Stąpałem po Mierzei Wiślanej

Tegoroczny wyjazd wakacyjny miał na celu zahaczyć morze z możliwością połowienia ryb i pozwiedzania okolicy. Jako, że mieliśmy takie tam, powiedzmy „wejścia”, udaliśmy się na Mierzeję Wiślaną do Krynicy Morskiej.
Droga, jak to w sezonie, fatalna. Do tego jeszcze jej połowa to objazdy, rozjazdy i przebudowy. Pojechaliśmy spod stolicy na Płońsk, przez Mławę i na Elbląg. Nie ukrywam, że niecałe pięć godzin jazdy to nie tragedia. Jak już się uda oddać wszystkie budowane i remontowane odcinki, powinno być idealnie, aczkolwiek drożej. Wątpię czy pozwolą na Gdańsk jeździć za friko.

To, że jesteśmy już w Krynicy, można było poznać po tłumach przechadzających się główną ulicą idącą przy porcie. Nie do końca tak chciałem spędzić urlop, w tłumach rodaków, ale cóż.
Pogoda przeplatała się przez pierwsze dni, więc zostały tylko wycieczki w lekkim deszczu, czy przy ostrym wietrze. Pierwszego dnia zjeździliśmy samochodem okolicę, wyłapaliśmy kilka punktów w które na pewno jeszcze wrócimy.
Przed samym wyjazdem oglądaliśmy film na YouTube, w którym z nutką grozy i tajemnicy opisana jest wyprawa pod rosyjską granicę, na końcu naszej części Mierzei Wiślanej. Chodzący z karabinami za ciekawskimi opiekunowie granicy oraz szepty i słuchy na internecie zadziałały, ruszamy więc przygodo.

Tak jak było opisane, dojeżdżamy do ośrodka wczasowego w Piaskach, w którym za darmo nie chciałbym mieszkać. Aby wyjść na plażę, zaparkowaliśmy przed bramą i weszliśmy na teren. Po chwili spaceru między domkami, naszym oczom ukazała się pięknie ozdobiona furtka za którą rozpościera się las. Droga na plażę to jakby wędrówka raczej górska. Dwa wyższe wzniesienia, około 800 metrów pieszo i naszym oczom ukazuje się zejście na plażę oznaczone numerem trzy.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Furtka do lasu

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Wyjście z lasu

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Prawa strona

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Lewa strona

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Wejście w Piaskach

W prawo i lewo rozciąga się uwielbiany przeze mnie widok naszego wspaniałego Morza Bałtyckiego i lekko opustoszałej plaży. Zza chmur zaczęło wychodzić słońce, więc wszystko idzie w dobrym kierunku.
Fale były bardzo wysokie, więc wlewały się co i rusz zalewając całą powierzchnię dosyć szerokiej plaży, tak więc chwilę się szło, a chwilę stało, bo woda po kolana pędziła z powrotem do morza. Mogę maszerować tak godzinami, tu jednak było by już ciężko, bo z nami, dwóch młodych Panów, nie do końca chcących całe dnie spacerować.
Idąc z dziećmi, pstrykając zdjęcia i rozkoszując się okolicą, szliśmy do granicy około godziny, a jej białą tablicę ostrzegawczą widać już z bardzo daleka.
Miało być pusto, z dreszczykiem grozy, a tu przed nami tłumy ludzi chcących przełożyć rękę przez siatkę, kiedy akurat Putin nie patrzy. Na całe szczęście, połowa wykruszyła się po jakimś kilometrze, więc kiedy dochodziliśmy już na miejsce, wszyscy zainteresowani wracali w drugą stronę.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Spacerowicz starszy

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Spacerowicz młodszy

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Wejście w pół drogi

Tablica ta mówi, że znajdujemy się właśnie na zewnętrznej granicy Unii Europejskiej z Federacją Rosyjską, a kara za jej nielegalne w tym miejscu przekroczenie to grzywna, lub trzy lata odsiadki. Szczerze, nie wiem na co liczyliśmy. Faktycznie, po wydmach na naszej stronie krążył jakiś człowiek w sweterku i zganiał ludzi, co by nie próbowali przez nie przechodzić. Bacznie obserwował też tych, pstrykających wspomnienia przy siatce. Na tym się emocje i dreszczyk skończyły..

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Granica, stop i tablica

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Granica gdzieś tam dalej w morzu

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Ptaki po rosyjskiej stronie

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Wejście przy granicy

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Kwiatki

Zwykle wraca się szybciej, tym razem nie, nie wracało się. Tym bardziej krótszym nóżkom, które dały radę wrócić tylko dlatego, że był „training”, pióra, które służyły za skrzydła, oraz znaki, które robił Pan młodszy, aby można było odnaleźć drogę powrotną, gdybyśmy się zgubili. 😛
Tak więc na widok samochodu wszyscy byli szczęśliwi. Cała trasa to jakieś sześć, może siedem kilometrów w obie strony. Kiedy podeszliśmy już do auta, w uszy wpadło nam chrumkanie, a oczom ukazała się Pani Dzik, a raczej jej, powiedzmy lekko plecy. Tablice więc nie kłamią. W Krynicy naprawdę dziki panoszą się niesamowicie, jak u siebie w mieście. Tydzień po naszym wyjeździe, grasowały już w donicach pod domami w samym centrum. Ktoś musiał chyba nakłaść do nich orzeszków czy czegoś co dziki lubią i wyczują. Niestety, chrumkająca świnka leśna, zawołana chyba przez swojego leśnego męża szybko prysła w krzaki i dosłownie tyle ją widzieliśmy co na zdjęciu.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Niedziki Dzik

Wielbiciele łódek mogą popstrykać je choćby w Piaskach wracając. P.S. Zasłyszałem, że podobno Akord stoi tam od zawsze! 😛

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Akord

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Piaski port

Kolejnego dnia, niestety już wiatrem przesiąkniętego, ruszyliśmy także w stronę Piasków, ale po to, aby znaleźć kawałek spokojniejszej plaży, miejsce na ryby lub po prostu popatrzeć na okolicę. Oczywiście, nie mogliśmy nie iść na wielbłądzi garb, który to miał być wspaniałym punktem widokowym na morze i zalew po drugiej stronie. I faktycznie, idzie się i idzie pod górkę dosyć długo. Droga jest bardzo ciekawa i fajna, nie twierdzę jednak, że dla wszystkich równo łatwa. Tak więc, kiedy znaleźliśmy się już na tarasie.. Okazało się, że widok jest, jednak trochę przesłonięty koronami drzew. Jeśli chodzi o punkt, możliwe, że jest tam najwyższy, ale dla widoku wchodzić się po prostu nie opłaca. Podjechaliśmy tam samochodem, ale gdybym miał zobaczyć na tarasie widokowym to, co ujrzałem, a iść z Krynicy na pieszo, zapewne byłbym nieco bardziej poirytowany „widokiem”. Z drugiej strony jak myślę, że mogliśmy stać w tej wielkiej kolejce pod latarnią i zamarznąć na sopel na samej górze.. Wybieram garb!

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Wejście na wielbłądzi garb i „taras widokowy”

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Zalew Wiślany

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Bałtyk

I tyle się naoglądali..

Kolejnym przystankiem były parkingi leśne, które przy takiej pogodzie były puste. Normalnie pobierana jest tam opłata w wysokości 10,00 zł za zaparkowanie auta, po czym można iść na spokojny kawałek plaży. Spokojny, bo pokusiliśmy się dnia następnego na wyjście numer 24 w Krynicy, a tam… Ludziów po horyzont, Janusz na Januszu, torby z biedronki przesłaniają skarpety w sandałach itd..
Tak więc, będąc w Krynicy i chcąc się porelaksować na plaży, w słońcu i względnym spokoju, konieczne jest się przemieścić w odleglejsze miejsce, do którego nie każdy dotrze. Z leśnych parkingów plażowaliśmy na „dużym”, ale największą uwagę przyciągnął ten ze zdjęcia poniżej.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Go-Lasek 🙂

Po drugiej stronie parkingu, gdzieś w połowie 75 kilometra zjechaliśmy w prawo, aby zejść nad zalew. W lesie było grząsko, więc auto zostało i poszliśmy na pieszo. Wiatr wiał z każdą chwilą coraz mocniej, ale spragnieni znalezienia dobrego miejsca do połowienia ryb szliśmy przed siebie. Miejsce niby się znalazło, tylko kiedy pomyślałem, że trzeba będzie nieść taki kawał sprzęt i wszystkie graty, krzesła, stoliki, które przywieźliśmy, odechciało mi się. Sprawa druga, że na spławik, który by dzieci najbardziej ucieszył nie wyglądało perfekcyjnie. Poprzestaliśmy więc na rybowych planach.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Zalew

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Chyba widać, że wiatr daje

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Sieci? Ja się nie znam..

Po wyjściu na skarpę, oczom ukazały się uwaga, tamdaradam: powykręcane drzewa, prawie jak w krzywym lesie nieopodal Gryfina. Może nie jest tak spektakularny, no na pewno nie jest, to jednak dzieci miały wspaniały ubaw pokładając się na nich. Przy dobrej pogodzie zdecydowanie polecam spacer w tamte rejony. Idąc dalej, w stronę Piasków, przy brzegu zrobione są solidne umocnienia zalewu z kamieni i drewnianych bali. Nie mam niestety ani jednego zdjęcia, a fajnie tam się chodzi i ciekawe to miejsce do zarzucenia gruntówki, czy spinningowania.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Tree

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Tree

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Tree

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Tree

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Tree

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Włochaty Pan spod kory

Wreszcie, po pierwszym, upalnym i wspaniałym dniu plażowania, kiedy przed oczyma miałem pomysły i możliwości większe niż dnia poprzedniego, nadszedł dzień sądu. Nie mogło być zbyt dobrze, bo czemu tylko my mamy się kąpać w ciepłej wodzie, prażyć na słońcu i skakać w fale.
Woda została po prostu naszpikowana meduzami. Dnia poprzedniego, kiedy chłopcy znaleźli raptem cztery, a starszy z siatką nie chciał wyjść z wody (jakby był na rybach), nawet się cieszyłem. Tymczasem, w takiej sytuacji, byłem wręcz obrzydzony i przerażony na zmianę. Niby nic się nie dzieje, niby galaretka, ale to żyje i mi się obślizguje. Nie wiem czy ja temu zrobię krzywdę, czy to się na mnie rzuci, oczywiście zamartwiam się o dzieci. Z tymi jednak problemu nie było. Wszystkie dzieci na plaży biegały za meduzami, rzucały do wody, aby zaraz znieść je z powrotem na brzeg itp. Skończyło się po prostu szybciej niż przewidywaliśmy i zabraliśmy się na ryby!

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Państwo stonki

Na piaszczystym piasku leżała sobie stonka. W garści taka jakaś niemrawa i niechętna do ruchu. Wystarczyła jednak druga, leżąca półtora metra dalej, żeby zaczęła się prokreacja. Bez gry wstępnej, bez jak widać nawet otrzepania się z piachu, Pan stonek wyciągnął zza pancerza swoją szpilę i starał się ukłuć Panią jak szybko się tylko da!

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Ptaki

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Meduza

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Chyba się nie wygrzewają

Aby na ryby iść jak najbardziej legalnie i bez żadnej wtopy, postanowiliśmy zadzwonić do bosmanatu aby dopytać się na jakich warunkach można łowić w morzu i zalewie wiślanym, który mamy po drugiej stronie mierzei. Gdyby ktoś był zainteresowany kontaktem, serdecznie polecamy: Bosmanat Portu Krynica Morska, 82-120 Krynica Morska, ul. Górników 2 – tel.: +48 55 247 6076, fax: +48 55 247 6076.
Pan, nie dość, że przemiły, to posiadał także ogromną wiedzę. Tak więc, od ręki zapytał kto będzie łowił i zaproponował abyśmy sprawdzili cenę za tydzień łowienia, bo przewidziane są różne ulgi, a nas mogła by zainteresować opłata za łowienie familijne, czy rodzinne. 😛
Po opłaceniu, w naszym wypadku raptem 30,00 złotych, co było jedną z tańszych atrakcji, wystarczy wybrać się nad wodę. Nie potrzeba karty wędkarskiej, a przy sobie warto mieć potwierdzenie przelewu powyższej kwoty ze swoimi danymi.
Nie szukaliśmy miejsca daleko. Dzień wcześniej z mini mola wypatrzyliśmy miejsce, gdzie może być ciekawie i łowiliśmy przy porcie w niewielkim kanale. Zachodzi się tam od strony wesołego miasteczka, które też gorąco polecam. Może ceny nie są niskie, ale za to w miarę rzetelnie się każdą atrakcją ktoś opiekuje, nie jest to rozkręcane i skręcane co trzy dni, no i przede wszystkim samochody. Niezłe wrażenia jak na elektryki, a i czasowo, po dwóch jazdach wszyscy się wybawiliśmy.
Wracając jednak do łowienia. 😛 Miejsce bardzo fajne, ale max do godziny 19:00, kiedy to budzą się komary w ilościach nieprawdopodobnych. To samo miejsce, oczywiście po tym jak już zdecydowaliśmy, że tam idziemy, podpowiedział nam nasz gospodarz, co tylko utwierdziło wybór.
Połowiliśmy raptem kilka godzin w ciągu dwóch dni. Wynik, to ze 25 babek, które jadły kukurydzę i wszystko inne, a także rzucały się na robaki numer 5, które zakupiliśmy w pobliskim sklepie. Dziwne, bo robak był ich wielkości, a to rybka raczej niewielka. Starszy Pan raz złapał coś ciekawszego, a mianowicie chyba największą w swojej karierze i chyba płotkę, a radości nie było końca. Liczyliśmy, że wreszcie skończyły się te żarłoczne babki.. Niestety, tylko przypadkiem złapało coś innego. Udało się nam za to posprzątać śmieci porozrzucane na miejscówce, żeby nie było, jak „prawie” zawsze!
Łowiliśmy tylko na spławik, a na haczyku było robactwo i kukurydza. Tylko na spławik.. Bo podczas montowania wędki w pokoju, szczytówka cyknęła o sufit i kicha, po wędce spinningowej.
W międzyczasie, Pan młodszy starał się uwiecznić wszystko na video, niestety kamera w tablecie została zakryta palcem, więc z materiału nici.

Wszystko fajnie, szkoda tylko, że tak krótko!!!

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

To tak aby się na stonce nie kończyło. 😛

Nieszczęśliwie szczęśliwy

20:30 na zegarze. Wróciłem ze spotkania godzinę później niż planowałem. Dzieci po kilku godzinach z dziadkiem w pełni szczęścia, grają na dobranoc. Młodszy kotek, znalazł sobie sam online i gra w grę z kotkami, a starszy w SC2. (Ja jeszcze nie grałem.. co za ojciec, co nie grał?) Mija 22.. Kończymy i Idziemy do spania.. Jeszcze tylko na siku.
Babcia, po święcie szkoły w domu zawitała około 21:30, więc łazienka na naszym piętrze była okupowana. Dziadek, zabrał się za robienie drewnianych schodów na górę do brata, jest więc bałagan. Starszy zakłada kapcie, młodszego biorę na ręce, zostajemy lekko w tyle.
Waży więcej niż ostatnio, a mimo to, to nadal mój Iglo. Maleńki i słodki, okruszek. Widzę kątem oka, jak patrzy na mnie.. A ja.. Moi Państwo.. Czuję się jak naj, nie, naaaj, naaaaajwiększy bohater. Krew buzuje jakbym stal przeciw tysiącom, sam, jak trzystu, pewny siebie na 110%!.. Jesteśmy my dwaj.. Idziemy na siku.. Taka sytuacja, co za feeling..
Patrzy tak wdzięcznie i.. Całując mnie w policzek mówi: Kocham Cie tato.. Nagroda za tatostwo.. Starszy zasypał mnie lawiną słodyczy, tuż przed zaśnięciem. Why.. Ka-wa-mać.. Piiip, przeklnę jeszcze..

Kurwa
Serce mi zaraz wyskoczy z piersi
Spać nie mogę
Zalewam myśli łzami

Jak wilcy wyje
Księżyca połówki
„Oobie” leżą przy mnie
Słodko tak ułożone

Pewne i spokojne
Jedna po drugiej
Łzy spływają po policzkach
Moczą uszów kąciki

Na oczy nie widzę
Spiły się uczuciami
Głupotą i ślepostwem
Młodych chłopców, ojców

Skupiam się wybitne
By uwiecznić

To, co przeżyłem
Co czuje
Widzę
Myślę
Szepcę
Chcę
Nie chcę
Chcę
Kurwa
Lot’s of, więcej!

Jeszcze cześć mnie
Nie uleciała
Ulatując bezpłodnie w samodal

Już pozostałe komory dwie
Za dni dwa
Pożegnać będę musiał

Nie chcę
Oni nie chcą
Chcą, nie chcąc
Jak to dzieci, rozumiem
Zaraz tęsknota
Wspomnienia
Przeszłość

Po prostu.. Wstyd mi..

Za świat

Za siebie

Za

Ja..

Fort Okęcie po Paniowemu

Mam taki niespełniony sen, by odwiedzić wszystkie Warszawskie forty. Byłem już w dwóch, jednak z pierwszego na razie nie mogę udostępnić zdjęć. Drugim odwiedzonym fortem, był ten na moim pracowym Okęciu, a tam natknęliśmy się na pomnik. Oboje byliśmy zdumieni, że to akurat tu… Polecam poczytać.

http://pani-ironia.blogspot.com/2016/03/ostatni-lot-kopernika-mineo-36-lat-od.html

Smutki w moim Ciastowie..

http://natemat.pl/172943,wycieli-noca-blisko-80-letnie-drzewa-mieszkancy-piastowa-przynosza-roze-by-pozegnac-je-z-szacunkiem

http://wiadomosci.wpr24.pl/sprawa-drzew-na-ostrzu-noza;24722.html

http://www.rynek-kolejowy.pl/wiadomosci/akcja-akacja-piastowianie-pozegnali-drzewa-na-peronie-75590.html

Zdjęcie ze strony natemat.pl

O Skrze cała prawda

Pewna Pani
Subiektywna pewnie

O pewnym stadionie
Pewnego klubu

Z pewnym Panem
Pewnie na przód

Z pewnie otwartymi
Rozlegle pełnymi

Nieba błękitnego
Jeziora szmaragdowego

Zanurzonymi
Oczyma

Polecam: Umierający stadion „SKRA” 🙂

P.S. Szpilki poszły w ruch!

Na trzy serca

T: Kocham Was

Jestem
Tak daleko
Trochę niewyraźny

I: Tato, czy ty jesteś odważny?

T: Jestem

Boję się niemiłosiernie
Strach i tęsknotę
Przezwyciężę

I: Wierzę w Ciebie

S: I Ja Tato

T: Jestem w niebie

Kochania
Amator

Nie uniknie
Ten sen
Dzień
Nie ucichnie

Będę walczył
Jak dzik
Lis
Niedźwiedź
Niczym lew
Przywykłem

To oczywiste
Jak Wy
Tyś pracowity
I Ty młody

S & I: Po Tobie Tato

T: Przystańcie

Były momenty
Świat jest przeklęty
Zaciśnij zęby
Walcz
Wiesz którędy?

S: Nie wiem, pokażesz mi drogę?

T: Pokażę

Zieleń
Czuj jak osłodę
Róż
Powiek słońcem
Muśniętych
Stój
Napawaj pięknem serce
Wpatruj się
Tul
Mów
Jej to codziennie

Bądź
Obojętny na szyderstwa
Wszelkie
Krytykę
Garścią łap
Nią się buduj
W noce bezsenne

Nie wstydź się
Siebie
Czuj
Żyj
Śnij
Synu

Bój
Się
Tylko
Siebie
Król
W każdym
Korzenie
Bóg
Dawno w potrzebie
Ty sam walcz
Najpierw
Ze sobą
O siebie

S: Będę

I: Ja tez Tato

T: Gdy wspomnisz

Biel w czerwieni
Błękit nieba
Lasy zieleni
Złotych pól
Szum

Polski
Do płuc
Popłynie tlen
Kochanie
Nadejdzie
Ten dzień
Już
Niedługo

S: Wiem Tato

T: Wiedz, Ty też mały bąblu

I: Wieeem, hihi

Wybierzesz sam
Gdzie dusza
Twoja
Miejsce
Swoje ma

Zleci szybko
Za szybko
Leci
Czas

Na razie
Bądź
Myśl
Ucz się
Trwaj
Wiele będzie łez
Będzie smutek
Tęsknota
Będzie gromki żal

Nie zaprzeczę
Synu
Będzie też
High Life
Zwycięstwa
Sukcesy
Marzenia
Sprawdź
Wierzę w Ciebie

S: Też wierzę, ufam Ci

T: Dasz radę, słuchaj

Uwierz
Zupełnie sam
Skorpiona jad
Duma w herbie
Ojczyzna
Miłość
Rodzina
Najważniejsze
Pamiętaj codziennie
Pamiętaj te słowa
Nie idź obojętnie

W życiu jest sens
W rozłące
W naszych myślach
Ten sam wydźwięk
Kocham Ciebie
I Ciebie Kocham

S & I: My Tato Cię

I: Bądź z nami zawsze

S: Na zawsze

Przysięgnij
Nigdy nie przestaniesz
Nie zwątpisz
Nie uderzysz
Nie zranisz
Tylko szczerze

I: Będzie na pewno, ja wierzę

Nie otumanisz
Będziesz wspierać
Słuchać
Jeśli trzeba
Ganić
Trzymać w objęciach

T: Jesteś mój

S: I Ja

T: Pewnie Kochanie

Łza na policzku
Żółty

Nasz sakrament
Zaciśnij pięść
Patrz
Silny bądź
Unieś
Ból
Samotny lament
Smutek
Kłamstwa
Tęsknotę
Zamęt
Strach


Gnaj
Razem
Z bratem
Przed siebie

Proszę..
O małego
Zucha
Zuchu
Mały
Dbaj

Impreza żarłoków

Jestem już za drzwiami wejściowymi w budynku w którym pracuję. Nikogo nie ma na recepcji ale z góry zaczynają dochodzić coraz głośniejsze chichoty dziewcząt. Dosłownie za chwilę, na schodach pojawiają się pierwsze z nich. Wyjątkowo szły chyba wszystkie Panie pokojowe.
Każda z nich niosąc po kilka talerzy, a na nich przedziwnej konsystencji posiłki, jakby paćki z grochu, mięsa mielonego, elementami kukurydzy i fasoli oraz tym podobnych składników w przedziwnych, gęstych sosach. Ich roześmiane usta mówią, że jest jakaś impreza, jednak przenoszą się z pierwszego piętra, do ostatniego pokoju w korytarzu, do szóstki. Każą iść na górę i pomagać, więc nie myśląc ani chwili pokonuję kilkoma susami drewniane schody i już patrzę jak mam kilka talerzy na rękach, niczym Niemka kufli z piwem na Okoberfest. Idę więc korytarzem na pierwszym piętrze, a dochodząc do schodów ręce zaczynają mi się chybotać. Talerze tańczą w moich ramionach, więc przyśpieszam do tempa w którym jeszcze jestem w stanie utrzymać je w miarę równolegle do podłogi. Co za dużo to nie zdrowo mówi przysłowie, zderzające się w mojej głowie teraz z obrazem upadającej brei z talerzy na podłogę, na wysokości pierwszych pokoi już na parterze.
Nigdy tak prędko nie biegłem z taką ilością towaru na rękach. Po spodniach lecą mi te wszystkie maziaje, po kolei upadając również na dywan w zwartym szeregu. Dobiegam do pokoju, drzwi otwarte na oścież, a po prawej i lewej stronie stoją wszystkie dziewczyny wielce roześmiane. Ile stresu, irytacji ze swojej niezdarności, wstydu z bałaganu niewymiernego mnie to kosztowało. Dotarcie tam z resztkami dosłownie na każdym z talerzy. Byłem załamany! Wyrzucam w wielkiej niewiedzy jak pozbyć się tego bałaganu z siebie słowa: „dziewczyny, przepraszam, wszystko mi się wywaliło na korytarzu, wybaczcie”. One nie przestając się śmiać pokazują palcami kopiec ulany na środku pokoju. Talerze, jedzenie, wszystko, ile dały radę unieść.. Wszystko to wygląda przeokropnie, nie wiem co mam myśleć o tej sytuacji, odwracam się, a z pokoju naprzeciwko macha do mnie uśmiechnięty, ubrany na kolorowo DJ… Wake up…

Fótbol subiektywny

Zastanawiałeś się kiedyś nad sensem tego funowania piłce nożnej? Nad jej wartościami, poza tymi widocznymi, nad prawdziwym znaczeniem dla Ciebie? Widzisz, football to gra w życie. W życiu, jak wiesz, na wszystko; pieniądze, miłość, dziewczynę, na ocenę – musisz czekać. Najgorsze jest to, że nie wiesz jak długo. W piłce kopanej sprawa przesądza się w nieco ponad półtorej godziny, kto wyjdzie z uniesioną głową, a kto zostanie pokonany i będzie rył brodą w piachu.

Teraz wyobraź sobie, że siedzisz na stadionie, czy przed telewizorem i gapisz się na mecz. Różnica jest diametralna, choć skutek podobny. Za 90 minut lub kilka więcej wszystko się wyjaśni. Na meczu duma i drżenie serca uderza w Ciebie, prawdziwego, patrzącego w przyszłość i upamiętniającego przeszłość Polaka. Jesteś jednym z nich, z nas i z was. Jesteśmy jednym narodem, jedną grupą, wielką siłą razem, a wtedy niekiedy i rodziną. Jednoczymy się ze sobą podczas wielkich wydarzeń, w których górę, nad problemami i stylem życia każdego z nas, biorą emocje. Na stadionie niewątpliwie masz to, musisz to tylko wziąć, poddać się, odpłynąć. Nie, ty jednak siadasz z kumplami przed tv na kanapie. Patrzysz ze wzruszeniem w ekran, kiedy grają hymn. Chciałbyś wstać, złapać się za pierś i śpiewać na cały głos, ale co oni powiedzą, jak zareaguje reszta? Siedzisz, więc, oczy patrzą przez tęczową lupę twoich łez. Nie uronią ani kropli dziś. Któryś z nich żartuje z zawodnika głośno śpiewającego, a ty zaciskając pięść, zagryzasz mocno zęby, odcinając się od nich, słuchasz i czujesz to, nosisz orła w piersi, zupełnie sam.
Pierwszy gwizdek i zaczyna się, widzisz po jedenastu zawodników w każdej z drużyn na boisku. Rozpoczynają zwykle napastnicy, wolniejsi środkowi, grają wszyscy inni, ale nie on, bramkarz… Nie Ty.
Bramkarz stoi i czeka, czasem broni, czasem dosyć często, a czasem cały mecz. Też jesteś bramkarzem, ale dziś nie tej drużyny, która była skupiona na swoim polu karnym jak banda zmęczonych słabeuszy. Dziś to Wy biliście kulę w stronę muru, Wy szliście wbrew falom w głąb wody, na przód gryząc utartą już murawę. Remis, zdecydowanie dupa w takiej sytuacji.

Wiesz może, czemu zauważyłeś coś niezwykłego? Ich bramkarz grał cały mecz, walczył jak opętany, Man of the match zdobył, a Ty? Trzy razy oddałeś piłkę obrońcy nawet bez przyjęcia i raz wykonałeś rzut wolny ze swojej połowy, kiedy to piłka niecelnie podana stała się łupem przeciwnika. Może gdybyś więcej się starał, zaangażował, twoja drużyna dziś by zwyciężyła, a nie zremisowała?
Najważniejsze ogniwo w każdej drużynie patrząc od człowieczego punktu widzenia. Bez dobrego goalkeepera drużyna wcześniej czy później łatwiej straci bramkę. Musisz się bardziej postarać, podpowiadać kolegom, bo widzisz czasem więcej niż oni, wyjść trochę, przytrzymać piłkę, możesz to zrobić? Nikt Cię o to nie poprosi, ale w takiej sytuacji mógłbyś to zrobić. Pomyśl następnym razem, sam dla siebie i dla nas, dla drużyny.

Tak wiec dobry bramkarz i co dalej? Im lepsi zawodnicy, tym prędzej zdobędziecie bramkę, a jak wszystko obronisz, to i słabi w końcu zaskoczą przeciwnika i łupną w siatę. Nie, jeśli będą sprytni lub mądrzy, lecz kiedy tylko uwierzą we wspólną sprawę, interes w życie. Wasze i milionów Polaków. Jeśli uwierzą w siebie, będą grać na 100% zwyczajowo, a zawsze ile pary w tych orlich płucach, odwagi w husarskich atakach i determinacji w obronie Częstochowskiej, to wystarczy! Wystarczy byście czuli się wyjątkowi, zostali docenieni, zdobyli wreszcie wszyscy to, czego pragniemy, a połowa z was to, o czym nie ma pojęcia, że tak naprawdę tego pragnie. Szczęście, wewnętrzne i zewnętrzne, poczucie wartości, możność decyzji, mnogość możliwości. Poczujecie to, jeśli zechcecie być częścią tego zespołu. Być znaczy budować go, walczyć o niego, starać się i rozwijać siebie, a także słuchać. Nie trzeba być Einsteinem, aby osiągnąć sukces. Jest wiele osób doskonale nadających się do kierowania zespołem, umiejących go zmotywować, bo w tym siła! W głowie,  nastawieniu i psychice! Pan Adam Nawałka zrobił coś, co było oczywiste. Zbudował zespół z tego, co miał, określił cele, walczył, ćwiczył z nimi, rozwijał się. Kiedy przyszło do najważniejszych chwil, każdy grał jak na skrzydłach. Umiemy nagle kiwać, umiemy strzelać, przycisnąć i zaskoczyć. Umiemy przytrzymać piłkę i wreszcie myśleć. Jak wydaje Ci się teraz, trollujacy co się da na około, kolego? Reprezentacja jest ekstra, co, a Lewy jest lepszy od Messiego i Ronaldo? Może i jest, ale to nie twoja reprezentacja póki czegoś nie zrozumiesz. Tam nie ma słabych ogniw; jak na przykład Wawrzyniak, o którym bywało głośno. Jak Jakub poszedł z kiwką w meczu z Irlandią to skakałeś z radości niczym malec, kiedy zobaczył tatę wracającego z pracy, który niesie mu wymarzony samochód. Czujesz to? Pewnie, ale wklejasz się w nie swoją pracę. Nikt Ci tego nie odbierze, najedz się, to dla wszystkich, bezinteresownie. Zrozum tylko, że, jeśli pomożesz, będziesz kibicował jak ten nieoceniony i tak znany na świecie Polski, dwunasty zawodnik, jak chłopaki jeżdżący i w najgorszych chwilach będący z reprezentacją na każdym końcu świata, wtedy poczujesz to dużo mocniej, a co najlepsze, będziesz mógł to rozdawać dalej. Za darmo, każdemu, kto zechce. Dasz to rodzinie, zaniesiesz znajomym i przekażesz dzieciom. To życie, życie uczciwe, pracowite z mocno obecnymi celami. Szczęście, radość, duma, honor, miłość, praca, zespół, drużyna, a przede wszystkim rodzina.

Powiem Ci, że nie ma zespołu, który nie przegrywa, drużyny, co goli nie traci i managerów, którzy się nie mylą podczas zmian, kluczowych jak się okazuje decyzji. Jesteśmy My, Ty, czas i to miejsce. Polska, nasza ojczyzna. Kimkolwiek jesteś, bądź! Bądź bramkarzem, strzelaj gole, rozlewaj trunki w barze albo pracuj na magazynie, pilnuj dziecko w domu, ale bądź częścią tego! Bądź częścią swojego i naszego świata, częścią czegoś większego zarazem. Bądź człowiekiem pełnym życia, pomocnym, radosnym w miarę możliwości. Będąc złym nie zauważasz małych rzeczy, które niosą szczęście, jak nie zauważyłeś 4 lata temu, że coś się zmieniło w naszej reprezentacyjnej jedenastce czy w rezerwie. Duże rzeczy wracają, jak zabierasz odpowiednią ilość małych. Taką, że żadna zła Cię w tym czasie nie złamie. Jak będziesz wtedy równie mocno pracował, są wtedy szanse. Los pomaga liczącym na niego, a nie na siebie, a my chcemy liczyć na siebie. Są młode chłopaki, którzy wtedy, te cztery lata temu trawę gryźli jak dziś i zapracowali na ten sukces. Ciebie tam nie było. Krzyczałeś, że do domu wracajcie, że przegrani, a oni się rozwijali, kiedy Ty zostałeś krzyczeć. Ich dom to Polska i z godłem na piersi dla niej grają, a Ty? Dla kogo grasz i z czyim znakiem na sercu, w jakich barwach? Teraz oni krzyczą, a Ty drzesz się nieprawdziwe, bo kto uwierzy teraz, że to nasza reprezentacja? Nasza, nie twoja! Masz czas do euro. Czas w ciągu, którego powinieneś zacząć od siebie, od swojego domu, głowy, myśli. Zacząć żyć i życiem tym się cieszyć, zacząć wierzyć. Wierzyć w siebie i wierzyć w swoich najbliższych. Po czasie spróbuj znowu zainteresować się reprezentacją. Interesuj się nią z dumą i szacunkiem, jaki powinieneś w tym czasie wypracować i okazać swojej rodzinie. Jak widać bez Lewego i Krycha tez umiemy grać i rozgromić drużynę Czechów. Oznacza to tylko jedno, kiedy przyjdzie czas, jesteś z nami lub po prostu Cię nie ma. Daliśmy radę bez nich, bez Ciebie też na pewno sobie poradzimy!

Znając politykę PZPN-u, która w każde kręgi dotrze, Euro, to śmierć albo życie dla wyjątkowego trenera i Polaka Adama Nawałki, jeśli nie wypadniemy tak, jak zarząd sobie życzy. Pomóżmy człowiekowi! Dokonał czegoś niesamowitego, co zrobił niejednokrotnie Jan Paweł II, zjednoczył nas, Polaków w pewnej, wspólnej sprawie. Dał chęć do życia, temat do dumy, radości i rozmowy. Dał nadzieję i więź, jaką połączyło nas to wszystko. Nie zniszczmy tego, bądźmy razem. Bądźmy wszyscy drużyną i jedną rodziną!!! Bądźmy Słowiańską Polską, naszą, w sercach i głowach!!! Wspólnie podziwiajmy Fótbolowe Polskie „Kino Kosmos”!

P.S.

Jedno jest pewne. Nie jedziemy wyjść z grupy, jedziemy po Mistrzostwo Europy dla Polski!

Zdjęcie z przeglądu sportowego peel!

„Do 12 mediów – tajemniczy wieszcz anonim” Part II

Drogi Narodzie

28 listopada 2014 roku wysłałem do dwunastu prawicowych mediów list, który zawiera w sobie zaszyfrowane wiadomości o znaczeniu, moim zdaniem, kluczowym dla przyszłych losów Polski i nie tylko. Pojawił się on 3 grudnia 2014 roku na kanale facebook „PodziemnaTV” pod adresem : https://www.facebook.com/PodziemnaTV/posts/716060928490723

Ukryte szyfry miały być co pewien czas ujawnianie i właśnie nadszedł moment otwarcia pierwszego z nich. Ma on związek z kondycją dzisiejszego państwa polskiego. Sądzę, że abyśmy mogli ją poprawić musimy zrozumieć co jest nie tak i wziąć za nasz kraj odpowiedzialność.

Chociażby dramatyczne fale emigracji, targające dziś Polską jedna za drugą, liczone oficjalnie w milionach pokazują, że dzieje się coś bardzo złego, natomiast politycy zdają się tego nie zauważać. Bronisław Komorowski powiedział nawet: „Trzeba być ślepym, żeby nie widzieć, że żyjemy w złotym okresie dla Polski. Naszym zadaniem jest, żeby ten złoty okres trwał dłużej”.

Krok ten ma tytuł „Naprawa pojęć” i jego zadaniem jest uzmysłowić wielu Polakom, że nasza Ojczyzna jest w wielkim niebezpieczeństwie i musimy, jako naród, przebudzić się, aby ją ocalić, przestając żyć w propagandzie „zielonej wyspy”.

Jakie są powszechne zarzuty względem pookrągłostołowego systemu, który przejął władzę nad Polską 25 lat temu i rządzi do dzisiaj?

– wygnanie milionów Polaków na emigrację (utrata niemal całych pokoleń – jak przy wielkich stratach wojennych)
– zadłużenie Polski na kilka bilionów złotych (wliczając wierzytelności względem przyszłych emerytów)
– prawie całkowity upadek przemysłu polskiego, w tym upadek wszystkich stoczni.
– fałszywa prywatyzacja (wyprzedanie własności narodu polskiego w ręce zagranicznych kapitałów narodowych i ponadnarodowych)
– zawłaszczenie przez służby gigantycznego majątku pozostałego po PRL we wczesnych latach 90-tych
– doprowadzenie do podzielenia, skłócenia i wrogości między Polakami szczując jedne grupy społeczne na drugie
– odcięcie polskiego społeczeństwa od istotnych informacji, zastępując je bełkotem telewizyjnym (później uzasadnię).
– powszechna zgnilizna w każdej dziedzinie, w którą państwo się angażuje, związana z marnotrawstwem, biurokratyzmem, korupcją, nepotyzmem, partyjniactwem i działaniem obcych służb.

Wybitny ekonomista, prof Witold Kieżun, zauważył, że dzisiejsza gospodarka Polski ma strukturę identyczną ze strukturą afrykańskich krajów kolonialnych, takich jak Rwanda, Burundi czy Kenia i zupełnie przeciwną do światowych potęg. Dla przykładu w sferze finansów Niemcy mają u siebie około 95% własnych banków, natomiast Polska ma u siebie około 5% własnych.

Jesteśmy świadkami systematycznych tzw. „wrogich przejęć”, polegających na wykupowaniu polskiej firmy i natychmiastowej jej likwidacji, aby nie stanowiła konkurencji dla zagranicznych i ponadnarodowych kapitałów wkraczających na polski rynek. Z 10 000 największych polskich przedsiębiorstw, zatrudniających wiele tysięcy pracowników każdy, zostało zlikwidowanych ponad 9700.

Polacy ekonomicznie zmuszani są we własnym kraju do zatrudniania się w obcych, zagranicznych korporacjach, gdzie dokładnie za tę samą pracę, co ich koledzy zza niemieckiej granicy, u tego samego właściciela, w identycznej fabryce, dostają cztery razy mniejszą pensję, przy cenach produktów praktycznie takich samych. Polska stała się niechlubnym liderem europejskim pod względem ilości wydrenowanych pieniędzy za granicę przez wielkie, zagraniczne przedsiębiorstwa. Podwyższony jest też wiek emerytalny, a obniżony wiek rozpoczęcia przymusowej edukacji, żeby dzieci mogły szybciej zacząć dla nich pracować.

Zagraniczne korporacje często stosują słowo „Polska” w nazwie, aby nie stresować tubylców, czyli nas. Dla przykładu „Telekomunikacja Polska”, „Bank Pekao” czy „Polskie Koleje Górskie” są polskie głównie z nazwy, a znajdują się pod kontrolą obcych, narodowych i ponadnarodowych firm.

Media, wydawałoby się z nazwy, polskie również zdominowane są dziś przez zagraniczny kapitał. Podam kilka przykładów na ogrom chociażby niemieckiej kontroli nad polskim społeczeństwem :

* Grupa Polskapresse (niemiecka) : posiada około 95% prasy regionalnej w naszym kraju w tym, m.in : Dziennik Polski, Gazeta Wrocławska, Głos Wielkopolski, Gazeta Krakowska, Dziennik Zachodni, Kurier Lubelski, Dziennik Łódzki, Teraz Toruń, Teraz Słupsk, Teraz Rzeszów i wiele, wiele innych miast.

* Ringer Alex Springer Polska (niemiecka) : onet.pl, Newsweek Polska, Fakt, Forbes, Przegląd Sportowy (dziennik), Komputer Świat, Auto Świat

* Bauer Media Polska (niemiecka) : Radio RMF FM, interia.pl, Twój Styl, Rewia, Auto Moto, Świat Wiedzy, Imperium TV, Na Żywo, Dziennik Gazeta Prawna (połowa udziałów) itd.

* Gruner+Jahr Polska (niemiecka) : Focus, Gala, Claudia, Sekrety Nauki, Glamour, National Geografic Polska i wiele stron internetowych

Oczywiście takie wielkie media jak np. Grupa TVN także nie należą do Polski.

Zagraniczne koncerny kontrolują więc to co mamy myśleć, a oprócz tego decydują m.in. o tym co jemy, w co się ubieramy, jakich sprzętów używamy, czym jeździmy itd.

W tym samym czasie, po cichu, jesteśmy, jako Polska, absolutnie cięci na części i wyprzedawani, krok po kroku, metodycznie: ziemie, lasy, kamienice, firmy, fabryki, koleje i skala tej operacji jest naprawdę przeogromna.

Stajemy się kolonią zachodu w ścisłym tego słowa znaczeniu. Media, które przecież należą już do tych zagranicznych korporacji, nie będą specjalnie zainteresowane, żeby Polaków o tym informować.

Jeżeli odrzucimy wszystkie mydlące oczy argumenty i przyjrzymy się tylko suchym faktom, to mamy taką oto sytuację : Polacy pracują od małego aż do śmierci (w tym szkolą się do pracy od szóstego roku życia), a Ktoś Inny kontroluje, zarządza i wyprowadza za granicę dużą część efektów ich pracy – czyli prawie tak stara jak świat historia niewolnictwa, ubrana tym razem w piękną opowieść o pieniądzach, wolności, demokracji, rynku pracy, możliwości głosowania i wyjeżdżania do ciepłych krajów.

Proszę mnie źle nie zrozumieć – nie ma nic złego w pracy, wręcz przeciwnie – jesteśmy stworzeni do tego by tworzyć, to daje nam szczęście, ale my-Polska musimy sami mieć możliwość dysponowania efektami naszej pracy, bo inaczej popłyną za granicę i kto inny będzie się nimi cieszył, a nam pozostanie tylko cierpieć na granicy przetrwania.

Pieniądze są czymś wirtualnym, natomiast kontrola nad polskimi ziemiami, nad samym społeczeństwem w roli pracownika, nad sposobem myślenia Polaków i efektami ich pracy, jest czymś realnym.

Na naszej własnej ziemi, którą dano nam w dziedzictwo utrzymane przez tysiące lat naszych przodków my, Polacy stajemy się powoli tylko parobkami. Myślę, że każdy Polak czuje, że nie możemy się na to godzić.

Skąd wiadomo, że ta straszna kolonizacja to nie przypadek? Pod koniec XIX wieku najprężniej na świecie rozwijały się wyjątkowo dobrze dwie gospodarki: Stanów Zjednoczonych i Niemiec. Niemieccy przywódcy zastanawiali się co zrobić, żeby rozszerzyć przestrzeń życiową i opracowali swój słynny plan „Mitteleuropa”, który zakładał przekształcenie państw Europy Środkowo-Wschodniej w państwa pozornie niepodległe, lecz w praktyce całkowicie ekonomicznie podporządkowane gospodarce niemieckiej. Miały to być, również na terytorium Polski, gospodarki niekonkurencyjne, uzupełniające, peryferyjne, względem niemieckiej. Niewola ekonomiczna miała doprowadzić do stopniowego wymierania danego narodu i w ten naturalny sposób tworzenia miejsca niemieckim osadnikom. Można więc sobie nie pobrudzić rąk krwią a osiągnąć wszystkie swoje cele. Jest to plan mistrzowski, ale wymaga systematycznej, metodycznej pracy.

Proszę Państwa, spójrzmy na to, co się dzieje z gospodarką polską dzisiaj : upadek przemysłu, zniszczenie stoczni, górnictwa, przejęcia firm, także „wrogie przejęcia”, kontrola nad mediami, emigracja, wymieranie narodu itd. Świadomie, bądź nie, jest to krok po kroku realizowany plan „Mitteleuropa” na terytorium Polski.

A jak do tego ma się Unia Europejska?

O różnicy między Polską a Niemcami w Unii Europejskiej niech świadczy fakt, że prawo, które ustali Komisja Europejska, jako obowiązujące w całej Unii, natychmiast jest wiążące w Polsce, natomiast Niemcy, jeśli im się jakieś prawo unijne nie podoba, mogą je odrzucić i wtedy na ich terenie nie obowiązuje. Oznacza to po pierwsze, że Polska wchodząc do Unii straciła nieformalnie swoją niepodległość, w przeciwieństwie do Niemiec, i po drugie, że Niemcy, jako główna siła w Parlamencie Europejskim, mają bezpośredni wpływ na prawo obowiązujące w Polsce.

Widać więc, że nie jest to prawdziwa Unia, gdyż są równi i równiejsi wobec prawa. Zastanówmy się przy okazji dlaczego Polacy zostali odcięci od tej informacji i kto tak naprawdę przekazuje nam wiadomości.

Nie wierzmy też w strumienie pieniędzy jakie rzekomo płyną do Polski z racji członkostwa w Unii. Jeżeli polski rolnik przed wejściem do Unii mógł kupić ciągnik za 200 tysięcy złotych, a po wejściu do Unii ten sam ciągnik kosztuje 400 tysięcy i Unia refunduje mu 50%, to ile tak naprawdę zyskał? Nic, a Polska musi jeszcze utrzymać urzędnika, który załatwia z rolnikiem te dotacje. Oprócz tego rolnik ten musi się nachodzić, naprosić i zatrudnić firmę, która mu pomoże wypełnić formalności. A gdy wyłoży te 200 tysięcy i kupi ciągnik, to nie będzie jego ciągnik lecz także Unii, która go będzie kontrolowała.

Ile też marnujemy potencjału ludzkiego w którym człowiek, zamiast budować domy, zostać nauczycielem, pielęgniarką czy lekarzem staje się urzędnikiem unijnym, albo zakłada firmę do pomagania w wypełnianiu formalności.

Politycy mówią obłudnie ile to z Unii pieniędzy wyciągnęli, ale nie powiedzą, że Polska wykorzysta z przyznanych środków około 75%, a sama będzie musiała zapłacić gigantyczne składki, które zredukują tę kwotę o połowę, koszty utrzymania urzędników, koszty regulacji unijnych, koszty przygotowania wniosków o dotacje, koszty obowiązkowych kredytów związanych z dotacjami i koszty współfinansowania dotacji, a do tego wszystko będzie co najmniej dwa razy droższe niż by było bez Unii. Nikt tego nigdy nie podliczył dokładnie, ale wiele wskazuje na to, że wbrew propagandzie wyszliśmy finansowo na członkostwie w Unii po prostu tragicznie, a do tego, co gorsze, straciliśmy niezależność.

Każdy widzi zbudowaną drogę za pieniądze z Unii, lecz najczęściej nie zdaje sobie sprawy, że prawie każda polska rodzina zapłaciła np. kilkaset złotych więcej w roku za gaz, za prąd, czy za czynsz, żeby z tych pieniędzy Unia mogła nam dotować drogi.

Bardzo źle, iż my Polacy jesteśmy tresowani do myślenia, że bogactwo nie pochodzi z pracy własnych rąk, lecz z dotacji, a więc żebractwa. Ktoś nam po cichu zabiera pieniądze i tylko część oddaje w wielkich i głośnych inwestycjach, z przecięciem wstęgi, a my potem tego plugawego złodzieja całujemy po rękach za to, że nam łaskawie coś dał i błagamy o jeszcze.

System, w którym przyszło nam żyć zabiera nam nie tylko pieniądze ale i godność, upadla nas do cna. Ile chcemy coś takiego znosić i być traktowani jak niewolnicy na własnej ziemi?

Skoro wiemy już, że powszechnie żyjemy w ekonomicznym niewolnictwie, to co na ten temat mówi rząd? Rząd radośnie twierdzi, że Polakom żyje się bardzo dobrze, a przeciętne wynagrodzenie brutto wynosi ostatnio 3981 złotych miesięcznie.

Aby zrozumieć obłudę tego stwierdzenia wyobraźmy sobie 100 ludzi, z których 99 zarabia minimalną krajową 1750 złotych brutto, a jeden z nich 225 000 złotych brutto. Jeśli podliczmy średnią pensję tej małej grupy, to wyniesie ona ponad 3982 złotych brutto, mimo, że wszyscy poza jednym żyją w biedzie. Biorąc pod uwagę, że w spółkach skarbu państwa zarabia się nawet do setek tysięcy złotych miesięcznie, a prezesi banków zarabiają nawet do 770 000 złotych miesięcznie, może to nie być dalekie od prawdy, jeśli chodzi o całe polskie społeczeństwo.

Ale to nie wszystko. W średniej pensji, którą podaje się Polakom jest kolejna manipulacja. Otóż liczy się ją tylko z najbogatszych przedsiębiorstw zatrudniających od 9 pracowników wzwyż. Jeżeli pracodawcę stać na zatrudnianie 9 pracowników lub więcej, to stać go też żeby im dobrze płacić, natomiast w liczeniu tej średniej nie bierze się pod uwagę zarobków wielu milionów pracowników pracujących za najniższą pensję w małych firmach, w których głównym problemem jest właśnie opłacenie pracowników, dlatego zatrudnia się ich mało.

Nie bierze się też oczywiście pod uwagę wielu milionów pracowników pracujących na umowy o dzieło, którzy zarabiają jeszcze mniej, czy w szarej strefie, gdzie nie stać ich już w ogóle na płacenie podatków, więc muszą narażać się na poważne konsekwencje, choć na pewno nie chcą.

Krótko mówiąc, ustalając średnią pensje bierze się pod uwagę 20-30% wszystkich pracujących Polaków, a najbiedniejsze 70% pracujących nie jest wliczane do tej średniej i możliwe, że 80-85% z nas żyje w straszliwej biedzie.

Państwo oszukuje swojego obywatela także na wiele innych sposób. Jednym z nich jest wmawianie Polakom, że w niektórych państwach zachodu są wyższe podatki. W takiej sytuacji chodzi im zwykle o podatek dochodowy (tzw. PIT)

Argumentacja systemu, który nas więzi może być taka : Podatek dochodowy w Polsce wynosi 18%, natomiast np. w Wielkiej Brytanii są trzy stawki podatkowe 20%, 40%, 45%. Wniosek nasuwa się sam : „W Polsce żyje się lepiej bo są niższe podatki”. Kryją się w tym rozumowaniu dwie manipulacje, które zamazują prawdziwy obraz rzeczywistości:

1. W Polsce kwota wolna od podatku dochodowego wynosi 3091 złotych i jest niższa niż w wielu krajach afrykańskich. Jest to kwota dochodu nie powodującego obowiązku płacenia podatku dochodowego. W Wielkiej Brytanii ta kwota wynosi, po przeliczeniu, około 57750 zł. Oznacza to, że jeśli ktoś w Wielkiej Brytanii zarobił w danym roku nie więcej niż 57750 złotych w ogóle nie płaci podatku dochodowego, więc nie wchodzi w próg podatkowy (20%). W Polsce zaczynamy płacić podatek dochodowy (18%) już od kwot zarobionych powyżej 3091 złotych.

2. Podatek dochodowy jest tylko małym procentem tego, co struktura państwowa wysysa z Polaka. Stanowi on zaledwie około 6.5% wszystkich jej przychodów. W Polsce jest około 100 różnych podatków i większość z nich, w ten czy inny sposób, w nas uderza, choć o tym nie wiemy.

Różnica więc pomiędzy Polską a innymi krajami zachodu, oprócz kwoty wolnej od podatku, polega na tym, że „polski” rząd łupi swoich obywateli znacznie mocniej niż zachód na pozostałych podatkach.

Proszę więc zwrócić uwagę na to, że gdy ktoś mówi, że powinniśmy zlikwidować podatek dochodowy, to nie zawsze jest populistą chcącym zlikwidować wszystkie podatki. Gdybyśmy zlikwidowali podatek dochodowy, a co najmniej podnieśli drastycznie kwotę wolną od podatku do 20, 30, 50 tysięcy, to po pierwsze uszczuplamy wstępnie finansową strukturę państwową zaledwie najwyżej o kilka drobnych procent, a po drugie gwałtownie zwiększamy wpływy z innych podatków, głównie z VAT, gdyż ludzie mieliby więcej pieniędzy w kieszeniach, które zaczęliby wydawać, kupowaliby więcej produktów, więc wpływy z VAT by się podnosiły, polscy przedsiębiorcy mieliby się lepiej (gdyż ludzie więcej by od nich kupowali) i zatrudnialiby kolejnych pracowników, zmniejszając bezrobocie, bezrobotni zaczęliby wreszcie zarabiać a więc i wydawać, wydając zwiększaliby znowu wpływy z VAT, popyt by się znów zwiększył, przedsiębiorcy mieliby się jeszcze lepiej, powstawałyby nowe firmy, kolejne zatrudnienia itd.

Samo-nakręcający się pozytywny mechanizm, który mógłby sprawić, że pomimo zlikwidowania tego podatku, wpływy do budżetu państwa byłyby prawdopodobnie znacznie większe i zmniejszyłoby się bezrobocie.

Podatek dochodowy, przy tych realiach, wydaje się być po prostu niezwykle szkodliwy, szczególnie pobierany od najbiedniejszych, bogatych stać, żeby go zapłacić i często chętnie płacą. Nie powinien on być jednak zbyt wysoki, gdyż nie ma nic złego w uczciwym bogaceniu się, dając innym ludziom więcej produktów, usług, pracy itd. Powinniśmy się cieszyć, gdy ludzie uczciwie się bogacą i nie kombinować jak bogatym wszystko zabrać, tylko jak ulżyć tym biednym, żeby też mogli się bogacić.

Polski mały przedsiębiorca ma jeszcze kolejny problem. Gdy jego kolega z Anglii płaci 9 funtów (50 PLN) na tamtejszy ZUS to Polak, bez względu na to czy zarobił i ile zarobił, musi oddać ZUS 1000 złotych miesięcznie. Jest to gigantyczne, przymusowe obciążenie dla małego przedsiębiorcy, a nie mówi się o nim nawet jak o podatku.

U nas o małych przedsiębiorców w Polsce nie dba się w ogóle, ponieważ tylko duże korporacje lobbują w sejmie i tylko one płacą zegarkami czy drobnymi sumami warszawskim politykom w zamian za korzystne ustawy. O małego polskiego przedsiębiorce nikt tam się nie upomni.

Własnie jeden z największych finansowych rabunków, jakiego dokonano ostatnio na polskim narodzie, to rabunek związany z systemem emerytalnym. Załóżmy, że pewien człowiek odkłada każdego miesiąca przez 30 lat po 1000 złotych na pewnym koncie, na swoją przyszłą emeryturę i tak samo jak on robi 15 milionów innych obywateli. Powstałaby z tego łącznie duża suma pieniędzy, nieważne jaka, powiedzmy 5 bilionów złotych. Co by się stało z systemem emerytalnym, gdyby nagle ktoś wszystkie te pieniądze ukradł i wyprowadził za granicę? Odpowiedź brzmi : mielibyśmy ten system, który mamy dzisiaj w Polsce.

Proszę Państwa : tych bilionów złotych, które powinny być na polskich kontach z pracy wielu pokoleń Polaków, odłożone na ich emerytury – ich nie ma. Ktoś je ukradł i dziś, każdy pracownik opłaca kilkaset, do tysiąca złotych, nie na własną emeryturę, lecz na aktualnych emerytów, żeby mieli za co żyć. Rządy, żeby ukryć załamanie tego systemu zabrały pieniądze w Funduszu Rezerwy Demograficznej, później z funduszy emerytalnych, a na końcu przedłużyły wiek emerytalny do 67 roku życia.

Widać wyraźnie, że w tych realiach tzw. składka emerytalna, nie jest żadną składką emerytalną, tylko kolejnym, gigantycznym (dla małego przedsiębiorcy i zwyczajnego pracownika) podatkiem, który system zasysa od pracujących Polaków, aby ukryć swoje mroczne sekrety. Praktycznie żaden pracujący dzisiaj Polak nie może liczyć w przyszłości, nawet jeśli dożyje, na żadną godną emeryturę (jeśli w ogóle jakąś) mimo, że płaci na nią nawet do 1000 złotych miesięcznie, w przeciwieństwie do zachodnich kolegów, dla których taka składka emerytalna bywa znikoma.

Podsumowując : gdyby dziś w Polsce system emerytalny się zakończył i dziesiątki milionów Polaków zgłosiłoby się po odbiór swoich składek, które zbierali, zmuszani do tego przez dziesiątki lat swojej ciężkiej pracy, to okazałoby się, że pieniędzy nie ma i że rządy pookrągłostołowe mają ukryty dług względem nas, rzędu bilionów złotych.

Kradzież pieniędzy emerytalnych odbyła się m.in. przez tzw. „złodziejską prywatyzację” z lat 90-tych, ale nie tylko.

WPŁYW ROSJI

Kolejnym powodem, dla którego polska gospodarka nie może oddychać swobodnie jest negatywny wpływ Rosji i żołnierzy służb tajnych byłego systemu sowieckiego. Macki rosyjskiej agentury sięgają (jak wskazują dziennikarze śledczy) najwyższych osób w państwie polskim. Powstało bardzo wiele książek na ten temat, ale najdobitniej udowodnił to dziennikarz, Pan Wojciech Sumliński, który wpadł na trop potężnej ośmiornicy rosyjskiej i post-sowieckiej, która oplotła polską gospodarkę, wygrywa największe przetargi państwowe, wykrada tajemnice wojskowe, przejmuje polskie zasoby i prawdopodobnie jest osłaniana przez najwyższych rangą „polskich” polityków.

Pan Wojciech Sumliński zasłynął tym, że jednym swoim śledztwem wykrył i doprowadził do usunięcia z Polski, siedemnastu rosyjskich agentów, gdy wszystkie tajne służby w Polsce łącznie, przez prawie cały okres 25-lecia pookrągłostołowego, dysponując nieporównywalnie większymi możliwościami, wykryły dwóch.

Może to świadczyć o tym, że wysokie centra dowodzące w Polsce są kontrolowane przez rosyjskie służby. Przykładem na taką patologię niech będzie fakt, że WSI przejęła swego czasu śledztwo w swojej własnej sprawie. Jak ono się zakończyło nie trzeba chyba mówić.

Szczególnie interesujące dla polskiego narodu powinno być to, co ów dziennikarz śledzący moskiewską agenturę ma powiedzenia na temat Bronisława Komorowskiego i jego związków z postsowieckimi służbami. Opowiada o tym ze szczegółami w swoich książkach i materiałach filmowych. System medialny kontrolujący Polaków może tylko przemilczeń te informacje, gdyż są one po prostu porażające.

Niech znamienne będzie, że gdy przesłuchiwano przed sądem w grudniu 2014 roku Bronisława Komorowskiego, m.in. w sprawie jego kontaktów z rosyjską agenturą, to największe media, chociaż miały prawo transmitować wydarzenie na żywo, wolały informować swoich widzów o tym, że pewna posłanka jadła sałatkę na sali plenarnej. Zaczęto debatować o sałatce, zapraszać ekspertów do studio i zrobiono z tego temat dnia w czasie, kiedy zeznawał prezydent.

Przecież obrady komisji w sprawie „Afery Rywina” oglądała na żywo niemal cała Polska, a nie uczestniczyły tam zawsze aż tak ważne osoby. Tutaj występował prezydent w sprawie najwyższej wagi państwowej i główne media nie tylko, że same nie transmitowały, ale jeszcze zajęły miejsca mniejszym mediom, żeby tamte też nie mogły transmitować. Zamiast tego przekierowano uwagę widzów na absurdalny temat sałatki.

Takich przypadków ukrywania przed polskim społeczeństwem kluczowych informacji było znacznie więcej. Gdy posłowie przegłosowali, a prezydent podpisał, nieprawdopodobnie wręcz skandaliczną ustawę 1066, która m.in. zezwala służbom obcych mocarstw na wkroczenie z bronią na terytorium Rzeczypospolitej i wspólne pacyfikowanie polskiego społeczeństwa, czy główne media o tym informowały Polaków? Nie, wolały tygodniami zagłuszać przedostawanie się tych informacji, np. poprzez temat pt: „Matka Madzi”.

Wiele mediów głównego nurtu można już śmiało nazwać „rządowymi”. W zamian za pełną współpracę z rządem przeciwko Polakom dostają gigantyczne dofinansowanie. Chociaż rząd nie może dofinansować bezpośrednio danego medium, to może to zrobić pośrednio. Otóż spółki skarbu państwa mogą po prostu wykupować reklamy w danej telewizji, czy gazecie i to robią, w nagrodę za nieoficjalną współpracę w zagłuszaniu ważnych informacji i odcinanie Polaków od kluczowych informacji.

Nagradzane są też polskojęzyczne media przez Unię Europejską i Niemcy za promowanie integracji, a więc utraty niepodległości. W jaki sposób? Działają na terenie Polski różnego rodzaju Fundacje, wprowadzone przez Niemców według założeń planu Mitteleuropa, które przyznają np. finansowe nagrody za propagandę prounijną.

Nie mamy więc prawdziwie wolnego rynku medialnego, gdyż te media, które gotowe są na największe plugastwa dostają nawet do kilkudziesięciu milionów rocznie, a te prawdziwe polskie, jeśli jeszcze są, klepią biedę, gdyż wielcy reklamodawcy często boją się wręcz reklamować u kogoś, kogo rząd nie lubi.

WPŁYWY AMERYKAŃSKO-IZRAELSKIE

Ameryka jest od 1944 roku, od konferencji w Bretton Woods, hegemonem światowym i to ona doprowadziła do wyrwania Polski z sowieckiej dominacji i zamieniła ją w kolonię Zachodu. Ameryka sprawuje więc niemal oficjalną kontrolę polityczno-militarną nad Polską i działa tu wespół ze służbami izraelskimi. Służby amerykańsko-izraelskie robią na Polsce to samo, co działające w pewnej symbiozie, służby rosyjsko-niemieckie, tocząc ze sobą pewną grę.

Scena polityczna jest zabetonowana od 25 lat i stanowi raczej emanację tych czterech głównych sił i kilku pomniejszych agentur, a nie prawdziwych dążeń Polaków. Np. według słów jednego z założycieli Platformy Obywatelskiej była ona założona za niemieckie pieniądze, zapewne nie było to działanie charytatywne.

Ponieważ w doktrynie Rosji jest po prostu, wcześniej czy później, wchłonięcie Polski w ramach odbudowy ZSRR, a w doktrynie niemieckiej ekonomiczne zniewolenie poprzez Unię Europejską i plan Mitteleuropa, to wiele prawicowych środowisk postawiło na absolutną wierność Ameryce, która jednak wymagała wierności Izraelowi. To uczyniło Prawo i Sprawiedliwość taką potęgą na prawicowej scenie, ponieważ stając się oponentem agentury rosyjskiej i niemieckiej PiS zaskarbiło sobie sympatię wielu polskich patriotów, a po drugie i przede wszystkim, stając się białą rękawiczką Izraela na Polskę, PiS mógł liczyć na wielkie wsparcie agentury amerykańsko-izraelskiej, która ją wyniosła na szczyty.

Wygląda więc na to, że PiS składa się z trzech głównych grup :

1. oportunistów, karierowiczów
2. polskich państwowców
3. agentury amerykańsko-izraelskiej

z czego najprawdopodobniej państwowcy są najsłabsi. Wiele niestety świadczy o tym, ze PiS jest w gruncie rzeczy partią władzy i działa na korzyść Polski tylko wtedy, gdy jest to akurat zbieżne z interesami amerykańsko-izraelskimi lub co najwyżej im nieprzeciwstawne, czyli np. w zwalczaniu agentury rosyjsko-niemieckiej.

Co świadczy o tym, że PiS nie gra dla Polski :

1. Bezpardonowe zwalczanie polskich niezależnych patriotów, gdy akurat stoją PiS na drodze (przykład: zwalczanie Grzegorza Brauna, Ruchu Narodowego, Wiktora Węgrzyna przez powiązane media)
2. Wpychanie Polski w wojnę ukraińską i rozhuśtanie nienawiści do Rosji (na korzyść Amerykanów, na niekorzyść Polski)
3. usłużna postawa względem żydowskiego lobby (np. wstrzymanie ekshumacji w Jedwabnem decyzją najwyższego przedstawiciela)

W sprawie żydowskiego lobby gra toczy się o wielką stawkę.

Chodzi m.in o wyłudzenie od Polski, przez pewne cwane osoby, podające się za żydów (i plamiące dobre imię prawdziwych, szlachetnych żydów) gigantycznych odszkodowań od Polski (nawet 60 miliardów dolarów), za mienie żydowskie pozostawione po drugiej wojnie światowej na terytorium polskim.

Roszczenia te są zupełnie bezzasadne, zarówno z logicznych jak i moralnych powodów, otóż :

1. Polska przeciwstawiając się militarnie Niemcom, broniąc także żydów, straciła oprócz milionów ludzi również biliony złotych. Jest ona więc ofiarą, wraz z żydami, tych nieludzkich zbrodni.

2. Osoby, które wysuwają żądania nie mają żadnych dokumentów, które wykazałyby, że coś im się należy. Równie dobrze jakaś grupa cwanych Polaków mogłaby się dzisiaj skrzyknąć i wysunąć żądania finansowe względem Amerykanów za mienie pozostawione w Stanach Zjednoczonych przez polskich imigrantów, którzy umarli tam w latach czterdziestych, nie pozostawiając po sobie spadkobierców.

3. Polacy nie przejęli tych majątków żydowskich, lecz zrobili to Niemcy, a Niemcom zabrali Rosjanie, którzy sprzedawali je Polakom w niemal doszczętnie zniszczonej po wojnie Polsce.

A jednak Israel Singer, w dniu 19 kwietnia 1996 roku, na Światowym Kongresie Żydów miał powiedzieć, że jeżeli Polska nie zaspokoi tych żądań, będzie nękana i publicznie poniżana na forum międzynarodowym. Istnieje więc wpływowa grupa ludzi, podających się za żydów, która chce wyłudzać od Polski wielkie pieniądze. Od tamtego czasu powstały książki i filmy, których tytułów nie będę wymieniał, ponieważ są paszkwilem na Polskę i przedstawiają nas jako nieludzkich zbrodniarzy, wbrew faktom historycznym.

Pamiętajmy więc, że to nie jest kwestia 60 miliardów dolarów tylko Prawdy i Zasad. Nawet gdyby te żądania wynosiły 2 złote, nie wolno pod żadnym pozorem ich spełnić, gdyż spełnienie ich zrobiłoby z nas oprawców, którymi nie jesteśmy.

Prawo i Sprawiedliwość musi więc ostatecznie pokazać Polakom w najbliższych dniach, miesiącach latach po której naprawdę stronie stoi, gdyż na razie cwaniactwo, chciwość i agentura grają tam pierwsze skrzypce, jak w pozostałych partiach.

Oprócz tych czterech sił i kilku mniejszych, lecz wpływowych, agentur (francuska, ukraińska, angielska itd.), które działają na terytorium Polski jest jeszcze jedna siła, zdecydowanie najpotężniejsza ze wszystkich – to siła drzemiąca w polskim narodzie. Właśnie dlatego wszystkie pozostałe siły operują w takiej ciszy i konspiracji – boją się, że naród się przebudzi i zrobi tu porządek.

Wszyscy próbują więc nas skłócić, chcą byśmy się zwrócili przeciwko sobie, a nie przeciw bandytom, zdrajcom i oprawcom. Wmawiają nam, co powtarzamy bez sensu, że socjalista jest zły i głupi, że prawicowiec jest faszystą, że jak ktoś ogląda TVN to jest lemingiem, jak ktoś słucha Radio Maryja to jest nawiedzonym moherem, że naszymi wrogami są wierzący w zamach albo niewierzący itd. itd., a przecież wszyscy chcemy dobrze dla Polski, po prostu mamy inne informacje i w związku z tym wyciągamy inne wnioski. Przecież małe dziecko, które chciałoby rozdać wszystkim ludziom na świecie cukierki jest socjalistą i z tego wyrośnie. Każdy z nas, przez całe życie, zmienia poglądy bo dowiaduje się nowych informacji. W jaki sposób nasze poglądy miałyby nas czynić wrogami? Wrogami Polski są ludzie, którzy chcą nas uśpić, okraść, zniszczyć, zniewolić i skłócić, a nie ktoś kto ma lewicowe, czy prawicowy pogląd na świat. Wybitny polski filozof, prof Bogusław Wolniewicz wprowadził bardziej adekwatne pojęcia : lewoskrętności i prawoskrętności.

Tak jak potrzebujemy i Ojca, i Matki, tak naród potrzebuje ludzi myślących i prawoskrętnie, i lewoskrętnie. Nie walczmy ze sobą, lecz jednoczmy się przeciw ludziom, którzy chcą naszej zguby, bo właśnie kradną nam naszą Polskę, kiedy my się kłócimy o błahostki.

Kim jestem?

W tym momencie mogę o sobie powiedzieć bardzo niewiele. Jestem kimś, kto nie zamierza pozwolić polskiemu narodowi upaść i stoczyć się w niebyt. Nie pojawiłem się nigdy wcześniej ani w telewizji ani w radio ani w internecie. Nie stoi za mną żadna grupa ludzi, żadne służby. Nikt obecnie nie zna mojej tożsamości, a każdy kto twierdzi, że wie kim mogę być, z imienia lub nazwiska, po prostu się myli albo świadomie wprowadza ludzi w błąd.

Chciałbym, żeby ten list stał się iskrą, która rozpali w nas wewnętrzne pragnienie odzyskania Ojczyzny z rąk rabusiów i zdrajców. To nie my mamy się stąd wynosić, jak nam się nie podoba, tylko oni, bo ten kraj dali nam w spadku nasi przodkowie będący tu od samego początku – od tysięcy lat na tych ziemiach.

Jeśli wszyscy razem już dziś postanowimy, że nie pozwolimy zniszczyć naszego kraju, naszego dziedzictwa i bez końca go łupić – to już wygraliśmy, a w ciągu kilku lat stanie się to oczywistym, namacalnym faktem.

Ludzie, którzy zdradzali do tej pory Polskę, czy to w służbach, czy to w sejmie, czy to w sądach, czy w spółkach skarbu państwa, muszą wiedzieć, że Polska się budzi i że ich przyszłość zależy od tego, co teraz zrobią.

Musimy przedstawić im plan pozytywny i negatywny. Powinni zrozumieć, że jeśli nie przeleją polskiej krwi, nie będą zwalczać polskich patriotów, nie wyślą nas na wojnę i nie sprokurują tutaj żadnej, to grozi im co najwyżej wygnanie z kraju, natomiast jeśli będą chcieli z Polską walczyć, np. zawiesić demokrację, wprowadzają stan wojenny, czy obce mocarstwa do pomocy, to musimy im obiecać, a nawet przysiąc, że polski naród będzie ich ścigał po świecie, przez całe pokolenia, jak zbrodniarzy hitlerowskich i tak samo ich potraktuje. Miliony na kontach szwajcarskich, czy w rajach podatkowych, im nie pomogą się ukryć.

Więc to, co teraz możemy zrobić, to przyglądać się rządzącym na ręce, fotografować, dokumentować wszystkie przestępstwa, każdy urzędnik musi wiedzieć, że przyczynianie się do fałszowanie wyborów to zdrada narodowa.

Nie dajmy się jednak podpuścić na żadne krwawe demonstracje, które mogłyby się przerodzić w Polsce w wojnę domową.

Jeśli w służbach są jeszcze polscy patrioci, a wierzę, że tak, to musimy dodać im otuchy, muszą wiedzieć, że nie są sami i że ich uczciwość, bohaterstwo i oddanie Ojczyźnie naprawdę wiele znaczą i będą docenione, gdy odzyskamy wolność, a nie tępione jak dzisiaj.

Polska położona jest dokładnie w samym środku Europy, a z geopolitycznego punktu widzenia (geograficznego, politycznego, handlowego, kulturowego) leżeć w środku Europy, która jest centrum światowym, oznacza leżeć w samym środku świata i być bramą pomiędzy cywilizacjami wschodu i zachodu. To z tego właśnie powodu tak wiele historycznych konfliktów wojennych wydarzyło się na naszym terenie lub w jego okolicach i choć brzmi to nieprawdopodobnie, w gruncie rzeczy, patrząc z bardzo wysokiej perspektywy, ten kto kontroluje Polskę kontroluje główną bramę świata, a więc i świat. Fakt, że do tego momentu, przez tysiące lat, przetrwaliśmy mimo prób rozszarpania nas ze wszystkich możliwych stron i wymazania z mapy jest właściwie cudem i dowodem na to, że mamy do odegrania niesłychanie znaczącą rolę. Nie stać nas na bycie małym, użalającym się nad sobą krajem, który może sobie pozwolić na luksus słabości czy choćby przeciętności. Myślę, że prawie każdy z nas podświadomie zadaje sobie z tego sprawę, że albo staniemy się znów Wielcy, albo przestaniemy istnieć na zawsze.

Niektóre z kolejnych ujawnionych kroków pokażą całemu Narodowi, w jaki sposób Polska może znów stać się Wielka, ale najpierw musi stać się świadoma plugawości obecnego systemu, który nas więzi i ciągle oszukuje.

Dlatego ośmielam się prosić rodaków o rozgłaszanie tej wiadomości, o przekazanie jej Polakom, o duchowe włączenie się w chęć przywrócenia Polsce jej pradawnej wielkości, o współtworzenie nowych, polskich mediów, które będą prawdziwymi oczami i uszami naszego narodu w nadchodzących trudnych czasach, wierzących o modlitwę, a wszystkich o wsparcie finansowe dla polskich patriotów, gdyż dziś to zdrajcy dostają miliony dofinansowań na swoją działalność.

Pojawię się znowu jeśli ten list spowoduje rezonans w polskim narodzie i uda mi się odnaleźć co najmniej 12 dużych, prawdziwie polskich mediów, które dodatkowo zaszczycą mnie możliwością opublikowania treści następnego kroku.

Następnym razem postaram się też dostarczyć nowe narzędzia, które odmienią sposób komunikacji między milionami Polaków.

Na koniec :

Jeżeli w wyborach prezydenckich w 2015 roku zwycięży Pan Grzegorz Braun (jest to, moim zdaniem, zdecydowanie najwybitniejsza postać całej polskiej polityki) będzie to prawdziwy Cud nad Wisłą i największy sukces Polski od czasu legendarnej Bitwy Warszawskiej z 1920 roku (nie licząc wyboru Karola Wojtyły na papieża). Nie doczekaliśmy się przez prawie sto lat z tamtej wielkiej okazji nawet łuku triumfalnego w naszym kraju, dlatego aby uczcić ów zwycięstwo, pisząc na zakończenie wiersz chciałem również, żeby miał on dokładnie 1920 znaków, co się udało.

Uratowaliśmy wtedy całą Europę a więc i świat (zresztą nie pierwszy raz i nie ostatni) a prawie nikt o tym nie wie ani na świecie ani w Polsce. Praktycznie każdy Rosjanin, Amerykanin czy Anglik, choćby nie wiedział nawet gdzie leży Polska, to doskonale wie, że jego kraj wygrał Drugą Wojnę Światową i wie jakie to było ważne zwycięstwo – tak się buduje morale i dumę narodową. To, że my nie znamy naszych triumfów i nie obchodzimy ich odpowiednio jest kolejnym dowodem na to, że wciąż rządzą krajem ludzie, którym, mówiąc eufemistycznie, niespecjalnie zależy na tym, aby Polska poznała jak wielkim i wspaniałym jest w swej istocie narodem. A jesteśmy narodem wielkich, szlachetnych wojowników, którzy przypomną sobie wkrótce swoją chwalebną historię, powstaną z kolan, wrogów swych zniszczą i zbudują tu, na swoich ziemiach, tak wielką i wspaniałą cywilizację Prawdy, Wolności i Sprawiedliwości, że nie będzie powodu, aby kiedykolwiek przeminęła.

Sława Wielkiej Polsce, która się rychło przebudzi.

Wszystkiego dobrego i do zobaczenia wkrótce.

Proszę

I – Otul swą miłością Nieskończony Panie

II – I przenieś znów w kojące Serca Twego tonie

III – Zanurz w tej błękitnej ciszy oceanie

IV – Gdzie dusza jak embrion na matczynym łonie

V – Proszę utul nas Stwórco Nieskończony Panie

VI – Choćby snu chwila a gdy oczy otworzę

VII – Ten świat uniesiony na słów moich rydwanie

VIII – Owinie nieba bramy jak ogniste zorze

IX – Gdy pokażę im to miejsce Nieskończony Panie

X – Gdzie Prawda Twa płynie jako strumień cichy

XI – Wtedy runie wodospadem w dumnych serc skalanie

XII – By rozerwać na strzępy kajdany ziemskiej pychy

XIII – A człowiek jak w Edenie znów dostanie wybór

XIV – Gdyż głos wykuty z ducha lśniący Ekskalibur

XV – Tym co łeb utnie Hydrze już wzniesionym orężem

XVI – I odejdzie Stara Ziemia wraz z prastarym wężem

XVII – Tyś wyznaczył nam swą drogę Nieskończony Panie

XVIII – A choć ścieżki Twoje ostre jak skaliste granie

XIX – Prowadzą tu do Polski do słowiańskiego domu

XX – Na te szczyty tajemnicze mistycznego Syjonu

XXI – I widziałem jak duch wzleciał nad niemocy mury

XXII – Jak pisklę orle co niezdarnie woła swej natury

XXIII – Gdy wyrzeka się gleby trzepocząc skrzydłami

XXIV – Tak i wzbił się naród polski ponad narodami

XXV – Cóż za honor mu szykujesz Panie Nieskończony

XXVI – Orzeł nasz to Feniks z ognia ducha odrodzony

XXVII – Wielkim sercem wyniesiony ponad krąg wyruszy

XXVIII – Skryta moc szybująca hen na skrzydłach duszy

XXIX – Tam słabości swe skruszy i by odnowić Ziemię

XXX – Przyniesie ludom wolność miłość zjednoczenie

XXXI – Oraz sercom natchnienie jak promienie Słońca

XXXII – Jako lawa niby zastygła lecz w środku gorąca

XXXIII – Tak rzecze i mój miły co był zmrużył powieki

XXXIV – A oczami swej duszy przeszył wszystkie wieki

XXXV – By zatrzymać się na tym w którym ręka w rękę

XXXVI – Niesiemy Wielką Polskę niczym muzyk piosenkę

XXXVII – Ma Ojczyzno jam dniem w którym Ty natchniona

XXXVIII – W swoim wielkim obliczu wstajesz zjednoczona

XXXIX – Uniesiona jak Polaris na gwieździstym niebie

XL – Tak narody będą patrzeć w podziwie na Ciebie

XLI – I czekam na tę chwilę z wielkim utęsknieniem

XLII – Bo wołali już że wolność a ona tylko cieniem

XLIII – Zrozumiesz gdy przyjdę i mrok Słońcem chwycę

XLIV – Gdy uderzy Światło Ojca wnet w Twoje źrenice

Filadelfio

——————————————————————————————————–

INFORMACJE TECHNICZNE

Szyfry zawarte są jeden w drugim.

W tej chwili jest względnie mało istotne to w jaki sposób samodzielnie odszyfrowywać kolejne kroki, dlatego szczegóły techniczne i specjalne programy do odszyfrowywania przedstawię następnym razem prosząc tylko, aby każdy, kogo interesują te wiadomości zapisywał je u siebie na komputerze, ponieważ mogą zniknąć z sieci lub zmienić niespostrzeżenie swą treść.

Dla ekspertów pozostawiam następujące informacje autoryzujące ten list:

Hasło do szyfru początkowego : HWsUQamTG3WaQmI92TFrcxZNmk2EiAq50bb9LvOjm9RtjQw4Ymq-3qj@wj*X

sposób szyfrowania : aes-256-cbc

Po odszyfrowaniu pojawi się w niektórych wiadomościach tylko nazwa kroku i zakodowana wiadomość kolejna.

Pełna treść pierwszego kroku po odszyfrowaniu :

——————

Krok pierwszy.

Naprawa pojęć.

Poniżej zakodowana treść drugiej wiadomości.

U2FsdGVkX18V4Lh8fTdSBIxydbs3sjkdWcwZxcOqCYKvOlR4fSAYuNlLNAaso4N9

ZLNO/O7Ll2x/J1sZm6SrDPPBLcIFoo8UGG6Z5l/4g9nQJUvsgi8Cri22TJCfrTa0

W4MvMRi2sgVcvP2P/d2EFwUaK8zchRk3Lf7W4/OQOECbqqOCgXadQtDm/3nudjuG

20AIyLE4geLg2M0i98HU6VhzvRvcWNNwRBO7o5/cZY9R67DzMBZ3PBSDzGVVKdG3

rVPmPl6GzM+8U3UzbZ6Ls/0ZEpaSDzIYDL6wTZ64QwWUMKa7nL9glMkGgCWDesnA

JQoEzJjvefo4C1F+h+FNIe9qE32PNm5APZA9Ti2bfzwuvJjJM9h0MSPoD33VBOoD

oXH/O+MtivPRk7sEFKrxp6S3ZW3S4Hn25p3244hv0RsnpGIMd5saPYJIvJaxddz6

mAlXHmP0nEsYbDHEr+J82TRQrs9tOamHfWILH2pBv2+OQR0Y4zc7smR3QgtJgdac

0/cRsDSqoyPrXHvqyw85SKa3jWr2cqeZ/G2M71nttW6uX3MtE/dZRpLi5sJZXAp+

WzYMR3q/pFmiPdMOXa5YjR0IMOnvnQ5Kcz7kXHAhU5otobLY11SgwS5E4kfa/NTz

4j0zY/Hw2JF4vQtMsVSlCd/eY+RQ96jDbsxGF2bXkEF6RSp7L0AYIgkdCNFZ6a5G

sQVCEMWcSP2LJKN9b52SeGTNos4nn+9DhkDE5kVyD7y9+If4LqvKIm+ThmYu5+LT

QhqhGBNMOKML0TnwOTma5qi/XLSXgw4S8ZaKQZ75foR8tmiLunxWOWoQLFsiv08u

HFer6F14h2hpxZSeea75xtUcYmKM71fPZWj88VUFBC3XHlPFfOSyOXFeq/KJVbEV

c1utUT5tlO8MGAnkQi8GU+OPEjXx6Ufdv4gfjpobyDb9d1HWK3bm9QNFSyHwgrKd

4mQwwN1ylyedHpTkJzBLNJOxC0uHwHIfQkwX7s7QjfAIHqdVAE+tCwIrt0rtCWaa

3OA7x417Du62O8DmIWk40ZUup1Q3XhuDVlZJtojpoMwmZ/IKFkODQdW0+86Qtzc3

3phJeZH3BH7l/zjQ7b/4XMSWrRijAVZ8ky1lDsmhyjObG5NS2ozC6lYX18CZP1yQ

Tdob0NOvPU7fe8E0THZf9QurCyo7OsHhEkWvdPn0toA1dRuDMaAkxkMh0sZVO+2r

zc56qYqcsF5O1ucQQ7guk9qJaaVSy8Dp4PldqMCkU2EkuhgeEZSbEGjPyRNOxCX0

snKTweJztrEJ/s16j+VXF3KEoKjFkVCApdr2Z1W7XVTp/279HEUz8899iodrYxeY

JgAVbsFFUTOPXN9Q5eOH6vQWtKuu9BXssSh8IEoe8WtVqqwmpNRg+FOV+G4qKGjj

5GKcabQTdr3n+xXRl1EQm08DRAb2UhsmM+tmEZ9Fv5v5wmKe8u2ZSHHFlLfGUcku

zZRjpuQePhkWpatV3FbDn5sXb45dC6NS3zm0zk2s/CRsiAqnJcypnvVfBPhWowe9

zKaZRGJa+H3uJfgn5J2vIhGg3UKf6egGy8XA6AiOMjAeyf8GXSsh4bbuUIaglWOZ

uD8AOpSVdGeE8jbBo78ysgmozkESebYQ8j3zkJjgPAK0lm0hHX0/QS3J83fT0fq2

4dUJbljwH6/2q4bGnDNixfLjlkIJbrcX6pq1KakBdjurbNVWqzyIMNumj6cM5cHA

JFJMuGxpuuHnSHqhViCPz2zXDBGMYCnplhMc90qM9eUuAayI3P7giOSQErHwaNqQ

fE8MWfumi3oZWazpQy4UK/8rZPKgk90WAQ31xOcGJExiHsXr64zPkVTPh6f3LV44

diOEfEnpFWoTonAl6pzmuf+NpL3WQcmh9APauT6qrHGQ8B1wXL4EVU8G3udhXM9i

ROv0jQ28/6Ejn0JgXtv4qKK2rzIbOfWbMOSH9YNlgeuNG+tKWByTvdEBSUl0+riZ

c/20zdgQbYvFqiyiioNuO8/CbbRdvRL1H7n8iRpj3KKVh7FqUrxUCUxUG2W84q3j

BKHndWzHxpNI4P1hmV5lzQLagK8zIvAtuchiS2/TG9CZbHR5OFapLzNWQBOAvjZ+

rkkdyyAlVZaOFfNl8v0fXL30Oxu4unzih1feE4/tGol5iwcVwUhr6ZYoDQaEqi8A

9zDdAo6hBT9w+dEr3UNhsvKX5MLgFgen14cICTYo6K5KROvVf4OS59U9dikEfxA5

DOLuXwtkWleM4X0khUxFfFTiQx3XdMMOg7zmYgb9wqlpq82DfqbQ1Fo6ZwnMCIGI

fiGqy5CJ4MMasLeB2e78B36eNWzAOc8QWDmGdxnYUMZgPY++ftgJx33ZIYLGIKMM

8bafbuAHNvqsB4qfWzrj+bwHpB8tjOyAZ6Bnxkhwna5m4o1tGx5rpNNMKiYgZOHq

TvhrdV9B+/gwNds7lTkJ59FduKpaAmCZsqzj0exgwICRJYF0qAf/dXhpoNcZmKtT

4TrGFaYoi4jTfsn5sQGkbkY27QyfQH9tO4cyBPx/cjuy/+42nw/JUEIPn/XnI/xv

gPch5JlTGqEsIHSyMVlH2aUYc4HeBboUTvc3sbf9Kw47dIK3fbd1Dpp96Uz+RzjL

Nv4/4aYSpGpmbQEr/jkqchPhANlHr1wpyRid/XS1Mvg/jt3VapkLlnXU+4U6Vv4i

s0q/MK4qZuFQELWu7C35UpacCocp6wt1FjQbgJFmvoV5+xJGBidD42vV0/dUjz/e

NwwLluA38UXDgAcsw7c7Nhd+8+xBWxpAZlT39Yg8PfMpLQjbsZfV8aoxFmR5hFD0

tuGLgFv5xWrcwnOj9xKpJtEJbVPRGyYk/XFFSh1kSGSqv0fnw2ix4MHVntXVEre5

wlm3qBH+0zKTYa6OBe540G78sdeTt4ZL/+SMLZtf8N6wQU6joJscgzWlwGYrXJ07

OL07F8X6ALxoaymGD43FXzhVLFzr1duGcBBH55C2fQgub6FQxFQ97ZKwEJcgDoEo

O4kl+mawzyascHYMLJSJUgGPgZK7uASqLjugJgjG3D22v8FPIi+gbcrn14lZ/k68

Weo5QapBsydbI9454n06KIyN8j8RAEVAR34SgFbNrvd7BlckPUg6WEsP1v1Ve/ha

s5ydzyOFfwtvW64DkrgqQ3KCCzSJj4LGRMGhLIrr0DDUmb0BxhZ2l3S73EM9cZSb

hCaOe/BBTE6E5NGxp4q4pSPGPTyGopzK+1rD1UxdRhp0YSJ7McuuM9lVWTsuv8m0

yHe02nITzWD4RBBoQYuLr0711Yfdz9De+tEvqx3UX4XtpY7FG5VpP4hmqXp30LZV

aHpBhCppjrI5m7U/fwTmRKn+M3JQ0H8VRgjZZVgPoy/PTrNhrCrUvACckMtCSkjD

iDI3c5Q+jrciaS1ooXNzM/hpOiOHgTgwUYEVLYL5iUHd9xNLBlsGnnswcNmsAZzn

IFIzoNGgDCnqLqyqNFab0O6rA/Eep69Md5KNC7+4ENOQyrVhKN7zYQqfPnjrub2N

oRc7Gt8i/1mLS05M0l1dvfGvxFitmFTdwvEqICv5+PT1MAuebPOrxnNojnd43jlz

UGLe8THw7kyKFm+UNB7MUVsrhP0Fy7Cx0g7BRI08fFvIuzX11rGdTTvrnsNDBlds

A5efi/8CyMefL0v8TDSWJ6t+8wnamlrxC3zU8l5/Az0BVZDP+jwBE3x0EF4/uAQ4

Hn9wOxU2aAK/HpQPSb+Ym91sjxYI4WGKY7h17j2C3mnIWu1j+AJpPGKmQTPyGs8F

p80oYLzEAksBb8DWBrDZMZuXOfpmGEdD8oLD4/9A2PRRH4eCeypOTu7VGWnJZC4P

D9Ky60IDIEDxIfoqqU9z5xtKUH2AFAKqiHcmKvDlCwAPwb9urGOUxt9Q+mhWEm16

BPg8HCK42VZdK5wB0cfHXjAXjuAjQpid5ioSnFUdhpvJvcumwD3iKqKRoIeb/C5q

DMSUGOhxlxNLsF9BqVrpCwaMjUQjiMHXn8WKhYth2YzVwL4lT0FeurtWVZ2wRPMW

ZzM0NweHUranadYs5TSG9sf6q7RgaxSKPya7xo/ypQq09N+/n/ojcjntDerBulv/

MQnHly8Uu/JWd+FK3BLkg80VkOJG6LOGYn+ejtV0P+nhPIuTxtmPM94FjYRfdvOy

0kUSAr0e7S49pACu9TxzDMLvqvQ/liYYzEHtiTXGzeWNHSBkuSpZXCFi8J6riFC+

nQ+Y7+2Uc8bVajk9TQhlS4Y7OrS+X2nFcrocruuGfdbecmgXuV8o5SHMGPDW4Qa5

cZb6nf9x13MpmyMrEUboeIlYhmHgzPeu/aA5y7w19A/JVjcMFwV1w0kOBXln8q7s

Twbpfn4/SEwokVVw57fZRblWIcb1cgR8m2Oq0olO8hTaFJgu11LO8HLa88CI8HG9

xzwKJQ8lxUeDAPwHjXEMS1U2C0rBHQ2nIaBwq9HlVtFkqgkK7f6rnN8axIujBQBP

RPq5TSl9CbWz8q4aYvf9KYbfhLow5iM5A1BOYNx+pzGOG/uCnLHJfoAlnMW5ZVRd

9BgJ8UAZ1PPzgbO1nGLPzRJoDl+1PcCijjSwIWBvy/Q32ex0Tj3L+woEAt+uKm9q

JzwKsvj/383GpShGGbOqubjy6jozJKrcU1SYroUaBD1v8N1rgLMJxDF9foudF1sn

dly0S5PWNZ56+8g4KGAyUQ5gCaihfp5SH8kLzUTJhZgxx4mdfTEh7dHflA+/nksa

XH+fMaZzWR8x/1Y5xsm2Mo3vYwWIkLb0k9MPSqBF96FMygUNbFmaHRwez3lg/BP7

0TMfcW2NVlByCLqoUDYClQ==

Nie do końca się z tym zgadzam, ale ogólnie podoba mi się, sama akcja. JS!

Oryginał

Na odparowanie 27.04.2015

Wyprawa! Jest jakiś tekst, są zdjęcia, zapraszam! 🙂

FAMILY FISHING TEAM

27.04.2015, ciężki dzień od samego rana. Zaspałem nieco do pracy, co się nie zdarza. Na miejscu okazało się, że moja koleżanka zastąpiła mnie sprawnie i po nieciekawym rozwoju spraw, już o 9 z małym groszem wracałem do domu. Tam.. chwila namysłu i pakowanie standardowego wyposażenia, które prawie zawsze było w objęciach mojego wzroku. Szybki trucht po schodach na dół, do garażu, aby zamontować wędki na rowerze i już jadę. Padł pomysł aby tak oczyścić głowę. W końcu uwielbiam rower, przyrodę, wędkarstwo, brakowało tylko ciężkiej pracy do całości, ale to już było zaplanowane na dzień następny. Cała droga praktycznie już kilometr za moim domem wiedzie wzdłuż nowej trasy na Poznań. Widać na zdjęciu zielono białe ekrany.. Droga drogą, a ludziom z Piastowa zrobili przy okazji deptak. Cała, wspaniała, pusta prawie dojazdówka przy murze. Po drodze minąłem kilka ciekawych miejsc gdzie robiłem zdjęcia kiedyś i wpadłem na pomysł aby zrobić teraz jak…

View original post 434 słowa więcej

„M2 Nieobiektywnie” – czyli Nasz pierwszy raz z Ka!

Zapowiadam, publikuję bo nie mam siły, a już dosyć się nabazgrałem. Cudnie widać całe Skorpion’a pisane wywody, H2O płynie, ja razem z nią. Muszę się nauczyć, na temat, na temat, trzymaj się tematu, wróć do tematu, to nie temat, to nie związane z tematem, tu nie ma nawet litery z tematu, wróć i wnioski wyciągnij. Metro… miłego!

Serce się cieszy, że przyzwoliła opublikować swoje myśli moja Kochana.. Kawałek, rąbek, ułamek wyrwany, jest dla mnie pożywką. Więc smaki spijam…
Tekst poniżej, to osobista recenzja Szanownej Panny, jak można się domyśleć czytając oczywiście… Ech, to właśnie zlewane wodą, moje opisy!
(Mój tekst o metrze jedzie jak ono, po nitce szybko i krótko, a się potłumaczę, taka trasa. Reszta zlana woda, o wszystkim i o niczym, bóle, jęki, żale).

Dziewczyna, Kobieta, pewna siebie, wspaniała i wyjątkowa, która to sobie tylko do poduchy klei słowa…
Panna K E.T, niejednokrotnie wspominana na skorpiona blogu w minimum, co drugim wierszu, czyli Panna „KA”, moja Wspaniała! Wróżka, która nie wierzy, że one istnieją, moja Ukochana, której zawdzięczam chociażby tego bloga, większą pewność siebie, której brakowało ostatnimi czasy, dumę z tego, kim jestem i co robię… Przede wszystkim dała zaufanie, które ważne jest w życiu wyjątkowo. Dobrze wiedzą to Ci, którzy dobro wewnątrz noszą i nim się kierują, na co dzień lub chociaż by chcieli i po malutku próbują, a to nie łatwe. „Szczerość przy nadziei obradza” tak powiem ładnie, licząc, że nikt tego nie wymyślił i będzie to cytat autorski Pana Skorpiona :P! Rozwikłać potrafi niejeden problem, musi tylko być przede wszystkim!
Miało być o Warszawskim metrze, tymczasem jadowity już się rozwodzi*.

(1) – M2 Nieobiektywnie by K.E.T.

„Dziś, pomijając oczywiste radości wynikające z celebracji Dnia Kobiet, miasto uraczyło mnie darmową przejażdżką właśnie otwartą, drugą, linią metra – M2!
Ci, co mnie znają doskonale wiedzą, że forma rekreacji sprowadzająca się do wszelakich podróży komunikacją miejską jest dla mnie nie lada wyzwaniem. I mowa tu nie tyle o wyzwaniu dla ciała, co dla ducha.
Jak rasowego obywatela naszego pięknego kraju, jak coś jest za darmo, i nie jest to dostanie w pysk, to się bierze. Więc i ja poszłam tym tropem…
Historycznie rzecz ujmując budowa drugiej linii metra ruszyła gdzieś w połowie 2010 roku. Co oznacza, że po dodaniu prac przygotowawczych przed startem samej budowy – druga linia powstawała ok 6 lat. Niezbyt biegły w rachunkach umysł szybko wyliczy, że to wychodzi prawie rok na jedną stację. Niezłe tempo.
Przy okazji, absolutnie nie chcąc być złośliwą, dodam, że londyńskie metro w XIX w. Wyglądało bardziej imponująco niż nasze teraz. I nie mam tu na myśli wyglądu w sensie odczuć wizualnych a takich czysto „objętościowych”. A skoro już o wizji mowa to specjalnie też nie porywa. Choć widać tu oczywistą spójność. Literki na każdej ze stacji zaprojektował leciwy już mistrz Wojciech Fangor. I może właśnie dzięki niemu nie mamy znów stacji w historycznym stylu „od Sasa do Lasa”.
Szkoda tylko, że na każdej stacji na bocznych ścianach schodów ktoś bezmyślnie ulokował płyty przypominające kolorem ślady po spływającej rudo-rdzawej wodzie. O ile z przyczyn oczywistych sprawdzi się to idealnie na stacjach w okolicy Wisły – to na pozostałych już nie widzę równie sensownego wytłumaczenia. A skoro już o schodach mowa – to nie obeszło się bez awarii – i to aż na trzech stacjach drugiej linii. Niezły wynik jak na siedem stacji pierwszego dnia…
Wrażenie robi stacja Stadion Narodowy, będąca największą stacją warszawskiego metra. Warto tu dodać, że kosztowała tyle, co lotnisko w Modlinie. I to nie jedyna zbieżność tych dwóch miejsc. Imponująca stacja w środku niczego – aktualnie straszy pustkami. Co może się zmienić?
Wrażenia wizualne wzmogły urokliwe obicia siedzeń w wagonach. Wiem, wiem, dla niektórych to żadna nowość, ale dla kogoś takiego jak ja; korzystającego z komunikacji miejskiej od święta do święta – to coś nowego. Miałam okazję usiąść na latającej Nike i wymachującej na barbakan szabelką Warszawskiej Syrence. Ładnie.
Odbiór stacji urozmaica znany głos Macieja Gudowskiego. Najbardziej podobało mi się radosne „Stacja Nowy Świat”. I nie żebym miała coś przeciwko; w końcu głos wybrany przez warszawiaków – niewątpliwie najlepszy z proponowanych przez miasto.
Długo jeszcze bym się mogła rozwodzić o swoich odczuciach z podróży, ale darowanemu koniowi itd. A ponieważ było za darmo to zostawię swoje wywody dla siebie. Niemniej jednak „wycieczkę” polecam chociażby w celu wyrobienia sobie własnego zdania na powyższe. Niestety wycieczka nie będzie już ani darmowa (od poniedziałku płacimy normalnie) ani tak kameralna (słoiczki wrócą do stolicy, więc przewiduje się szturm na M2).
Bez odbioru.”

Powyższy tekst – Autorstwa K.E.T. 
Ta również została skażona majestatycznym znakiem Jej Królewskiej Skorpion’owatości. Wszystkie cechy rasowego skorpiona w czystej formie! Uwieeelbiam! Poniżej moje słowa, przemyślenia – Ja Skorpion’a!
Tak mnie ukochana pobudziła, jak to potrafi tylko Ona, w środku nocy…
Głuchej i cichej…
 
Ciekawie opisane! Osobiście, (wyłącznie) w celu wyrobienia własnego zdania, na pewno się nie wybiorę. Byłem na otwarciu pierwszej linii metra M1, niestety po otwarciu. Jak to przeciętny obywatel, niepodróżujący zwykle w czasie świąt, czy to podczas uroczystości otwarcia, (co bym mógł zaoszczędzić, poczuć, że z przywilejów korzystam) niestety sam musiałem zapłacić. Jak to Polak, taki zwykły, szary, dobry człowiek, co po tyłku dostanie albo nie dopcha się do koryta (tu korytem oznaczyłem możliwość darmowej przejażdżki, jednak temat znacznie głębszy). Ale nie dla mnie.
   
Moim skromnym zdaniem – Jako tester’Ka, sprawdzacz’Ka, opinię niosąc swemu rodowitemu miastu, a wspólnej stolicy dajesz radę. Powinna wizyta ta, starczyć za odwiedziny połowy Warszawy, co najmniej! Mnie to wystarcza, dumna, aczkolwiek nieco smutna Warszawianko. Współczuję, rozumiem, częściowo popieram, nie jesteś sama, pamiętaj! Powodów znajdziemy dziesiątki, jednak jest jeden wyjątkowo ważny dla urodzonych i zamieszkałych w konkretnym miejscu, tych właśnie miejscowych, zasiedzianych od czasów dziada pradziada, kto zgadnie?
Wiele miast większych tarmosi ten sam problem. Tyczy się to też małych, na przykład mój mały Piastów! Stał się w lat kilka sypialnią stolicy, bez miejsca na wypoczynek, oddech, rekreację czy choćby możliwości posiłku na mieście.
Słoiki, słoiczęta, weki, stare słoje, po których wiek poznać można oraz twisty!
Dla was też jest metro, Hurra! W Warszawie, więc zapraszamy. Cieszmy się wszyscy, ponieważ w reszcie mamy! Nić, nitkę, krzyżyk z dwóch nitek, dwóch eMek. Małą, bo małą, ale co z tego, skoro do celu niczym Tezeusza poprowadzi, nawet więcej zawiezie, a nie zmęczy drogą niczym prowadzonego po sznurku biedaka. Zwijać nic nie musimy, plątać, chociaż zwijać można. Jak najprędzej radzę, biegiem ze stacji, jeśli nie mamy tekturki czy karty ZTM city-traveller umożliwiającej bezproblemowe przebywanie na terenie obiektu i podróż komunikacją, uprzednio uszczuplając portfele. „Pracuj by podróżować, podróżuj jednak nie za daleko od pracy, bo nie będzie, za co” takim faktem koło nam się zamyka!
    
Pojadę na próbę, a co jednak tylko pod pewnym warunkiem moja Droga.
Zgodzić się musisz i chętnie z promiennym uśmiechem oprowadzisz obywatela, bratniego Skorpiona, poniekąd, jako bardziej doświadczona podróżniczka (miastowa). Nowa linia metra – krótko M2, czeka na Nas dwoje! Okrzyknę Cię tytułem osobistej Pani przewodnik! Obiecuję trzymać się blisko, bliżej.. baaardzo blisko. Oczywiście za rękę iść oraz nie wychodzić po za wyznaczone linię. Przede wszystkim jednak nadając Ci tytuł zapewniam, że tym razem zrobię to po cichu, po co tłumy gapiów mają się wlepiać i w weekend opowiadać, co to się nie wyprawia w tej Warszawce.
Odwdzięczę się, jeśli zajdzie taka potrzeba. Zabiorę na ten przykład w kwietniu na rajd taczką do PST! Może się spodobać.. Na pewno, czytaj, trudne zakręty, nietuzinkowa trasa, niebezpieczeństwa na każdym metrze i mimo niewielkiej wydawałoby się szybkości, emocje pewne, większe niekiedy, bo z Kochanymi! Wspomnę, aby wzmocnić i zbudować chęciom podkład, jak wciskając gaz podczas zimy, skręcała Mała, ślisko na drodze.. Antoś na krosie poleciał bokiem, mimo, że niby jak kot na cztery nogi.
Delikatnie pokażę wodolejstwo, nie usunę wszystkiego niezwiązanego z tematem przewodnim – już wracam! Do pisania o metrze oczywiście…

Jak już zauważyłaś, szału nie ma, miejscami zupełnie bez pomyślenia, jak i pierwsza linia, a przecież świat Przykładem świeci, podsuwa, błaga, aż się prosi, żeby coś porównać, zapytać, chociaż pojechać, zerknąć, samemu sprawdzić…  Kurde…!
Suma summarum – POMYŚLEĆ, a nie trwonić kasę publiczną. My Polacy jesteśmy przyzwyczajani od lat, więc znamy doskonale te bóle, żyjąc w tak pięknym Kraju, nieprawdaż?
Takie drobne ciekawostki przedstawię zaraz, nie wszystkie ściągnięte, lecz także i własne doświadczenia z metrem związane, a raczej z funduszami nań. Pytania padły rzecz jasna do wszechobecnego wujka G, z którym przyszło mi się w pracy bratać lat trzy już.
Warszawskie metro… Achy i ochy, zachwytów nie ma końca, a fakty takie, że blado, bladziej, z tyłu, pod plecami, szkoda no znowu, zostaje tylko – smutne Polaka eeeech…
Pierwszy transport szynowy jak mówi Wiki, to wyżłobione w drodze „powiedzmy” tory niosące się linią Diolkosa. Szczyt techniki ten o długości około 6 – 8,5 km, działał począwszy od około 600 p.n.e. Dawno, rowy w drodze, a ewolucja nas chyba ominęła po troszku. Jakby zaczęła i od Nas uciekła, przykre. Wojna, zazdrość, teraz za to mentalność rodaków zabija wszystko. Wszystko, co i gdzie się da ginie, co i gdzie można, to się oszuka, okradnie. Panami świata byli byśmy, tylko, po co? Wystarczy życie w pewnym, samowystarczalnym kraju, bycie traktowanym jak członek, brat, siostra czy rodzina, a nie, co się patrzysz chamie, zaje… Ci? To nie pytanie, znamy odpowiedź. Dają – bierz, Biją – spier… Nie, wstań i walcz! Coś mi się wydaje, że nie popuszczę cięgów i temat szybko wróci. Tymczasem ja wracam do eM2a. Tu parząc okiem, jako już przeszło trzydziestolatek, czas mija, człowiek się starzeje, dzieci duże rosną i zaraz się rozpocznie Armagedon psychiczno-umysłowy, a w drogach Polski, co mamy, znów zagadka, No, kto powie? To samo, co Diolkos wymyślił, brawo, gratuluję, tylko, komu. HGW, Bronkowi, Jarkowi czy Smudzie? A może księdzu Rydzykowi? Cholera, kolejny temat rzeka. Rodzice, dziadkowie wierzą nadal chyba tylko dla tego, bo, zostali tak wychowani, niby ja też, jednak postęp, za którym niechętnie podążam, to, co dostrzegają moje oczy krwawą plamą na podłodze parafii. Dziękuję, wiara jest w sercu, a przede wszystkim w siebie, w moją Ukochaną Ka, w Nas, w dzieci nasze, wszystkie. Liczę wciąż, że się zmieni coś. Dajcie mnie do władzy i kierowniczkę, pod której mądrym skrzydłem się rozwijam (powoli, to moje wina), robię wszystko, co mi się ubzdura (pozytywnego dla siebie, firmy i mojego teamu z NO, drużyny wspaniałej)! Jak to Krzyś J. wspomniał po kilku zgłębionych szklankach, w Jej obecności oczywiście: „Mamy tu jak pączki w maśle”! Nie wiem, co łączy pączki i masło, bo ciasto, jeżeli już to margaryną naciśnięte, ale ładnie zakończył współpracę z nami… Będziemy płakać rzewnie! Wracam… Jak to powiadają memy nie raz Hanusię GieWu wspominając „Metho nie kuhsuje a most się jaha” haha. Dalej idąc tropem metra, na przykład w czarnej, zacofanej i dalekiej Afryce, oj słaby przykład akurat szej-kowy, no cóż!
Metro w Kairze ma długość 66,5 km i składa się z 3 linii. Ostatni kawałek powstał dwa lata przed przypieczętowaniem prac nad (jaha), nićmi w Warszawie i został oddany w 1981. (Z Afryki można przykład brać poniekąd), Jeśli chodzi chociażby o tempo Pracy.
Rozumie, szejkyt bejbe, ropa nie dla chłopa i tak dalej. Przecież My Polacy wszystko mamy, a jak nie to ukradniemy! No żartowałem. Nie zmienia to faktów, złość niosących, twarz smutną rysując. To nasze metro w zacnej stolicy Polski o ŁĄCZNEJ długości około 29 km, planowane od 1925 roku, (wojna), więc wyjątkowo będę wyrozumiały. Czemu tak długo to trwało? Od wmurowania kamienia, rozpoczęcia prac mija lat tyle, co mam ja teraz, dziś – 32, niestety ponad. Do wczorajszej chwili, kiedy to oddano drugą linię, a na prawdę zaledwie jej części! nOszzz i jak tu się ma Polak nie denerwować.
Co byśmy zrobili, my, gdyby przez te długie, nie suche wcale lata, każdy pełnoletni i bezrobotny na ten czas mieszkaniec Warszawy i okolic dostał pracę przy budowie, planowaniu itp? Macie pojęcie, może wyolbrzymiam, ale patrzę swoją miarą. Co w krótkim czasie udało się stworzyć, zbudować posiadając wiedzę i umiejętności, którymi nasycił mnie ojciec. Wiadomo, każdy różną wiedzą się szczyci, różne mamy umiejętności! Sprzęt i doświadczenie można ściągnąć, co za kłopot, w Kairze Francuzi chyba budowali, a przecież lepsi są od nas? Wątpię słysząc Gości, którzy odwiedzają mój miły Hotelik i wspominają niedawne prace w zamożnej i nierobotnej Europie.
Mniemam, że minimum trzy razy tyle byśmy zbudowali, pewien jestem, a co, kto mi to odbierze, zaprzeczy! Sam się bujałem trochę po różnych miejscach, tu za dużo robiłem – wywalili, tu za szybko – wywalili, tu, tam, wszędzie… Zawsze coś po za jednym miejscem, w którym jestem teraz. Kto by nie poszedł na Państwowe/miastowe pracować? W tamtych czasach, miód na gołą klatę, marzenie, nawet dziś spokojna starość, w teorii. Najbardziej irytujące jest niestety to, że w Naszym Wspólnym, jakże Pięknym, miodem i mlekiem płynącym kraju (doceniłem dopiero wracając z obczyzny), zwanym – „Polska”, koszty, marnotrawienie pieniędzy, chowanie po kieszeniach, wałki, przekręty, oszustwa, ból skręca niesamowicie! Nie, dlatego, że ja nie kradłem, nie kradnę i na pewno nie będę! Właśnie dla tego, że gdyby nie kradli (palcem trudno mi pokazać), skurczy… syny, wstyd, że matki Polski… Mieli byśmy wszyscy więcej. Byli byśmy dumniejsi, weselsi, milsi dla siebie, a tak tylko czekamy, jak przyjadą Dojczlandy czy Angliki z pieniążkami i kosztem kraju, rodaków sobie przyrobimy. Paranoja, jaka jest cena złotego w kantorze na granicy z Niemcami, dobrze, że oni płacą, jednak to wszystko ma znaczenie. Małe elementy tworzą całość. Dać/brać/kraść, aby na JUŻ, na dziś, na teraz, się nachapać, bo dzieci się chce ochronić, zabezpieczyć czy tak…?
Patrzę teraz, mając swoje dwie pociechy. Oczy nie wierzą, jakie wspaniałe życie było kiedyś. Pola wokół domu, cisza, spokój, aut mało, kreatywność się rozwijała, teraz się rozwija.. Wszystko, co z nią niezwiązane, przykro. Życie, coś jest w memach z PRL’u. Coś było wtedy w ludziach innego. Czy ktokolwiek dziś powie, Polska – miodem i mlekiem, rzygająca z bólu, krzycząc. Tak jest, niestety. Cwaniaki w sumie głównie, nawet nie, ludzie bez skrupułów, zwykły i normalny człowiek nie ukradnie, nie będzie myślał, jak, bo przecież, po co, pracuje uczciwie i zarabia swoje pieniądze. Prawo dla sprytnych, chamów, publiczne rozkradane wciąż i jak się śmieją internety wciąż jest, co, albo po prostu topione w układach. Co z układów się pytam, ze swoimi się układać, za nasze, każdy by miał. Tak każdy płaci, najwięcej w sumie przeliczając Ci, którzy najmniej zarabiają i skromnie żyją! No… ech, horrendalne, nawet na nasze, znane od lat, Polskie warunki, uwzględniając tak nagminne już chowanie po kieszeniach, przez każdego, kto może i gdzie się da… (nikogo nie pakuję do jednego worka), wiadomo, o której grupie ludzi mówię. Bez serca, duszy, skur… Orzesz… Kurrr! Można dać zarobić, to nie problem, oklej, ale kręcić, aż tak, że łby czerwone pod ciśnieniem.

I na koniec, mój jedyny, ciekawy splot słów z wydarzeń autentycznych, który warto przeczytać! 😛

Doświadczenie moje z metrem związane: Woziłem zaopatrzenie do firmy, która robiła elektrykę w większej części 1 linii metra. Była to Niemiecka firma oczywiście, siedziba, oddział w Polsce z Polakami na składzie. Nieszczypiąca się z pieniędzmi, niepatrząca na nic, ludzie decydujący nie patrzyli. Cholera, każdy na górze kręcił, aby dać swojemu dostawcy zarobić, a przede wszystkim mieć z tego jak najwięcej dla siebie (do podziału), z towaru, który woziłem, a co dopiero w skali metra i jego kosztów? Zdarzyło się zawieźć 1 karton z pierdołami, wart w sklepie około 500 złotych, tymczasem dokument zwany fakturą opiewał na zacną kwotę około 50,000 zł. Jaha, tylko pośredniczyłem, zawożąc na miejsce artykuły, dostając łaskawy uśmiech i podpis na WZ, tyle! To jest biznes. Tak się kręci i kasę robi. Nie jest mi źle, bo należało się Panu pewnemu, który dobrym człowiekiem i moim przyjacielem jest dotąd, a nie raz bywał za dobry. Z taką propozycją wyszły osoby z firmy, bez większego skrępowania. Największa była złość i zawiść, kiedy się kłócili, od kogo mają kupić i kto zamówić może z nich. Reszta już załatwiona po za firmą, jak podział kasy choćby. OMFG.. To przecież mała pstynka, maleńka kropla w morzu, które sumując się miały wspólnie stworzyć nam metro w Stolicy! Mamy pojęcie, co i jak na prawdę, zapewne nie i nie będziemy mieli. Jedyne, co to trzeba coś robić.. I ja mam takiego kogoś, kto ładnie by porządził, uczciwie, po ludzku. Kiedy już obalę rząd dowiecie się na pewno. Nie mówię o sobie, ja, co najwyżej ręką, nogą, pomysłodawcą chętnie. Najchętniej jednak domek, mazury, pisanie, rodzina… Dziękuję, więcej nie potrzeba!

P.S. Czy się pomylę, jeśli wspomnę, że to Twa pierwsza podróż „Polskim” metrem, Szanowna Panno Warszawianko? 😛

* – Oby jak najszybciej się stało.. Czekam!

 

Ten jeden kwiat, dla Ciebie Ka, moja w tym głowa

Kwiat cały szmaragdem tętni spójnie nasycony
Różowe płatki jak pióra, każdy jeden wyjątkowy
Pnie się ku górze, łaknienie być zauważonym
Stać się najpiękniejszym, ponętnym i upragnionym
Chce się wzbić do słońca, razem z nim promienieć
Rozkwitać co dnia radośnie, rozpościerać ku niebie
Pragnie dychać powietrzem, czuć muskający go wiatr
Jego powiew przyniósł jednak chłód, on sam pobladł
Zmierzch zrównał wszystko, kuli swoją głowę ku ziemi
Jak gdyby się zawstydził, chciał byśmy go nie widzieli
Wypracował na dziś swoje, teraz spokojnie spocznie
Przymknął płaty marząc, zasypia każdy jeden zgodnie
Jednakże nie przypuszczał nawet, że z samego rana
Chwyci go ktoś i z korzeniem rozdzieli, bulwa została

Spogląda na nią przygnębiony i z radością wspomina
Całe życie tkwił uwięziony, dziś wolny lecz nastała cisza
Chciwym okiem nie raz wyglądał łypiąc za motylem
Wzdychał i zazdrościł mu tych pięknych skrzydeł
Czemu akurat ja, interpelacja nie dawała spokoju
Kiedy coś się zmieni, chciał iść, choć o krok do przodu
Przechylał się próbując zmienić miejsce, położenie
Nadwyrężył lichą łodygę, ból nie wygrał z cierpieniem
Chciał od początku, wyróżniać się, jaśnieć, mienić
W około wszędzie te same pędy, bliźniaczej zieleni
Miał i on możliwość, lecz wyraźnie nieukontentowany
Przygaszony nieuchronnym końcem, liść spadł poszarpany
Delikatny, wrażliwy samotnik, zakotwiczył na pustkowiu
W głowie kłębki żali, nie mógł zasnąć gdy księżyc w nowiu

Dawniej żądał co najlepsze, zamarzając niczym woda w lód
Przysypany ziemią, zły, deszcz nawet nie mży, a on chce już
W chwili tej bezkreśnie ciągnącego się oczekiwania
Ustanowił ścieżkę, pokrewny tak, a wpasowując się nagana
Tak mijały minuty, godziny, powstrzymać się raczył
Wspomina dobrze ten moment, zrzucił stare szaty
Nadarzyła się jedna szansa, dla kogoś coś znaczyć
Iść gdzie prowadzi serce, wartości chwalić nie nakazy
Że takim jak bratek, fiołek czy narcyz zachwycający
Być w sobie sobą, za sobą iść, każdy poniekąd wyjątkowy
Dlatego kiedy z pierwszą kroplą poczuł miękkość subtelnie
Życzliwie puścił wszystkich przodem, sam dam radę, wierzę
Chłonął tyle ile chciał, ile mógł unieść, nie dało się więcej
Inni ze sobą walczyli, szarpali, on jeden płynął z dźwiękiem

Nadszedł wreszcie czas, gdy już łepek ponad ziemią nosił
Olśnił i zachwycił go odcień, dwóch magicznych warkoczy
Błysk i już wiedział, obrał kierunek, pewnie zdecydował
Nie dla niego przyziemność, miał zasady więc się nie poddał
Stając oko w oko z blaskiem, różdżką maść nadającą
Poprosił, Wróżko, obdarz mnie swoją niezwykłością
Ta zerknęła nań zakłopotana, zdziwionym spojrzeniem
Jedyne co mogę podpowiedzieć, bierz czego inni nie wzięli
Uważnie zdecyduj, żyć dla ogółu czy dla siebie, właśnie tu
Intuicyjnie i bez chwili namysłu złapał zachwycający go róż
Myśli teraz kiedy złożyć się będzie musiał znów w ziemi
Dni coraz krótsze, ku zdziwieniu inne źródło jest promieni
Znalazł się w ciepłym, jasnym miejscu, nie odchodź, zostań
Uśmiech ułóż na Jej usta, wybrałeś róż, Ona też, ciekawostka