Może Morze II

Może właśnie w muzyce
Uspokajam nerwy
Może gdyby nie one
Byłbym sobie wcale nie potrzebny

Może wcale na prawdę nie wiem
Kim na prawdę jestem
Może tkwię w nagich czynach
Głęboko w ślad za sercem

Może stan ukojenia
To chwile zebrane w slajdzie
Przelatujące w sekund kilka
Przed końcem w pokoju z czasem

Może przestając go gonić
Walczyć z nim natrętnie
Otrzymam chwil więcej niż
Pożądając na już, chłonąc namiętnie

Może dwa kroki w przód, jeden w tył
Odczuwam bardziej boleśnie
Przed oczyma progres, wiec dziś
Już nie oglądam się za siebie

Może wysiłek szybko znikł
Budował długo krocząc potęgę
Wyszło na zero, podpierasz Ty
Drugą nogę stawiam zaciekle

Może rąk uścisk, objęcie
Daje tą siłę, energię
Daje natchnienie by płynąc
Rozganiając ból za siebie

Może to właśnie z przyczyny
Zawieszonych gdzieś dłoni
Może właśnie dlatego
Każdy coś gada, nic nikt nie robi

Może każdy mały krok
Każdego Ja, Ty, My z Nas
Będzie milowym dla Polski
Dla każdego indywidualnie, patrz

Może przestając zazdrościć
Pracując nader ciężko
Nie oszukując siebie nawzajem
Każdy wyjdzie zwycięsko

Może wystarczy świadomość
Jestem kimś ważnym alfa omega
Dla niej, małych Ich
Przede wszystkim siebie samego

Może każdy to Ja
To Ty, może, to obojętnie
Może wystarczy być, dawać, żyć
Każdy czuje nieprzeciętnie

P.S. Jeśli choć trochę się podobało, polecam przeczytać staroć poniżej. 🙂

https://jaskorpion.wordpress.com/2015/02/08/moze-morze/

Pełnia zmrużonych oczu

Sen jak jedna myśl, zabłysł dziś
Lód zimny nocą czuj, nie śpij, śnij
Ból życia czuje się tylko swój, ja, mnie, mi
Lęk przed jutrem goni nas znów, bierz

Musisz sam chcieć żyć

Zbudziła się ofiara siebie, Bóg twój drzemie
Swoich wyborów, kierunków, śladów za cieniem
Zapomniane w ziemi gniją korzenie
Mylisz innych ze sobą, goniąc czyjeś pragnienie

Życia

Pochodnia
Zapalona
Gorąco
Ogień

We mnie, dniem i nocą płonie
Słowo krąży w pełnej głowie
Litery od a do z w niej toną
Spowiedź, muzyka zmywa kłopot, rzygam

Stresy
Krzywdy
Problemy
Nieludzkie uczynki

Na oczy mrużących się powiek

Czasami często, kurwa, co dzień
Bezsilność ciała, a spać nie mogę
Zamykam w ustach powietrza obieg
Uszy drżą w ciszy niesione

Gdy tak leżę w bezruchu
W bezśnie zaćmiony nocą
Kiedy tak myślę o życiu
Kolejne dni, noce no, po co

Po co bez celu iść w przód
Po co w tył się odwracać
Po kiego huja być tu sam
Sam do lustra męczyć kaca

Jak masz słyszeć to, powiedz
Jak masz to kurwa rozumieć
Czy poczujesz to tak jak ja
Sam siebie z siebie wyklujesz

Wyjdziesz pewny i dumny
Na świata tego powierzchnię
Odetchniesz lejąc na hejty
Poczujesz dla siebie tu jestem

Będziesz tu, dziś, teraz, jutro
Nie wczoraj, weź zapamiętaj
Nie wspominaj leków, błędów
Nie żałuj też spraw zamkniętych

Drugą nogę myśląc stawiaj
Ucz się wciąż na porażkach
Bliskich słuchaj i analizuj
Swoje mocno trzymaj w garściach

W głowie tkwi nadal dziecko
Mały książę na świata pustyni
Garściami łap piękne pod ręką
Nie to, co mają do koła inni

Stój
Spójrz
Patrz i widź

Każdy
Rozmarzony
Pracowity przyjaciel
Zniechęcony zazdrosny wróg

Stoi tu
  Albo leży
U Twych stop

Pomóż mu wstać
Lub kopnij plując w twarz
Nie mogę już, zgiń, przepadnij

Stoję
Muzyką
Wypełniony

P.S. Skumulowany film o PeeFKa i księżyc od GB…

Listopadowy IV

Nie umiem mówić sam do siebie
Nie mogę słuchać siebie już
Choć najprawdziwsze i najpewniejsze
Słowa w myślach niosą wyłącznie ból

Namiętnie sięgam po butelkę
Papieros rozpyla dym spod stóp
Alkohol cedzony w życiu codziennie
Krew rozcieńczając zaczyna truć

Zakręcam kapslem zabitą butelkę
Odkapslowuje nakrętkę z gwintu znów
Na siłę zmagam się z nim niechętnie
W głębi dla siebie największy wróg

Trzymam Cię blisko, a moje ręce
Plątają żyły niczym w zacisku sznur
Wyjątkowo mocno kocha moje serce
Wysysając cały zebrany tlen z płuc

Choć w środku tętni miłosierdziem
Do siebie przez Cię krzycząc wróć
Długo gryzę się z przedsięwzięciem
Oczy na horyzoncie, pod nogą trud

Błysła mi iskra przed zaśnięciem
Głowa sto pomysłów ma na każdy znój
W piersi uderzeń czuję coraz więcej
Nosem wącham zwłoki nozdrza mórz

Na skórze od żyletki krwawe zacięcie
Ranę powinienem zacząć szyć bez prób
Ubranie zaplamione nieprzeciętnie
Kapiąc na chodnik pazerny skleja brud

Na trzy serca

T: Kocham Was

Jestem
Tak daleko
Trochę niewyraźny

I: Tato, czy ty jesteś odważny?

T: Jestem

Boję się niemiłosiernie
Strach i tęsknotę
Przezwyciężę

I: Wierzę w Ciebie

S: I Ja Tato

T: Jestem w niebie

Kochania
Amator

Nie uniknie
Ten sen
Dzień
Nie ucichnie

Będę walczył
Jak dzik
Lis
Niedźwiedź
Niczym lew
Przywykłem

To oczywiste
Jak Wy
Tyś pracowity
I Ty młody

S & I: Po Tobie Tato

T: Przystańcie

Były momenty
Świat jest przeklęty
Zaciśnij zęby
Walcz
Wiesz którędy?

S: Nie wiem, pokażesz mi drogę?

T: Pokażę

Zieleń
Czuj jak osłodę
Róż
Powiek słońcem
Muśniętych
Stój
Napawaj pięknem serce
Wpatruj się
Tul
Mów
Jej to codziennie

Bądź
Obojętny na szyderstwa
Wszelkie
Krytykę
Garścią łap
Nią się buduj
W noce bezsenne

Nie wstydź się
Siebie
Czuj
Żyj
Śnij
Synu

Bój
Się
Tylko
Siebie
Król
W każdym
Korzenie
Bóg
Dawno w potrzebie
Ty sam walcz
Najpierw
Ze sobą
O siebie

S: Będę

I: Ja tez Tato

T: Gdy wspomnisz

Biel w czerwieni
Błękit nieba
Lasy zieleni
Złotych pól
Szum

Polski
Do płuc
Popłynie tlen
Kochanie
Nadejdzie
Ten dzień
Już
Niedługo

S: Wiem Tato

T: Wiedz, Ty też mały bąblu

I: Wieeem, hihi

Wybierzesz sam
Gdzie dusza
Twoja
Miejsce
Swoje ma

Zleci szybko
Za szybko
Leci
Czas

Na razie
Bądź
Myśl
Ucz się
Trwaj
Wiele będzie łez
Będzie smutek
Tęsknota
Będzie gromki żal

Nie zaprzeczę
Synu
Będzie też
High Life
Zwycięstwa
Sukcesy
Marzenia
Sprawdź
Wierzę w Ciebie

S: Też wierzę, ufam Ci

T: Dasz radę, słuchaj

Uwierz
Zupełnie sam
Skorpiona jad
Duma w herbie
Ojczyzna
Miłość
Rodzina
Najważniejsze
Pamiętaj codziennie
Pamiętaj te słowa
Nie idź obojętnie

W życiu jest sens
W rozłące
W naszych myślach
Ten sam wydźwięk
Kocham Ciebie
I Ciebie Kocham

S & I: My Tato Cię

I: Bądź z nami zawsze

S: Na zawsze

Przysięgnij
Nigdy nie przestaniesz
Nie zwątpisz
Nie uderzysz
Nie zranisz
Tylko szczerze

I: Będzie na pewno, ja wierzę

Nie otumanisz
Będziesz wspierać
Słuchać
Jeśli trzeba
Ganić
Trzymać w objęciach

T: Jesteś mój

S: I Ja

T: Pewnie Kochanie

Łza na policzku
Żółty

Nasz sakrament
Zaciśnij pięść
Patrz
Silny bądź
Unieś
Ból
Samotny lament
Smutek
Kłamstwa
Tęsknotę
Zamęt
Strach


Gnaj
Razem
Z bratem
Przed siebie

Proszę..
O małego
Zucha
Zuchu
Mały
Dbaj

Rytm bicia serca

Czuję
Jeszcze bije
Nierówno
Jakby na siłę

Kreska
Kropka
Kreska

Nerwowe
Trzy kreski
W nos
Obłęd cielesny

Kreska
Kropka
Kreska
Kropka

Uleciał obłęd
Przez otwarte
Ce ramiona

Cztery kropki

Kropka
Kreska

Kreska
Kreska

Nie słyszę
Jestem tam i tu
Sam
Nie widzę

Czujesz?

Stej

Skrzypce wyją
Cięte dłutem
Drzazga leci
Za poprzednią
Wlewając się w nutę
Szyję wokół ściska pętla
Muzykę poznajesz
W serca słowach
Duszy tonie
Ust smaku
Na dłoni
Wróżką

Zostaniesz

Blues grał w środku nocy..

Zapalam papierosa, sześć godzin do w pracy zmiany
Druga na zegarku, co robisz, na co my czekamy
Czemu w przód nie idziesz, brać swoje, tak dobrze
Popie**olisz pod nosem przed TV z piwem w normie

Złość rozsiejesz wiem, przed siebie pomiędzy bliskich
Największe bury ten, dla któregoś Ty najckliwszy
Z największym wrogiem jest, na dziś sztama, po kielichu
Różnica poglądów, rzeź, dyshonor, kur** na liczniku

Kur** w Twoim domu, nie pilnowałeś za dobrze
A może zapomniałeś, to miał być dom, nie grobowiec
To miał być on i ona, nie ważne, w przód patrz
Przed siebie kroki stawiaj, słone łzy same wyschną, susza

Mnogość tamtych chwil odeszła, dziś jest dziś
Dziś na wprost bez ograniczeń zamierzam z Tobą iść
Czy Ty pójdziesz ze mną, jest jeszcze ta niepewność
Chętnie pobiegnę za Tobą, charakterów nierozdzielność

Intelektu nieprzeciętność, czarując Tą niezależność
Tę co natchnęła Tą duszę, swoją urokliwością bezcenną
Nie z konieczności to wiesz na pewno, szczerości
W opór jej mam, zalany na full, wyzbyłem się wątpliwości

Opanowuję swe słabości w tle, już dawno, znasz to
Teraz się bronisz, trochę za szybko to tak daleko zaszło
Trochę zbyt blisko, location, co Cię tak naszło
Ta sama dusza, myśli, pragnienia, odpływam – nieważkość

Czy się Nam uda, odwieczną między dwojgiem zagadką
Czy zależy, aż tak bardzo by zdusić skorpiona mentalność
Czy uwierzysz we mnie, zaufasz, nikt nie mówił, że będzie łatwo
Ch** mnie obchodzi co myślą, chcę jak Putin naczelny dyktator

Niezmienny romantyk, sarkastyczny terminator, brawo
Ironiczny do bólu gdy trzeba, przeważnie łagodny był tato
Zazwyczaj spokojny, aż nadto, pomocny, zdolny, co za to
Zasłanianych następnymi kilka lat kłamstw, hejter – polo kato

Przede wszystkim Ciebie, też chcesz mnie, priorytet, życie
Teraz mam siłę ponadto, ponad tym, dudni serca bicie
Zostało ostatnie marzenie, bliskość objęta Jej spojrzeniem
Bez złości, przymusu czy łaski, z miłości, oklaski

Ważne nie tylko spadające gwiazdy…

Zamykam we śnie oczy, kiedy myślę o tym
To mnie napędza, działa pobudzająco jak narkotyk
Jak środek złoty, dzierżę mocno, w dłoni skrywam
Tylko dlatego wciąż żyję, działkę kolejną zażywam

Wciąż pamiętam, tylko My, fantasy, wśród marzeń
Wtuleni, bez snu, cenzury czy świata wydarzeń
Nad Nami nakrapiane niebo, spadały wciąż gwiazdy
Pakowała byś się w to, znając choć ksztę prawdy?

Szyba zaraz zaparuje, nie będzie widać nic
Odwracam się, zupełnie sam, zamykam drzwi
Spokojnie już drukuję, we mnie, w środku to tkwi
Piórem na kartce smaruję, muzyka brzmi
Instrumenty w tle płaczą, to piosenka o Nas
O tym uczuciu, którego wiem, nic nie pokona
Najdroższa, jesteś jedyna, dla mnie wymarzona
Bliska od kilku miesięcy, już nie raz zraniona
Miałem, Cię chwycić, byśmy, nie zginęli w tłumie
Dopiero teraz, po tym wszystkim to rozumiem
Mamy ją na pewno, szczera, lecz pokrwawiona
Serce klęka to pisząc, wiem, jesteś przygnębiona
Zapragnij mnie znowu, bo tylko, wyłącznie ona
Ona Nas wyzwoli, ona strach wszelki pokona
Teoria sprawdzona, czas leczy rany, historia
Praktyka, kochasz mnie, zdecydowanie bezsporna

Zamykam we śnie oczy, kiedy myślę o tym
To mnie napędza, działa na mnie jak narkotyk
Jak środek złoty, dzierżę, mocno, w dłoni skrywam
Tylko dlatego wciąż żyję, działkę kolejną zażywam

Wciąż pamiętam, tylko My, fantasy, wśród marzeń
Wtuleni, bez snu, cenzury czy świata wydarzeń
Nad Nami nakrapiane niebo, spadały wciąż gwiazdy
Pakowała byś się w to, znając choć ksztę prawdy?

Miłość kieruje, się jedynie własną wolą
Zamyka w klatce, spróbuj teraz być sobą
Oplata sznurem, obie dłonie, ciasno związane
Splecione myśli, powiedz Grey, co będzie dalej?
Co dalej z Nami …patrz! Wciąż tutaj jestem!
Mimo to, problemów wiem, może być coraz więcej
Wciąż tyle streów i dziesiątki niedomówień
Wciąż ciągła walka uczuć, dwóch twardych sumień
Dużo cierpiałaś, powiedz, czy starczy siły
Czy chęci nie brak, by wdychać, moje spaliny
Tak nieświadomie, zmroziłem różowe wnętrze
Rządzą, głupotą, puściłem Twe ręce
Byliśmy oboje, tęskni, żądni, ja i Ty
Wciąż czuję dwa, ciepłe jak kiedyś ..oddechy
Moim marzeniem, spełniać Twoje sny
Tulić w ramionach, rozpościeram je szeroko i..

Zamykam we śnie oczy, kiedy myślę o tym
To mnie napędza, działa na mnie jak narkotyk
Jak środek złoty, dzierżę, mocno, w dłoni skrywam
Tylko dlatego wciąż żyję, działkę kolejną zażywam

Wciąż pamiętam, tylko My, fantasy, wśród marzeń
Wtuleni, bez snu, cenzury czy świata wydarzeń
Nad Nami nakrapiane niebo, spadały wciąż gwiazdy
Pakowała byś się w to, znając choć ksztę prawdy?

„Wrócić głos przesiąkniętego wiatru”, Będzie piosenka…? :P

„Wciągnął mnie ocean, w nim odpływam
Muszę jakoś przetrwać bez Ciebie, oczy zaszywam
Na każde bicie serca, jedno wspomnienie
Ulotne jak liść na wietrze, młodzieńcze marzenie”
Natchnął oboje głosem, przesiąknięty wiatr
Odświeżam każde tchnienie, aby dalej wiał

(1)

Kolejny szary dzień
a Między Nami coraz cichszy
Jeśli się nic nie zmieni
to Miłość Naszą zniszczy

Zatopi oceanem łez
Kiedy będziemy sami
Fenomen, „Sam na sam”
oddycham wspomnieniami

Uśmiechem i spojrzeniem
Wszystko sobie wyjaśnimy
Siedząc wtedy, przy kolacji
Chcąc, a z tej przyczyny

Że Kocham i przy Tobie będę
Więcej nie zawiodę
Dam wszystko czego pragniesz
Po to tylko być tu mogę

Chciał bym raz jeszcze
Zobaczyć piorun, tą iskrę
Przytulić do siebie znowu
Do serca, pod skrzydłem

Wstyd mi za wszystkie smutki
Które Skarbie wyrządziłem
Nie mogę nic wymagać
Ty robić nic na siłę

Ref:

Choroba i lekarstwo, czerń i biel spowija
Pragnienie bez sprite’a, w sercu pustynia
Natchnął oboje głosem, przesiąknięty wiatr
Odświeżam każde tchnienie, aby dalej wiał

Choroba i lekarstwo, czerń i biel spowija
Pragnienie bez sprite’a, w sercu pustynia
Natchnął oboje głosem, przesiąknięty wiatr
Zelżał, zwątpiłem w siebie ale nigdy w Nas!

(2)

Wciąż błędów tyle popełniam
Ile będzie ich, no nie wiem
Ważne wnioski wyciągać muszę
Pragnę wrócić do Ciebie

Codziennie od tygodnia
Choć raz opętany gniewem
Zamykam oczy i myślę o tym
Gdy już wyrzuciłem z siebie

Dopiero wtedy żałuję
Lecz decyzja już zapadła
Wypowiedziane słowa
Nie wrócą mi do gardła

Mogłem zacisnąć zęby
Swoje kciuki ścisnąć w dłonie
Złapać głęboki oddech
Po tej chwili mówić do Niej

Spokojnie i swobodnie
Nie kierować się swą prawdą
Jej dobrem i uczuciem
Nie negować z pogardą

Co było już nie wróci
Więc po co to roztrząsam
Weź coś zrób, albo w..*
…Musi tu posprzątać

„Wciągnął mnie ocean, w nim odpływam
Muszę jakoś przetrwać bez Ciebie, oczy zaszywam
Na każde bicie serca, jedno wspomnienie
Ulotne jak liść na wietrze, młodzieńcze marzenie”
Natchnął oboje głosem, przesiąknięty wiatr
Zelżał, zwątpiłem w siebie ale nigdy w Nas!

***

Wstęp i zakończenie to „Tęsknota”z 8/02/2015