiście schronisko.

Mieszkam całkiem niedaleko, więc jak już napisałem, w pamięci budynek utkwił. Jako, że był to wyjątkowo pracowity dzień, bo zwiedziliśmy, aż 4 ciekawe miejsca, to te postanowiłem wrzucić jako pierwsze. Na pewno urzekł mnie stan budynku jak i gra świateł wewnątrz i względny porządek.

Zdjęcia nie są za specjalne. Ręka drżała i nie ukrywam, że nie czułem się komfortowo wchodząc przez piwnicę, a nie mając już lat 16-stu, kiedy to człowiek się niczego nie boi i nie myśli o konsekwencjach. Gdybym był sam, na pewno bym nie wszedł, na szczęście, nie miałem wyjścia. Tak więc wchodzimy przez piwnicę, otwarte okna mamy po dwóch stronach budynku i nie są trudne do zlokalizowania. Siatka uszkodzona jest w również dwóch miejscach, więc można wejść, nie skacząc przez ogrodzenie.

Kilku zdjęć nie pokażę. Zastanawiały nas „dziwne”, lub w sumie „oczywiste”, w sytuacji jaką zastaliśmy na górze napisy. Był pentagram, świece, ołtarz, tron, specjalnie ułożone figurki. Propagandy więc nie będzie, była za to większa nutka adrenaliny niż zazwyczaj, pomimo, że wcześniej, tego samego dnia byliśmy w starym szpitalu, a Pan pogonił i kazał kasować zdjęcia z karty! 😛
Myślimy, że to właśnie z tego tytułu, w budynku nie ma śladów pomieszkiwania, czy bałaganu stworzonego ze sterty butelek i puszek po piwie chociażby.

We wszystkich pomieszczeniach zostały zerwane płyty gipsowe, powyrywane ze ścian są instalacje elektryczne, a sam „zameczek” wystawiony jest na sprzedaż. Piękna, czerwona cegła wygląda z zewnątrz bardzo okazale, jakby czas zbytnio jej nie naruszył. Nie oszukujmy się, cegła jest z czasów kiedy robiło się coś na wieki, a nie na powiedzmy 3 lata. Po środku mamy potężną klatkę schodową, a stopnie zasypane są przez rozdrobnione szczątki płyt g/k. Tylko ich czubki błyszczą bordowym marmurem, jakby specjalnie przetarte, czy użytkowane. Totalnie opustoszałe pomieszczenia i duże okna tworzą wspaniały klimat. Wiele dziur w dachu, pozwala promieniom słonecznym na fascynującą pracę przy ich doświetlaniu. 

Najbardziej chyba podobają mi się fotki z gołębiami w roli głównej, które znalazły tu sobie wspaniałe schronienie.

Info o budynku zaczytane na stronie: http://wpg.alleycat.pl

Stąpałem po Mierzei Wiślanej

Tegoroczny wyjazd wakacyjny miał na celu zahaczyć morze z możliwością połowienia ryb i pozwiedzania okolicy. Jako, że mieliśmy takie tam, powiedzmy „wejścia”, udaliśmy się na Mierzeję Wiślaną do Krynicy Morskiej.
Droga, jak to w sezonie, fatalna. Do tego jeszcze jej połowa to objazdy, rozjazdy i przebudowy. Pojechaliśmy spod stolicy na Płońsk, przez Mławę i na Elbląg. Nie ukrywam, że niecałe pięć godzin jazdy to nie tragedia. Jak już się uda oddać wszystkie budowane i remontowane odcinki, powinno być idealnie, aczkolwiek drożej. Wątpię czy pozwolą na Gdańsk jeździć za friko.

To, że jesteśmy już w Krynicy, można było poznać po tłumach przechadzających się główną ulicą idącą przy porcie. Nie do końca tak chciałem spędzić urlop, w tłumach rodaków, ale cóż.
Pogoda przeplatała się przez pierwsze dni, więc zostały tylko wycieczki w lekkim deszczu, czy przy ostrym wietrze. Pierwszego dnia zjeździliśmy samochodem okolicę, wyłapaliśmy kilka punktów w które na pewno jeszcze wrócimy.
Przed samym wyjazdem oglądaliśmy film na YouTube, w którym z nutką grozy i tajemnicy opisana jest wyprawa pod rosyjską granicę, na końcu naszej części Mierzei Wiślanej. Chodzący z karabinami za ciekawskimi opiekunowie granicy oraz szepty i słuchy na internecie zadziałały, ruszamy więc przygodo.

Tak jak było opisane, dojeżdżamy do ośrodka wczasowego w Piaskach, w którym za darmo nie chciałbym mieszkać. Aby wyjść na plażę, zaparkowaliśmy przed bramą i weszliśmy na teren. Po chwili spaceru między domkami, naszym oczom ukazała się pięknie ozdobiona furtka za którą rozpościera się las. Droga na plażę to jakby wędrówka raczej górska. Dwa wyższe wzniesienia, około 800 metrów pieszo i naszym oczom ukazuje się zejście na plażę oznaczone numerem trzy.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Furtka do lasu

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Wyjście z lasu

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Prawa strona

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Lewa strona

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Wejście w Piaskach

W prawo i lewo rozciąga się uwielbiany przeze mnie widok naszego wspaniałego Morza Bałtyckiego i lekko opustoszałej plaży. Zza chmur zaczęło wychodzić słońce, więc wszystko idzie w dobrym kierunku.
Fale były bardzo wysokie, więc wlewały się co i rusz zalewając całą powierzchnię dosyć szerokiej plaży, tak więc chwilę się szło, a chwilę stało, bo woda po kolana pędziła z powrotem do morza. Mogę maszerować tak godzinami, tu jednak było by już ciężko, bo z nami, dwóch młodych Panów, nie do końca chcących całe dnie spacerować.
Idąc z dziećmi, pstrykając zdjęcia i rozkoszując się okolicą, szliśmy do granicy około godziny, a jej białą tablicę ostrzegawczą widać już z bardzo daleka.
Miało być pusto, z dreszczykiem grozy, a tu przed nami tłumy ludzi chcących przełożyć rękę przez siatkę, kiedy akurat Putin nie patrzy. Na całe szczęście, połowa wykruszyła się po jakimś kilometrze, więc kiedy dochodziliśmy już na miejsce, wszyscy zainteresowani wracali w drugą stronę.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Spacerowicz starszy

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Spacerowicz młodszy

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Wejście w pół drogi

Tablica ta mówi, że znajdujemy się właśnie na zewnętrznej granicy Unii Europejskiej z Federacją Rosyjską, a kara za jej nielegalne w tym miejscu przekroczenie to grzywna, lub trzy lata odsiadki. Szczerze, nie wiem na co liczyliśmy. Faktycznie, po wydmach na naszej stronie krążył jakiś człowiek w sweterku i zganiał ludzi, co by nie próbowali przez nie przechodzić. Bacznie obserwował też tych, pstrykających wspomnienia przy siatce. Na tym się emocje i dreszczyk skończyły..

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Granica, stop i tablica

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Granica gdzieś tam dalej w morzu

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Ptaki po rosyjskiej stronie

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Wejście przy granicy

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Kwiatki

Zwykle wraca się szybciej, tym razem nie, nie wracało się. Tym bardziej krótszym nóżkom, które dały radę wrócić tylko dlatego, że był „training”, pióra, które służyły za skrzydła, oraz znaki, które robił Pan młodszy, aby można było odnaleźć drogę powrotną, gdybyśmy się zgubili. 😛
Tak więc na widok samochodu wszyscy byli szczęśliwi. Cała trasa to jakieś sześć, może siedem kilometrów w obie strony. Kiedy podeszliśmy już do auta, w uszy wpadło nam chrumkanie, a oczom ukazała się Pani Dzik, a raczej jej, powiedzmy lekko plecy. Tablice więc nie kłamią. W Krynicy naprawdę dziki panoszą się niesamowicie, jak u siebie w mieście. Tydzień po naszym wyjeździe, grasowały już w donicach pod domami w samym centrum. Ktoś musiał chyba nakłaść do nich orzeszków czy czegoś co dziki lubią i wyczują. Niestety, chrumkająca świnka leśna, zawołana chyba przez swojego leśnego męża szybko prysła w krzaki i dosłownie tyle ją widzieliśmy co na zdjęciu.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Niedziki Dzik

Wielbiciele łódek mogą popstrykać je choćby w Piaskach wracając. P.S. Zasłyszałem, że podobno Akord stoi tam od zawsze! 😛

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Akord

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Piaski port

Kolejnego dnia, niestety już wiatrem przesiąkniętego, ruszyliśmy także w stronę Piasków, ale po to, aby znaleźć kawałek spokojniejszej plaży, miejsce na ryby lub po prostu popatrzeć na okolicę. Oczywiście, nie mogliśmy nie iść na wielbłądzi garb, który to miał być wspaniałym punktem widokowym na morze i zalew po drugiej stronie. I faktycznie, idzie się i idzie pod górkę dosyć długo. Droga jest bardzo ciekawa i fajna, nie twierdzę jednak, że dla wszystkich równo łatwa. Tak więc, kiedy znaleźliśmy się już na tarasie.. Okazało się, że widok jest, jednak trochę przesłonięty koronami drzew. Jeśli chodzi o punkt, możliwe, że jest tam najwyższy, ale dla widoku wchodzić się po prostu nie opłaca. Podjechaliśmy tam samochodem, ale gdybym miał zobaczyć na tarasie widokowym to, co ujrzałem, a iść z Krynicy na pieszo, zapewne byłbym nieco bardziej poirytowany „widokiem”. Z drugiej strony jak myślę, że mogliśmy stać w tej wielkiej kolejce pod latarnią i zamarznąć na sopel na samej górze.. Wybieram garb!

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Wejście na wielbłądzi garb i „taras widokowy”

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Zalew Wiślany

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Bałtyk

I tyle się naoglądali..

Kolejnym przystankiem były parkingi leśne, które przy takiej pogodzie były puste. Normalnie pobierana jest tam opłata w wysokości 10,00 zł za zaparkowanie auta, po czym można iść na spokojny kawałek plaży. Spokojny, bo pokusiliśmy się dnia następnego na wyjście numer 24 w Krynicy, a tam… Ludziów po horyzont, Janusz na Januszu, torby z biedronki przesłaniają skarpety w sandałach itd..
Tak więc, będąc w Krynicy i chcąc się porelaksować na plaży, w słońcu i względnym spokoju, konieczne jest się przemieścić w odleglejsze miejsce, do którego nie każdy dotrze. Z leśnych parkingów plażowaliśmy na „dużym”, ale największą uwagę przyciągnął ten ze zdjęcia poniżej.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Go-Lasek 🙂

Po drugiej stronie parkingu, gdzieś w połowie 75 kilometra zjechaliśmy w prawo, aby zejść nad zalew. W lesie było grząsko, więc auto zostało i poszliśmy na pieszo. Wiatr wiał z każdą chwilą coraz mocniej, ale spragnieni znalezienia dobrego miejsca do połowienia ryb szliśmy przed siebie. Miejsce niby się znalazło, tylko kiedy pomyślałem, że trzeba będzie nieść taki kawał sprzęt i wszystkie graty, krzesła, stoliki, które przywieźliśmy, odechciało mi się. Sprawa druga, że na spławik, który by dzieci najbardziej ucieszył nie wyglądało perfekcyjnie. Poprzestaliśmy więc na rybowych planach.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Zalew

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Chyba widać, że wiatr daje

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Sieci? Ja się nie znam..

Po wyjściu na skarpę, oczom ukazały się uwaga, tamdaradam: powykręcane drzewa, prawie jak w krzywym lesie nieopodal Gryfina. Może nie jest tak spektakularny, no na pewno nie jest, to jednak dzieci miały wspaniały ubaw pokładając się na nich. Przy dobrej pogodzie zdecydowanie polecam spacer w tamte rejony. Idąc dalej, w stronę Piasków, przy brzegu zrobione są solidne umocnienia zalewu z kamieni i drewnianych bali. Nie mam niestety ani jednego zdjęcia, a fajnie tam się chodzi i ciekawe to miejsce do zarzucenia gruntówki, czy spinningowania.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Tree

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Tree

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Tree

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Tree

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Tree

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Włochaty Pan spod kory

Wreszcie, po pierwszym, upalnym i wspaniałym dniu plażowania, kiedy przed oczyma miałem pomysły i możliwości większe niż dnia poprzedniego, nadszedł dzień sądu. Nie mogło być zbyt dobrze, bo czemu tylko my mamy się kąpać w ciepłej wodzie, prażyć na słońcu i skakać w fale.
Woda została po prostu naszpikowana meduzami. Dnia poprzedniego, kiedy chłopcy znaleźli raptem cztery, a starszy z siatką nie chciał wyjść z wody (jakby był na rybach), nawet się cieszyłem. Tymczasem, w takiej sytuacji, byłem wręcz obrzydzony i przerażony na zmianę. Niby nic się nie dzieje, niby galaretka, ale to żyje i mi się obślizguje. Nie wiem czy ja temu zrobię krzywdę, czy to się na mnie rzuci, oczywiście zamartwiam się o dzieci. Z tymi jednak problemu nie było. Wszystkie dzieci na plaży biegały za meduzami, rzucały do wody, aby zaraz znieść je z powrotem na brzeg itp. Skończyło się po prostu szybciej niż przewidywaliśmy i zabraliśmy się na ryby!

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Państwo stonki

Na piaszczystym piasku leżała sobie stonka. W garści taka jakaś niemrawa i niechętna do ruchu. Wystarczyła jednak druga, leżąca półtora metra dalej, żeby zaczęła się prokreacja. Bez gry wstępnej, bez jak widać nawet otrzepania się z piachu, Pan stonek wyciągnął zza pancerza swoją szpilę i starał się ukłuć Panią jak szybko się tylko da!

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Ptaki

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Meduza

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Chyba się nie wygrzewają

Aby na ryby iść jak najbardziej legalnie i bez żadnej wtopy, postanowiliśmy zadzwonić do bosmanatu aby dopytać się na jakich warunkach można łowić w morzu i zalewie wiślanym, który mamy po drugiej stronie mierzei. Gdyby ktoś był zainteresowany kontaktem, serdecznie polecamy: Bosmanat Portu Krynica Morska, 82-120 Krynica Morska, ul. Górników 2 – tel.: +48 55 247 6076, fax: +48 55 247 6076.
Pan, nie dość, że przemiły, to posiadał także ogromną wiedzę. Tak więc, od ręki zapytał kto będzie łowił i zaproponował abyśmy sprawdzili cenę za tydzień łowienia, bo przewidziane są różne ulgi, a nas mogła by zainteresować opłata za łowienie familijne, czy rodzinne. 😛
Po opłaceniu, w naszym wypadku raptem 30,00 złotych, co było jedną z tańszych atrakcji, wystarczy wybrać się nad wodę. Nie potrzeba karty wędkarskiej, a przy sobie warto mieć potwierdzenie przelewu powyższej kwoty ze swoimi danymi.
Nie szukaliśmy miejsca daleko. Dzień wcześniej z mini mola wypatrzyliśmy miejsce, gdzie może być ciekawie i łowiliśmy przy porcie w niewielkim kanale. Zachodzi się tam od strony wesołego miasteczka, które też gorąco polecam. Może ceny nie są niskie, ale za to w miarę rzetelnie się każdą atrakcją ktoś opiekuje, nie jest to rozkręcane i skręcane co trzy dni, no i przede wszystkim samochody. Niezłe wrażenia jak na elektryki, a i czasowo, po dwóch jazdach wszyscy się wybawiliśmy.
Wracając jednak do łowienia. 😛 Miejsce bardzo fajne, ale max do godziny 19:00, kiedy to budzą się komary w ilościach nieprawdopodobnych. To samo miejsce, oczywiście po tym jak już zdecydowaliśmy, że tam idziemy, podpowiedział nam nasz gospodarz, co tylko utwierdziło wybór.
Połowiliśmy raptem kilka godzin w ciągu dwóch dni. Wynik, to ze 25 babek, które jadły kukurydzę i wszystko inne, a także rzucały się na robaki numer 5, które zakupiliśmy w pobliskim sklepie. Dziwne, bo robak był ich wielkości, a to rybka raczej niewielka. Starszy Pan raz złapał coś ciekawszego, a mianowicie chyba największą w swojej karierze i chyba płotkę, a radości nie było końca. Liczyliśmy, że wreszcie skończyły się te żarłoczne babki.. Niestety, tylko przypadkiem złapało coś innego. Udało się nam za to posprzątać śmieci porozrzucane na miejscówce, żeby nie było, jak „prawie” zawsze!
Łowiliśmy tylko na spławik, a na haczyku było robactwo i kukurydza. Tylko na spławik.. Bo podczas montowania wędki w pokoju, szczytówka cyknęła o sufit i kicha, po wędce spinningowej.
W międzyczasie, Pan młodszy starał się uwiecznić wszystko na video, niestety kamera w tablecie została zakryta palcem, więc z materiału nici.

Wszystko fajnie, szkoda tylko, że tak krótko!!!

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

To tak aby się na stonce nie kończyło. 😛

Gruba ryba

Pan:

Jestem takim panem nikim
Co nie zacznę
Mam wyniki

Co nie ruszę, zaraz wrze
Sapie, dyszy
Topi krę

Sam wokół tu nic nie robię
Siedzę
Gadam

..Ryby łowię

Chłopiec:

Ryby pan, waćpan powiadasz..
Zerknąć daj coś tam nałapał?

Pan:

Ja.. Aaa nic, tak siedzę sobie
Trochę gulnę piwka
Trochę nożyk stroje

Czasem ryba zje robaka
Trzeba nabić go na haka

Grill, kiełbaska, to zwycięstwo
Jako facet lubię mięsko

Chłopiec:

Grill waćpan powiadasz?

Bardzo głodny właśnie jestem
Dobrze się akurat składa

Pan:

Grill, co, aaa był już
Grzał dość mocno
Przedobrzył głuptasek

Patrzaj chłopcze
Popielatą widzisz łatę
Spalił się na biały piasek

Chłopiec:

Co, nie wierze

Pan:

Co, ja kłamię

Chłopiec:

Nie to chciałem

Pan:

Idź szatanie

Zgiń, przepadnij
Wpierw przeprosisz

Takim chłopcze postrzeganiem
Grube ryby
Panu płoszysz

Czyn przed słowem

Ukrywam się
W ciemnościach jasności

Sens głaszcze
Weź trochę
Odpowiedzialności

Nabrałem po pachy
Po uszy
Po zęby

Zmrużone oczy
Mocno zaciśnięte pięści

Stłumione głosy
W sercu skamlają

Polska walcząca
Walcz, walcz, walcz
Wspierają

Kto chciałby niepewne
Siebie ofiary

Nikt
Każdy każdego
Wytyka palcami

Każdy każdego
Z szacunkiem całuje po dupie

Każdy, nie Ty
Nie Ja
Lepiej uciec

Zachęcam więc biec
W popłochu ślepo
Spier…

Czerwone światło
Zapalił się w głowie alarm

Niebieskie źródełko
Wyparowało
Wyschło

Plama z osadu
Kreuje szarą rzeczywistość

Brudy zostały
Odcedzone
Przez życie

Odparowane przez naturę
Dusza frunie w zenicie

Tak błądzę wśród odległych
Wspomnień świadomości

Żyję
W teraźniejszości
Broczącej krwią młodości

Miłości, nie dość mi
Nie dość Ci, nie proś dziś

Zanim powiesz wychodzę
Nogi rusz
Po prostu idź

Zwycięski Remis, Naszej Polski..

„Znam temat piłki nożnej, oglądam wszystkie ostatnie mecze. Lewandowski jest słaby, powinni go zmienić, tak mówią wszyscy.
A Mączyński jak gra?
Kto?
A co to spalony?
Jakby leciał mecz to bym Ci pokazała.”

Znam temat. Grają co jakiś czas, zwykle to w klubach. Czasem jest reprezentacja, to się spotykamy. Zwykle trąbią o tym wcześniej w telewizji długo. Mam piwo, mam czipsy, na mecz idę, znam się i jestem kibicem… Naszych!

Nie jestem coachem, piłkarzem, chciałem. Całe lata grałem w CM i znałem każdego piłkarza w 2005 roku, z każdego praktycznie klubu. Do szkoły nie chodziłem, a grałem w managera piłkarskiego, zdarzało się. Nie będzie to tekst fachowca, będzie człowieka, patrioty, który obudził się rano ze łzami w oczach i do teraz nie może ich powstrzymać, choć by temu zapobiec zrobił już prawie wszystko. Powiela się teoria w czynie, że dobrze się tworzy z uczuciem..

W sezonie (Roku powiedzmy), masz przykładowo 56 spotkań. Są to mecze ligowe, puchary, jeśli dobrze pójdzie, liga mistrzów itp. Czasem trener Ci odpuści jak jesteś Lewandowskim, chce Cię mieć na 200% w konkretnym meczu. A Ty zapier.. Dzień w dzień treningi, przygotowanie do kolejnego spotkania, oglądanie przeciwników, uczenie się ich ruchów. Taktyka, jak w szkole, inny zestaw zagrań na ten mecz, inne priorytety, inny styl gry.. K… jak aktorstwo, tylko fizyczne i umysłowe, oceniane przez pieprzone 90 minut….
Siedzisz i kujesz zagrania, koncepcje, style, na ten mecz.. Po nim ma być następny, może.. Na ten, na ten jeden mecz! Jesteś profesjonalistą, to twoja praca, na ten mecz!
Dzieci ćwiczą od malutkiego.. A potem jest ku… ten jeden mecz.. Życie.. Kariera..

Tekst: „Nic się nie stało”.. Żenada!!!

K…. nawet nie wiedziałem, że tyle to dla mnie znaczy. Wiedziałem, mówiłem, jakbym sam grał, 12 zawodnik, moje marzenie. Koszulka reprezentacji i mecz na prawdziwym stadionie.. Zawiodłem.

Może źle kibicowałem, nie patrzyłem na walkę każdego z nas indywidualnie, trollowałem przez cały ten czas coś konkretnego, jakieś z ogniw. Wierzyłem, chciałem, zje..

A Oni walczyli, pracowali, cały ten czas!!!

Rozwaliłem ścianę pięścią, którą Tata właśnie zaszpachlował. Pogniewałem się na brata, który ją sobie wymalował.

www.jaskorpion.wordpress.com-3

Czuje, że jako kibic, Polak, mężczyzna, syn i ojciec mogłem zrobić więcej. Mogłem z dumą krzycząc, trzymając rękę na piersi, jak podczas meczu z Irlandią wyśpiewać hymn. Mogłem przygotować i wykorzystać każdą możliwość przybrania barw narodowych. Dużo mogłem, a tego nie zrobiłem. Czuł bym wtedy może to co Nasi, Nasze Orły! Jestem chujowym kibicem, a Wy Panowie jesteście niesamowici. Wybaczcie, to osobista porażka.

Ile razy w życiu idziemy do przodu, jesteśmy lepsi z dnia na dzień. Staramy się idąc małymi kroczkami, czasem niedoceniani. Jesteśmy mimo trudności i coraz większych, wyższych braków, kłopotów coraz bliżej, jesteśmy pewni siebie, idziemy w nieznane. Zapominamy o ważnych rzeczach.
Przestajemy atakować, robimy to, co robimy co dzień z przyzwyczajenia. Nikt nie brnie w ciągły rozwój i ciągłą walkę. Mało kto z mi znanych osób, choć rodzynek się znajdzie.
Czym na prawdę jest ten świat? Walką o siebie i swoje wartości.
Z przyzwyczajenia kibicujemy, a to dziś mecz?
Oni pamiętają co dziennie, co noc..

Przychodzi jednak moment, kiedy w najlepszej chwili powija nam się noga.
WTF myślimy, jak to, nie możliwe… Padamy..
Właśnie mieliśmy coś na wyciągnięcie ręki, coś wielkiego, czego nam wciąż brakuje. Jako Narodowi i każdemu z Nas, jako pracowitemu Piłkarzowi i Trenerowi, przede wszystkim!
To wiara w siebie, bliskość, pewność, że jesteśmy braćmi, rodziną, znajomymi, w jednym kraju i z jednym, tym samym celem. Rzucamy wszystko, żeby ten cel przeżyć, czuć, zdobywać razem, wśród podobnych do nas ludzi, z różnymi możliwościami, umiejętnościami, lecz tym samym językiem, rozumieniem świata i choćby wspomnieniami, z dumną Historią!

Dziękuję bardzo Panowie i bardzo przepraszam. Jesteście wielcy!!!

P.S. Pokażmy, złączmy się z tym na dłużej. Bądźmy dumnym narodem, kochamy Ojczyznę, bo Ona Nas kocha i na Nas liczy. Od Nas zależy, czy Nasze dzieci będą znały ja tak jak My, dbały o Nią i pamiętały.

Kuba wrócił dla mnie swoją wartość po tych stratach w kilku meczach eliminacyjnych. Walką w mistrzostwach zasłużył na szacunek, choć był jednym z niewielu do których miałem pretensje, jako do profesjonalisty. Zrozumiałem, że może nie czuł się po kontuzjach pewnie, może morze co innego. To nie ważne teraz, żałuję. Wtedy drużyna Ci pomogła, teraz Ty oddałeś serce drużynie. Podjąłeś k… ta walkę, zaryzykowałeś, oszczędzając wstydu, strachu, a może właśnie dumy kilku innym. Mimo, że poprzedniego karnego ze Szwajcarią strzeliłeś słabo, poszedłeś. Pewnie się nie wyrywali..
Jesteś odważny, wziąłeś odpowiedzialność. Jedno niecelne uderzenie tego nie przekreśli!
Dziękuję Kuba! Pokazałeś jak wrócić hejt w szacunek i wiarę!

Myślę, że wielu z nas znajdzie w sobie taką porażkę, która miała być wielkim sukcesem. Nie odpuszczajmy,  zostawmy w tym ferworze Biało Czerwonych i zostańmy przy okazji na mistrzostwach!!!

#Islandia #BiałoCzerwoni #JestMoc #…Haha

Może Morze II

Może właśnie w muzyce
Uspokajam nerwy
Może gdyby nie one
Byłbym sobie wcale nie potrzebny

Może wcale na prawdę nie wiem
Kim na prawdę jestem
Może tkwię w nagich czynach
Głęboko w ślad za sercem

Może stan ukojenia
To chwile zebrane w slajdzie
Przelatujące w sekund kilka
Przed końcem w pokoju z czasem

Może przestając go gonić
Walczyć z nim natrętnie
Otrzymam chwil więcej niż
Pożądając na już, chłonąc namiętnie

Może dwa kroki w przód, jeden w tył
Odczuwam bardziej boleśnie
Przed oczyma progres, wiec dziś
Już nie oglądam się za siebie

Może wysiłek szybko znikł
Budował długo krocząc potęgę
Wyszło na zero, podpierasz Ty
Drugą nogę stawiam zaciekle

Może rąk uścisk, objęcie
Daje tą siłę, energię
Daje natchnienie by płynąc
Rozganiając ból za siebie

Może to właśnie z przyczyny
Zawieszonych gdzieś dłoni
Może właśnie dlatego
Każdy coś gada, nic nikt nie robi

Może każdy mały krok
Każdego Ja, Ty, My z Nas
Będzie milowym dla Polski
Dla każdego indywidualnie, patrz

Może przestając zazdrościć
Pracując nader ciężko
Nie oszukując siebie nawzajem
Każdy wyjdzie zwycięsko

Może wystarczy świadomość
Jestem kimś ważnym alfa omega
Dla niej, małych Ich
Przede wszystkim siebie samego

Może każdy to Ja
To Ty, może, to obojętnie
Może wystarczy być, dawać, żyć
Każdy czuje nieprzeciętnie

P.S. Jeśli choć trochę się podobało, polecam przeczytać staroć poniżej. 🙂

https://jaskorpion.wordpress.com/2015/02/08/moze-morze/

Warszawa Szczęśliwice

Linie elektryczne

Narew

Poranne wieczory

Hrabia Augustus