Połączenie nieodebrane

Dzwonię
Cisza
Lecą myśli

Szereg wspomnień
Wstyd
Zakłopotanie
Mgła
Ślepy papierosa płomień

Dzwonię
Cisza
Płynę
Wisłą łez
Wspólnych urojeń
Topię się
Wycieram oczy
Numer wybieram ponownie

Czytam
Wersy Nasze
Tęsknię
Cytując
Swoje

Tak wygodniej

Dwa miesiące cudów
Kilka długów
Dwa spojrzeń
Cztery marzeń
Kolejny płomień

Ile czekania
Tyle snów
Był progres
W tydzień
Kłamstw

Mięknę
Się boję
Ogień płonie
Znów boso stoję

Zawierzyłem
Znowu
Znów
Nic na prawdę

Nie jest moje

Urok znika
Karma
Kotwica
Ból
Żal
Za późno
Wyczuty zapach
Smaku życia

Reklamy

n.p.m.

Każdy wdech do płuc powietrza
Niebywale szybko spalany
To samo tyczy się szczęścia
Chłonąć pożądam garściami

Każda jedna kropla deszczu
Zmartwieniem pijana padała
Uderzając o ziemię prysła
W kałuży łez tysięcy zapomniana

Każdy chwyt co dzień materii
Spychał ze szczytów do granic
Graniczę żyjąc ze szczytem
Szczyt na wyciągnięcie ramion

Każde minięcie naszych spojrzeń
Wypełnione halucynacjami
Ja i Ty, na już, od teraz
Mijaliśmy się od lat latami

Zwycięski Remis, Naszej Polski..

„Znam temat piłki nożnej, oglądam wszystkie ostatnie mecze. Lewandowski jest słaby, powinni go zmienić, tak mówią wszyscy.
A Mączyński jak gra?
Kto?
A co to spalony?
Jakby leciał mecz to bym Ci pokazała.”

Znam temat. Grają co jakiś czas, zwykle to w klubach. Czasem jest reprezentacja, to się spotykamy. Zwykle trąbią o tym wcześniej w telewizji długo. Mam piwo, mam czipsy, na mecz idę, znam się i jestem kibicem… Naszych!

Nie jestem coachem, piłkarzem, chciałem. Całe lata grałem w CM i znałem każdego piłkarza w 2005 roku, z każdego praktycznie klubu. Do szkoły nie chodziłem, a grałem w managera piłkarskiego, zdarzało się. Nie będzie to tekst fachowca, będzie człowieka, patrioty, który obudził się rano ze łzami w oczach i do teraz nie może ich powstrzymać, choć by temu zapobiec zrobił już prawie wszystko. Powiela się teoria w czynie, że dobrze się tworzy z uczuciem..

W sezonie (Roku powiedzmy), masz przykładowo 56 spotkań. Są to mecze ligowe, puchary, jeśli dobrze pójdzie, liga mistrzów itp. Czasem trener Ci odpuści jak jesteś Lewandowskim, chce Cię mieć na 200% w konkretnym meczu. A Ty zapier.. Dzień w dzień treningi, przygotowanie do kolejnego spotkania, oglądanie przeciwników, uczenie się ich ruchów. Taktyka, jak w szkole, inny zestaw zagrań na ten mecz, inne priorytety, inny styl gry.. K… jak aktorstwo, tylko fizyczne i umysłowe, oceniane przez pieprzone 90 minut….
Siedzisz i kujesz zagrania, koncepcje, style, na ten mecz.. Po nim ma być następny, może.. Na ten, na ten jeden mecz! Jesteś profesjonalistą, to twoja praca, na ten mecz!
Dzieci ćwiczą od malutkiego.. A potem jest ku… ten jeden mecz.. Życie.. Kariera..

Tekst: „Nic się nie stało”.. Żenada!!!

K…. nawet nie wiedziałem, że tyle to dla mnie znaczy. Wiedziałem, mówiłem, jakbym sam grał, 12 zawodnik, moje marzenie. Koszulka reprezentacji i mecz na prawdziwym stadionie.. Zawiodłem.

Może źle kibicowałem, nie patrzyłem na walkę każdego z nas indywidualnie, trollowałem przez cały ten czas coś konkretnego, jakieś z ogniw. Wierzyłem, chciałem, zje..

A Oni walczyli, pracowali, cały ten czas!!!

Rozwaliłem ścianę pięścią, którą Tata właśnie zaszpachlował. Pogniewałem się na brata, który ją sobie wymalował.

www.jaskorpion.wordpress.com-3

Czuje, że jako kibic, Polak, mężczyzna, syn i ojciec mogłem zrobić więcej. Mogłem z dumą krzycząc, trzymając rękę na piersi, jak podczas meczu z Irlandią wyśpiewać hymn. Mogłem przygotować i wykorzystać każdą możliwość przybrania barw narodowych. Dużo mogłem, a tego nie zrobiłem. Czuł bym wtedy może to co Nasi, Nasze Orły! Jestem chujowym kibicem, a Wy Panowie jesteście niesamowici. Wybaczcie, to osobista porażka.

Ile razy w życiu idziemy do przodu, jesteśmy lepsi z dnia na dzień. Staramy się idąc małymi kroczkami, czasem niedoceniani. Jesteśmy mimo trudności i coraz większych, wyższych braków, kłopotów coraz bliżej, jesteśmy pewni siebie, idziemy w nieznane. Zapominamy o ważnych rzeczach.
Przestajemy atakować, robimy to, co robimy co dzień z przyzwyczajenia. Nikt nie brnie w ciągły rozwój i ciągłą walkę. Mało kto z mi znanych osób, choć rodzynek się znajdzie.
Czym na prawdę jest ten świat? Walką o siebie i swoje wartości.
Z przyzwyczajenia kibicujemy, a to dziś mecz?
Oni pamiętają co dziennie, co noc..

Przychodzi jednak moment, kiedy w najlepszej chwili powija nam się noga.
WTF myślimy, jak to, nie możliwe… Padamy..
Właśnie mieliśmy coś na wyciągnięcie ręki, coś wielkiego, czego nam wciąż brakuje. Jako Narodowi i każdemu z Nas, jako pracowitemu Piłkarzowi i Trenerowi, przede wszystkim!
To wiara w siebie, bliskość, pewność, że jesteśmy braćmi, rodziną, znajomymi, w jednym kraju i z jednym, tym samym celem. Rzucamy wszystko, żeby ten cel przeżyć, czuć, zdobywać razem, wśród podobnych do nas ludzi, z różnymi możliwościami, umiejętnościami, lecz tym samym językiem, rozumieniem świata i choćby wspomnieniami, z dumną Historią!

Dziękuję bardzo Panowie i bardzo przepraszam. Jesteście wielcy!!!

P.S. Pokażmy, złączmy się z tym na dłużej. Bądźmy dumnym narodem, kochamy Ojczyznę, bo Ona Nas kocha i na Nas liczy. Od Nas zależy, czy Nasze dzieci będą znały ja tak jak My, dbały o Nią i pamiętały.

Kuba wrócił dla mnie swoją wartość po tych stratach w kilku meczach eliminacyjnych. Walką w mistrzostwach zasłużył na szacunek, choć był jednym z niewielu do których miałem pretensje, jako do profesjonalisty. Zrozumiałem, że może nie czuł się po kontuzjach pewnie, może morze co innego. To nie ważne teraz, żałuję. Wtedy drużyna Ci pomogła, teraz Ty oddałeś serce drużynie. Podjąłeś k… ta walkę, zaryzykowałeś, oszczędzając wstydu, strachu, a może właśnie dumy kilku innym. Mimo, że poprzedniego karnego ze Szwajcarią strzeliłeś słabo, poszedłeś. Pewnie się nie wyrywali..
Jesteś odważny, wziąłeś odpowiedzialność. Jedno niecelne uderzenie tego nie przekreśli!
Dziękuję Kuba! Pokazałeś jak wrócić hejt w szacunek i wiarę!

Myślę, że wielu z nas znajdzie w sobie taką porażkę, która miała być wielkim sukcesem. Nie odpuszczajmy,  zostawmy w tym ferworze Biało Czerwonych i zostańmy przy okazji na mistrzostwach!!!

#Islandia #BiałoCzerwoni #JestMoc #…Haha

Wybór

Daleko na kącikach wzroku
Powiek odległych
Peryferiach

Płynie marząc łza stroskana
Nasączona delikatnie
Nadzieją

W objęciach snu zapięta szczelnie
Usta leżąc rozkosznie
Rozpościera

Uśmiech noc w dzień przeobraża
W słońca błyszczących
Promieniach

Dziewiąte piętro

Przygniata nie raz trud
Zlodowacenia chmur
Kołek w sercu niesie ból

Pytałem czemu akurat mnie
Właśnie wtedy
Akurat tu

Po jednym wyrywałem
Rosnące plony wyborów
Głowa pełna gorzkich słów

Pozostawione same
Ze sobą
Niczym bez poddanych król

Czarował snem sen
Śnił w dzień sen
Spod powiek mrok dawnych ról

Wnioski niosły żmudnie
Na szczyty gór
Z pracowitych rąk strzepany kurz

Próbuje zejść
Podobno trudniej
Spada się na ziemię w dół z chmur

Próbuję iść
Próbuję przejść
Próbuję.. Nie!

Patrzę i..
Piszę wisząc nad nim
Wiersz znów

Czas przyszły

KA!

Ona czuje, ona wierzy, ona wie
Ona kocha, ona ufa, ona chce
Ona tęskni, ona myśli, ona jest
Lecz bez Ciebie wszystko wyższe traci sens!

Ona śpiewa, ona tańczy, ona lśni
Ona pragnie, ona płonie, ona drży
Ona żyje, ona marzy, ona śni
Lecz w tym wszystkim najważniejszy jesteś Ty!

Ona lubi, ona łaknie, ona lgnie
Ona widzi, ona słyszy, ona wie
Ona płacze, ona cierpi, ona brnie
Lecz to z Tobą tylko wszystko przeżyć chce!

Jak Pani napisze… ❤ ❤ ❤

Blogowo urodzinowo

21 stycznia, roku Pańskiego 2015… Tego dnia zarejestrowałem się na wordpress.com jak zacnie on sam postanowił mi oczywiście przypomnieć. Minął w takim razie rok…

Bardzo dziękuję wszystkim odwiedzającym Skorpiona częściej i również bardzo dziękuję tym zaglądającym tylko czasem. Miło, pewnie, nawet bardzo, oraz przesympatycznie w takim gronie się tworzy. 🙂

W urodziny, pragnę przypomnieć jeden z pierwszych kilkudziesięciu wpisów. Pamiętam jak dziś, gdzie, jakim tchem i kiedy go napisałem. Jest ich mnóstwo, może i bardziej wyjątkowych dla mnie, ale ten, przypominam sobie najczęściej, to od niego zaczynam wspominki, doń się uśmiecham kącikiem. Miłego!

„Ten jeden kwiat dla Ciebie Ka, moja w tym głowa”

Kwiat cały szmaragdem tętni spójnie nasycony
Różowe płatki jak pióra, każdy jeden wyjątkowy
Pnie się ku górze, łaknienie być zauważonym
Stać się najpiękniejszym, ponętnym i upragnionym
Chce się wzbić do słońca, razem z nim promienieć
Rozkwitać co dnia radośnie, rozpościerać ku niebie
Pragnie dychać powietrzem, czuć muskający go wiatr
Jego powiew przyniósł jednak chłód, on sam pobladł
Zmierzch zrównał wszystko, kuli swoją głowę ku ziemi
Jak gdyby się zawstydził, chciał byśmy go nie widzieli
Wypracował na dziś swoje, teraz spokojnie spocznie
Przymknął płaty marząc, zasypia każdy jeden zgodnie
Jednakże nie przypuszczał nawet, że z samego rana
Chwyci go ktoś i z korzeniem rozdzieli, bulwa została

Spogląda na nią przygnębiony i z radością wspomina
Całe życie tkwił uwięziony, dziś wolny lecz nastała cisza
Chciwym okiem nie raz wyglądał łypiąc za motylem
Wzdychał i zazdrościł mu tych pięknych skrzydeł
Czemu akurat ja, interpelacja nie dawała spokoju
Kiedy coś się zmieni, chciał iść, choć o krok do przodu
Przechylał się próbując zmienić miejsce, położenie
Nadwyrężył lichą łodygę, ból nie wygrał z cierpieniem
Chciał od początku, wyróżniać się, jaśnieć, mienić
W około wszędzie te same pędy, bliźniaczej zieleni
Miał i on możliwość, lecz wyraźnie nieukontentowany
Przygaszony nieuchronnym końcem, liść spadł poszarpany
Delikatny, wrażliwy samotnik, zakotwiczył na pustkowiu
W głowie kłębki żali, nie mógł zasnąć gdy księżyc w nowiu

Dawniej żądał co najlepsze, zamarzając niczym woda w lód
Przysypany ziemią, zły, deszcz nawet nie mży, a on chce już
W chwili tej bezkreśnie ciągnącego się oczekiwania
Ustanowił ścieżkę, pokrewny tak, a wpasowując się nagana
Tak mijały minuty, godziny, powstrzymać się raczył
Wspomina dobrze ten moment, zrzucił stare szaty
Nadarzyła się jedna szansa, dla kogoś coś znaczyć
Iść gdzie prowadzi serce, wartości chwalić nie nakazy
Że takim jak bratek, fiołek czy narcyz zachwycający
Być w sobie sobą, za sobą iść, każdy poniekąd wyjątkowy
Dlatego kiedy z pierwszą kroplą poczuł miękkość subtelnie
Życzliwie puścił wszystkich przodem, sam dam radę, wierzę
Chłonął tyle ile chciał, ile mógł unieść, nie dało się więcej
Inni ze sobą walczyli, szarpali, on jeden płynął z dźwiękiem

Nadszedł wreszcie czas, gdy już łepek ponad ziemią nosił
Olśnił i zachwycił go odcień, dwóch magicznych warkoczy
Błysk i już wiedział, obrał kierunek, pewnie zdecydował
Nie dla niego przyziemność, miał zasady więc się nie poddał
Stając oko w oko z blaskiem, różdżką maść nadającą
Poprosił, Wróżko, obdarz mnie swoją niezwykłością
Ta zerknęła nań zakłopotana, zdziwionym spojrzeniem
Jedyne co mogę podpowiedzieć, bierz czego inni nie wzięli
Uważnie zdecyduj, żyć dla ogółu czy dla siebie, właśnie tu
Intuicyjnie i bez chwili namysłu złapał zachwycający go róż
Myśli teraz kiedy złożyć się będzie musiał znów w ziemi
Dni coraz krótsze, ku zdziwieniu inne źródło jest promieni
Znalazł się w ciepłym, jasnym miejscu, nie odchodź, zostań
Uśmiech ułóż na Jej usta, wybrałeś róż, Ona też, ciekawostka

Kwiat ze zdjęcia kręciłem z dziesiątków liści i ważył około 600-700 gramów, a żyje sobie całkiem suchy u Ka w gablocie do dziś!

Z tego co widzę, w pierwotnym linku do tekstu, tytuł początkowy miał być jak poniżej..

https://jaskorpion.wordpress.com/2015/02/06/mimo-trudow-usmiech-pragne-ukladac-codzien-na-twej-twarzy/?preview=true

P.S. Więcej… Obiecuję, nie będę staroci przypominał! 😛

A Star

Na niebo

Moich oczu

Niczym gwiazda

Wdrapałaś się zawisając


Nie chcę się obudzić

We śnie muszę pozostać

By na marzeń tablicy ciemnej

Kredą białą imienia sygnaturę kreślić

No ile?

W cierpieniu

Brakuje mi głowy
Brakuje mi rąk
Brakuje nóg

Siły
Treści
Podparcia
Wiary
Bóg

Dorównać marzeniu

Zamknięty
W jego cieniu
Cisnę ból znów

Ile bym dał
Ile bym mógł

Mogę i dam
Po stokroć
Więcej

Mojej nocy Księżycu

Wlewać Cię
Gorącą w gardło
Płonącą powódź

Tulic zmarzniętą
Nietopniejącym
Soplem lodu

Budzić wyspaną
Zostawiać
Zmęczoną znowu

Kochać Cię
Największą pełnią
Księżyca w nowiu

„Jest taki czas”

Jest taki czas
Kiedy nie chcę Cię znać

Jest taki czas
Gdy przestanę się bać, że odejdziesz

Jest taki czas
Kiedy mam już nas dość

Jest taki czas
Gdy poczuję, że kochać już nie będziesz

Jest taki czas
I wierzę, że on nie nadejdzie…

13.01.2016

Właśnie, człowiek się zapoci, wypisze, napracuje, a Panna Ka jednym tchem takie cuda płodzi. :*

Moja praca

Nasypałem w szkic
Praca przecież goni
Miłość niby śpi
Gdzieś w głębokiej toni

Z dna sama wybiera
Piszę więc pracując
Ze środka wyżera
Wciąż odbudowując

Myśląc o kochaniu
Wybór swój pozłacam
Nie nakaże nic mi nikt
To dziś moja praca

Lubię

Lubię taką każdą Ciebie
Cegłę
Wypieczoną
Do czerwoności

Zaiskrzoną
Słońca pędzącym strumieniem
Tyś jak on
Gorący

Lubię taką każdą Ciebie
Bladosiną
W nocnym
Księżyca blasku

Jeśli to strach lub zaskoczenie
Nie bój się
Będę zawsze
Spokojnie lśnij Marzenie

Głuchy telefon

Gniew
Spokój
Pamiętam
Ziew

Dźwięk
Setki dźwięków
Tysiące
Głosów
Lęk

Śpię..

S: Halo.. Haaalo

T: Halo Skarbie

S: Cześć Tato

Co u Ciebie słychać?

T: Cześć Kochanie

Nowego nic
Wyjątkowego nic

Bez Was
Bez głucha
Przyziemna
Cisza

Górnolotnymi
Myślami wypełniona

W ziemi dole
Zasypana
Zapłakana
Gdzieś
Znika

Bez Was
Sen
Mnie nie oczyszcza

Więc
Próbuję
Nie zasypiać

Leżę i myślę
Myśl śni

Wspomina podwórze
Drzewa pełne wiśni

Spiżarnię
Przepchaną
Po brzegi
Od słoi

Pamięta krótkie chwile
Małe przebłyski

Dziesiątki
W szeregu
Owoce rodzi

Jedna za drugą
Zbratane

Przy drugiej
Pierwsza
Stoi

Młodością
Kiedyś
Po pachy
Przepełniona

Uśmiecha się widząc
Grają razem w piłkę
Odbita
A..

Czasem
Życie trudem
Przystrojone

Czeka i patrzy
Może na chwilę przysnę

Pazernie
W koło
Zamiatając
Swym ogonem

Czeka i marzy
Marzenie w nim stlić

Muszę go zniszczyć
Często sen
Wystarczy przerwać
Porywczy

display: None

Przecież ja nie śpię!

Drwi wciąż
Krzyczy
Szydzi
Zerka
Milczy
We śnie

Mruczy
Pod nosem
Klnie
Sepleni
Drzwiami trzaska
Odwraca nareszcie

Wychodzi..

..Zasypiając
Zliczam

Bez dźwięki
Dźwięków
W głowie
Krzyczą
Ciszą

Zbudź się!!!

Cisza
Oczy otwarte
Uszy przygłuszone
Bezsensem sensu snu zazwyczaj

Oko zerka
Niemrawo

Telefon leży sam
Zbyt
Daleko

Do siebie mówię
Znowu
Zobacz

Śniła mi się
Z Tobą
Synu
Dzisiaj
Rozmowa

Przeżyć śniąc nieosiągalne

S: Tato

Czemu tak jest
No wiesz
Te kilometry

Kiedyś
Zawsze
Byliśmy razem

Brakuje mi tego
Tęsknię
Niestety

T: Wiem Skarbie

Też bardzo tęsknię i..
Powiem Ci

Taki często bywa świat
Takie czasem życie
Taki człowiek
Taki..
Ja

Wybacz mi
Najdroższy
Synku

S: Co Tato?

Co mam wybaczyć?

Nie widzę tu
Niczyjej winy
Słyszysz?

T: Wiedz

Ty starszy
Wiesz
Może nie pamiętasz

Były krzyki
Zawody też
Były smutki
Były litry łez

Byliśmy razem
Teraz jesteśmy
Nadal też
Jest tak?

S: Jest

Czuję
Wiem
Kocham Cię

T: Też Kocham Ciebie

Tak jak młodszego
Twojego
Braciszka

Skulonego
Na łóżku
Kruszka
Sen dociska
Patrz

Jak słodko śpi
Malec rozanielony

Nie myśli
Nie widzi
Nie wie
O tym

Jest zbyt młody

Nie pamięta
Jak my

Pierwsze
Kruszyliśmy lody

Pierwsze
Łamaliśmy opłatki

Uczyliśmy się siebie

Szacunku
Czułości
Miłości
Pokory

Bycia obok
Życia
Obok
Jedno spojrzenie

Jedno słowo
Jedno tęsknię

Jedno objęcie
Nic więcej nie chcę

Nie wymagam
Nie proszę
O nic więcej

Móc podpowiadać
Bawić z Wami
Gotować
Prać
Śnić

Opowiadać
Słuchać
Patrzeć
Dawać
Uczyć

Ile mogę
Ile chcesz
Ile uniosę
Ile weźmiesz
Ponad
Dam

Z miłości
Moja krew
Moje słabości
Emocji gniew

Mądrości
Daleko jeszcze do niej
Dalej niż do Was
Mimo tego
Nie mam
Was tu
Nie mam jej

Nie dość mi
Idę

Szepce
Za dużo gadam

Wiem

S: Nie

I mi Tato niedosyt
Chcę więcej

Więcej
Wpompowałeś krwi
W moje
Serce

Więcej wiem już dziś
Więcej widzę
Rozumiem więcej
Jak duży Ty

T: I ja Kochanie

Rozumiesz duży..?
Heh z łez
Pytanie

Wybacz
Przepraszam Cię

S: Nie chcę

Nie przepraszaj
Pracuj by być
Mieć siłę czekać
Uczyć jak My
Wierzyć, że

Czas
Noc
Dzień
Płyną
Jak My

Miłość
Bliskość
Obecność
Czujesz
Jak My

Gniew
Smutek
Tęsknotę
Przelewasz
Jak My

T: Staram się

Jestem z Was dumny
Moje Skarby

S: Wiem

Nie bój się

W głowie
W piersi
W sercu
Miej mnie

Ja czekam
Wierzę

Będzie też
Nasz czas
Będzie noc
Będzie dzień
Co więcej nie wiem

Na pewno
Jeszcze przed niebem

Za piekłem
Daleko mniemamy

Za nami rozłąki
Początek końcem
Wspólnym
Bez..

T: Ćććcciiichusio już

Śnijcie słodko
Moi mali

Bez granic

Szczędźcie łez
Przelanych za nic

Szeptem

Zakradam się do łóżka
Uszko pieszczę po cichu
Jesteś Tą najważniejszą
Osobą w
moim życiu

Chwytam mocno dłoń Twą
Drugą kładę na poliku
Rozpalonym niczym serce
Endorfin pełne bez liku

Czerwony na nim rumieńce
Uśmiech zrodzony z dotyku
Parują wokół oceany
Skraplają łzy dziś nie w krzyku

Troskliwie tulę w ramionach
Opadają ciśnienia zewnętrzne
Krew w temperaturze wrzenia
Każdy centymetr mówi..

..Weź mnie