Czas przyszły

KA!

Ona czuje, ona wierzy, ona wie
Ona kocha, ona ufa, ona chce
Ona tęskni, ona myśli, ona jest
Lecz bez Ciebie wszystko wyższe traci sens!

Ona śpiewa, ona tańczy, ona lśni
Ona pragnie, ona płonie, ona drży
Ona żyje, ona marzy, ona śni
Lecz w tym wszystkim najważniejszy jesteś Ty!

Ona lubi, ona łaknie, ona lgnie
Ona widzi, ona słyszy, ona wie
Ona płacze, ona cierpi, ona brnie
Lecz to z Tobą tylko wszystko przeżyć chce!

Jak Pani napisze… ❤ ❤ ❤

Reklamy

Czas przeszły

Myślę o Tobie
W czasie przyszłym
Teraźniejszym, wybacz
Też.. egoistycznym

Myślę.. nie! Kocham
Wiesz, mam Ciebie w sercu
Piszę, bo tęsknię
Zalewam oczy pamięcią

Pełnia zmrużonych oczu

Sen jak jedna myśl, zabłysł dziś
Lód zimny nocą czuj, nie śpij, śnij
Ból życia czuje się tylko swój, ja, mnie, mi
Lęk przed jutrem goni nas znów, bierz

Musisz sam chcieć żyć

Zbudziła się ofiara siebie, Bóg twój drzemie
Swoich wyborów, kierunków, śladów za cieniem
Zapomniane w ziemi gniją korzenie
Mylisz innych ze sobą, goniąc czyjeś pragnienie

Życia

Pochodnia
Zapalona
Gorąco
Ogień

We mnie, dniem i nocą płonie
Słowo krąży w pełnej głowie
Litery od a do z w niej toną
Spowiedź, muzyka zmywa kłopot, rzygam

Stresy
Krzywdy
Problemy
Nieludzkie uczynki

Na oczy mrużących się powiek

Czasami często, kurwa, co dzień
Bezsilność ciała, a spać nie mogę
Zamykam w ustach powietrza obieg
Uszy drżą w ciszy niesione

Gdy tak leżę w bezruchu
W bezśnie zaćmiony nocą
Kiedy tak myślę o życiu
Kolejne dni, noce no, po co

Po co bez celu iść w przód
Po co w tył się odwracać
Po kiego huja być tu sam
Sam do lustra męczyć kaca

Jak masz słyszeć to, powiedz
Jak masz to kurwa rozumieć
Czy poczujesz to tak jak ja
Sam siebie z siebie wyklujesz

Wyjdziesz pewny i dumny
Na świata tego powierzchnię
Odetchniesz lejąc na hejty
Poczujesz dla siebie tu jestem

Będziesz tu, dziś, teraz, jutro
Nie wczoraj, weź zapamiętaj
Nie wspominaj leków, błędów
Nie żałuj też spraw zamkniętych

Drugą nogę myśląc stawiaj
Ucz się wciąż na porażkach
Bliskich słuchaj i analizuj
Swoje mocno trzymaj w garściach

W głowie tkwi nadal dziecko
Mały książę na świata pustyni
Garściami łap piękne pod ręką
Nie to, co mają do koła inni

Stój
Spójrz
Patrz i widź

Każdy
Rozmarzony
Pracowity przyjaciel
Zniechęcony zazdrosny wróg

Stoi tu
  Albo leży
U Twych stop

Pomóż mu wstać
Lub kopnij plując w twarz
Nie mogę już, zgiń, przepadnij

Stoję
Muzyką
Wypełniony

P.S. Skumulowany film o PeeFKa i księżyc od GB…

Trzydzieści trzy z…

Do dziś, lat trzydzieści trzy
Smakuję tlen, krwią brocząc
Życie leci przed oczami mi

Ono płynie wewnątrz oczu

Płynie we krwi po krętych żyłach
Napiętnowane przez serce
Z każdym biciem zapewnianym
Koniec blisko jest, szczerze

Koniec czeka gdzieś, śni
Ile to trwać jeszcze będzie
Czując, czuj wiec z całych sił
Z życia bierz, to co najlepsze

Życiu oddaj siebie, całkowicie
Czynem i myślą świeć światu
Nie ważne jak, byle szczęśliwie
Miliony ludzi i szczęścia znaczeń

Wyrwali ze snu w sześciu

Zbudziłem się
Pełen niewyspania

Sen jeszcze bliższy iskrzy

W bezruchu zastygłe
Sztuk sześć
Marynarka wiezie

Pożądliwy
Kochający

Nienawidzący
Uzależniający

Tęskniący
Proszący

Wykładam na blat wszystkie
Sumy czasu pożeraczy

Skowytem dźwięków nabite
W bezgłosie milczące

Polotem dumy mnogości
Każdy sobie srogi

Zapętlony w uśmiechu
Siadam przy stoliku

Szyderczym

Od ucha gdzie wypada
Do tego co słucha

Słuchaj próżny

Dzwonią w ten raz łyżki, garnki
Wszystkie biją kuchary

Nie odbieram

Zamyślony wstydem
Przed nocy postrachem
W ten raz się gaszę

Jeszcze nie czas
Znów spać idę

“Dusze”

Przed wcieleniem każda ważona.
Niedojrzałe – jeszcze stulecia
muszą fruwać w eterze,
by przybrać na wadze.
Każda pragnie osiągnąć magiczne
oczko – dwadzieścia jeden gramów.
Wysłane na Ziemię,
na chwilę, krótszą lub dłuższą,
by doświadczać.
Ich cielesność trwa moment.
Potem znów fruwają wśród ciał,
które bez nich nic nie znaczą.

Źródło: “Dusze” – www.wierszosklejki.wordpress.com

Listopadowy IV

Nie umiem mówić sam do siebie
Nie mogę słuchać siebie już
Choć najprawdziwsze i najpewniejsze
Słowa w myślach niosą wyłącznie ból

Namiętnie sięgam po butelkę
Papieros rozpyla dym spod stóp
Alkohol cedzony w życiu codziennie
Krew rozcieńczając zaczyna truć

Zakręcam kapslem zabitą butelkę
Odkapslowuje nakrętkę z gwintu znów
Na siłę zmagam się z nim niechętnie
W głębi dla siebie największy wróg

Trzymam Cię blisko, a moje ręce
Plątają żyły niczym w zacisku sznur
Wyjątkowo mocno kocha moje serce
Wysysając cały zebrany tlen z płuc

Choć w środku tętni miłosierdziem
Do siebie przez Cię krzycząc wróć
Długo gryzę się z przedsięwzięciem
Oczy na horyzoncie, pod nogą trud

Błysła mi iskra przed zaśnięciem
Głowa sto pomysłów ma na każdy znój
W piersi uderzeń czuję coraz więcej
Nosem wącham zwłoki nozdrza mórz

Na skórze od żyletki krwawe zacięcie
Ranę powinienem zacząć szyć bez prób
Ubranie zaplamione nieprzeciętnie
Kapiąc na chodnik pazerny skleja brud

W ryzach

Niezmiernie w przód płynący
Nieustannie się starzejący
Ulotnie znikający gdzieś
Z pępowiną swych żali

Czas
Z
Otchłani
W
Oddali

Na życia tafli
Pod nią lub na fali
Widzę jak duzi
Pamiętam jak mali

Nieokiełznani
Roztrzęsieni
Próbowali

Poznać
Smak
Cały

Bólu
Miłości
Cierpienia
Szczęśliwości

Doszczętnie

Rady nie dali