Gorzkie słowa

Tulące się w sercu litery
Krzyk rozgonił martwy
Łzawymi zalane wyrzutami
Wydarte z brzegu kartki

Niedopowiedziane znaki
Wyszeptywane spod maski
Kulą się gołe w pocie łez
Mokre od uczuć własnych

Bezgłosem przeplatane
Cienkimi nićmi myśli
Niszczą rwąc sieci pajęcze
W swojej do siebie nienawiści

Ślepo wewnątrz nich błądzę
Latami plątanych nocy i dni
Niekończąca się spowiedź
W minutach więdnę goryczy

Reklamy

Zakłady Ursus – PoFalloutowy Runmageddon

Klekot pamiętam

Przyleciały bociany
W pamięci
Niosąc czas


Wiosnę Polsce wracały

Nie jeden
Już raz

Ułożyć parami się chciały
Brak miejsc
Pól, gniazd

Inne ptaki się wepchały
Piórami
Mamiąc nas

Niepewność gra z powrotami
Codzienność
Zalewa hajs

Myśli niszczy, kruszy skały
Zaślepia oczy
Papierów las

Niszczy płatki róż czerwonych
W siano drzewa
Obraca

Czas w pieniądza tkwi niewoli
Bocianie obowiązki
Lecą w dal

Zespół Willowo-Parkowy Turczynek

Dawniej był szpital. Dawniej, kiedy nie było głośno o takich zabytkach i mało, kto się nim interesował, kilka razy zdarzyło mi się zatrzymać podczas wycieczek rowerowych na jej tarasie. Nawet nie myślałem wtedy o zdjęciach czy zwiedzaniu.

Szybka decyzja i już byliśmy na miejscu z aparatami. Okazało się, że budynki zostały podnajęte właśnie przez miasto, a ekipa ustawia dziesiątki starych skrzyń, krzeseł i tym podobnych antyków wewnątrz. Podobno ma tu być kręcony jakiś film. Jako, że nie bardzo się chyba wszyscy znali, to dzień dobry, dzień dobry, rąsia, rąsię wita i już byliśmy za nieosiągalną taśmą biało czerwoną na wyższych kondygnacjach budynku. Niesamowite efekty dawały promienie słoneczne przebijające się przez zniszczone okna i nieszczelny dach. Wspaniałe, pozostałe eksponaty jak fiolki i różne naczynia nadawały niepowtarzalny i wyjątkowy klimat. Nieco napędzał go fakt, że kiedyś działał tu szpital, lecz najciekawszy, pokój lekarski był zatrzaśnięty. Narobiliśmy gdzieś po 150 zdjęć i zamiast szybko stamtąd uciekać, łaziliśmy jeszcze jakiś czas bez ogródek między pracującymi ludźmi. Musiało się tak skończyć, że dopadł nas w końcu mężczyzna, który brał odpowiedzialność za wszystko i grzecznie, pilnując nas skrupulatnie, poprosił o usunięcie zdjęć. Tysiąc rzeczy można było zrobić, ale nie chcieliśmy człowiekowi robić kłopotów, tym bardziej, że był opanowany i spokojny, lecz lekko przestraszony chyba sytuacją. Cóż, zostało tylko kilka z zewnątrz. Dzień był bardzo zdjęciowy, więc na usunięte nadpisały się kolejne i tyle je widziałem, bez odzysku. Na pewno spróbujemy jeszcze odwiedzić to miejsce.

Fort Szczęśliwice

Zakłady Ursus – Fallout 7.09.2016

Stała tu bodajże jeszcze niedawno hala, ostatniego użytkownika, Konsorcjum Stali. Wieki temu byłem u nich po odbiór jakichś profili. Dziś, poza zrównanym z ziemią terenem nic się nie zmieniło. Po prawej stronie, w kierunku Factory i Urzędu Dzielnicy, powstają już osiedla. Tu jeszcze beton próbuje oddychać.

Exploration mode – Schronisko turystyczne „TRAMP”

Od lat, w sumie od dzieciństwa, interesował mnie ten budynek. Chodziły różne słuchy o tym, co się tam wyprawiało, ale chyba wiele z nich to dziecięca wyobraźnia. Wydaje mi się też, że odkąd pamiętam, wieża miała ślady pożaru. Budynek został wybudowany w roku 1904, a służył przez wiele lat jako szpital dla robotników, szkoła, internat, no i oczywiście schronisko.

Mieszkam całkiem niedaleko, więc jak już napisałem, w pamięci budynek utkwił. Jako, że był to wyjątkowo pracowity dzień, bo zwiedziliśmy, aż 4 ciekawe miejsca, to te postanowiłem wrzucić jako pierwsze. Na pewno urzekł mnie stan budynku jak i gra świateł wewnątrz i względny porządek.

Zdjęcia nie są za specjalne. Ręka drżała i nie ukrywam, że nie czułem się komfortowo wchodząc przez piwnicę, a nie mając już lat 16-stu, kiedy to człowiek się niczego nie boi i nie myśli o konsekwencjach. Gdybym był sam, na pewno bym nie wszedł, na szczęście, nie miałem wyjścia. Tak więc wchodzimy przez piwnicę, otwarte okna mamy po dwóch stronach budynku i nie są trudne do zlokalizowania. Siatka uszkodzona jest w również dwóch miejscach, więc można wejść, nie skacząc przez ogrodzenie.

Kilku zdjęć nie pokażę. Zastanawiały nas „dziwne”, lub w sumie „oczywiste”, w sytuacji jaką zastaliśmy na górze napisy. Był pentagram, świece, ołtarz, tron, specjalnie ułożone figurki. Propagandy więc nie będzie, była za to większa nutka adrenaliny niż zazwyczaj, pomimo, że wcześniej, tego samego dnia byliśmy w starym szpitalu, a Pan pogonił i kazał kasować zdjęcia z karty! 😛
Myślimy, że to właśnie z tego tytułu, w budynku nie ma śladów pomieszkiwania, czy bałaganu stworzonego ze sterty butelek i puszek po piwie chociażby.

We wszystkich pomieszczeniach zostały zerwane płyty gipsowe, powyrywane ze ścian są instalacje elektryczne, a sam „zameczek” wystawiony jest na sprzedaż. Piękna, czerwona cegła wygląda z zewnątrz bardzo okazale, jakby czas zbytnio jej nie naruszył. Nie oszukujmy się, cegła jest z czasów kiedy robiło się coś na wieki, a nie na powiedzmy 3 lata. Po środku mamy potężną klatkę schodową, a stopnie zasypane są przez rozdrobnione szczątki płyt g/k. Tylko ich czubki błyszczą bordowym marmurem, jakby specjalnie przetarte, czy użytkowane. Totalnie opustoszałe pomieszczenia i duże okna tworzą wspaniały klimat. Wiele dziur w dachu, pozwala promieniom słonecznym na fascynującą pracę przy ich doświetlaniu. 

Najbardziej chyba podobają mi się fotki z gołębiami w roli głównej, które znalazły tu sobie wspaniałe schronienie.

Info o budynku zaczytane na stronie: http://wpg.alleycat.pl

Arbuz pleśniowy