Kochać to widzieć więcej

Serce szerzej patrzy
Widzi znacznie więcej
Dusza nic nie taszczy
Każde brzemię lżejsze

Serce szerzej widzi
Zwykłych rzeczy piękno
Docenia każdą z nich
Nutką bicia swego lekką

Serce marzy piękniej
Śni rozkoszniej, gęściej płacze
Każda łza wylana w nic
Czaruje nic dziesiątką znaczeń

Serce szerzej czuje
Cieszy wszystkim w koło
Po stokroć smakuje życie
Po tysiąckroć gdy jest z Tobą

P.S. Dzięki Cichosza za komentarz o Panu Mickiewiczu, powyższe to Twoja to zasługa. 🙂

Reklamy

Niepracujo.pl (1) – Park Szczęśliwicki

Mhmm.. Jest nowa idea, właśnie dziś nadgryziona first time, jednak na razie startowana będzie tutaj. Na razie też, wyłącznie Skorpion się przyłoży, bo mu się nudzi, choć plany są szerokie jak niebo… 😉

Niedawno spędziliśmy dwa dni, leżąc na kocu w parku Szczęśliwickim, w Warszawie. Pyszne pifko, które polecam i nasza kochająca się dwójeczka, Skorpion i SkorpionKa…
Okocim pszeniczny, bił się z Ciechanem o pierwsze miejsce w naszym gardle! Pogoda wyśmienita, cieplutko, w miarę spokojnie. Niesamowite ile przez pół dnia, udało nam się zaobserwować ciekawych sytuacji. Olśnieni jesteśmy przede wszystkim Kurką wodną!

Kurka wodna na Wikipedii

W parku był opis tegoż ptaka, a najbardziej podobała mi się końcówka. Kurka nie boi się ani kaczki, ani gołębia.. I tak idąc tym tropem, wlepialiśmy się w otaczające nas dookoła ptaki.
Tak więc Kurki, spostrzeżenia.. Jak zdążyliśmy zauważyć, im starsze, tym większa, ta biała narośl na głowie. Oczywiście im większa, tym więcej do powiedzenia miała, tak samo jak z obowiązkami. Od początku kręciły się w najlepszym chyba miejscu, gdzie usytuowane było gniazdo. Mimo, że kaczek w około nie mało, żadna kurkom w drogę faktycznie nie wchodziła. Jeśli o nie chodzi, najciekawszy był moment, kiedy matka z dzieckiem zaczęli rzucać chleb z mostu. Kurki od razu rzuciły się do niego, napełniając brzuchy do syta. Chleba było tyle, że nie mogły go przejeść, ale nie było mowy o pozostawieniu go, samowolnie pływającego po wodzie. Po krótkiej chwili, spod mostu wychyliły się kolejne trzy kurki, które łypały oczami w kierunku jedzenia. Jak się okazało, każda z trójek ma swój rewir! Ten dla jednych zaczyna się, a dla drugich kończy właśnie w pasie mostu przecinającego wodę. Tak więc, póki te z drugiej strony nie przekraczały granicy rewiru, nic się nie działo. Wystarczyło jednak, by jedna z nich podpłynęła choćby metr, aby prawdopodobnie rozjuszony tatuś dał im lekcję, pokazując kto tu rządzi i gdzie ich miejsce, a także do kogo należy pożywienie. Tak więc trwało to około 20-25 minut. Na okrągło odpływał i zaraz odwracał się, znowu rozbiegając po wodzie we wściekłym ataku. Walki nie było, chyba z tytułu hierarchii, strachu czy rejonizacji właśnie, ale było bardzo ciekawie. Finalnie, przeżarte kurki pozwoliły najeść się także kaczkom, które jakby w pewnej chwili dostały znak, że teraz mogą podpłynąć i pojeść. Całości dokończyły ryby, które jak w wir chleb wciągnęły! 🙂

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Nieco później, zaczęła przechadzać się koło nas parka gołębi. Chyba wpadły w aurę naszej miłości i po chwili tańca godowego zaczęły się słodko pocierać szyjami, unosząc głowy w górę i w dół. Wyglądało to bardzo romantycznie! Na nieszczęście Pani gołębicy, to był już koniec zalotów. Gołąb dosiadł ją bezczelnie i po kilku sekundach jak prostak odleciał. Ta, po chwili zawahania poleciała za nim i tak ganiała go przez jakiś czas. To chyba był już etap małżeństwa ptasiego. Co by nie mówić o gołębiach, że głupie niby, to ta scena była wyjątkowa, ale procesu pocierania się szyjami nie dałem rady uwiecznić.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Swoją drogą nie przypuszczałem, że Warszawa może być miejscem, gdzie w ciszy i spokoju można posiedzieć i się zrelaksować. Do tego mając na oku piękną Polską przyrodę! Ile ciekawsze jest zwykłe posiedzenie gdzieś z ukochaną osobą, jeżeli ma się oczy szeroko otwarte i kawałek oka mrugającego! Nie obyło się bez prezentów, owadów, oraz niestety, smutnego kwiatuszka.. Może po prostu był już stareńki. 🙂

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Dorzucę jeszcze zdjątka mojej połóweczki, jak się ogarnę i coś do poczytania jak podeśle! 🙂
P.S. Po za minimalnym wyostrzeniem.. z 15%, 2 zdjęć z kurkami, które wyszły słabo, oraz wyprostowaniem tych z gołębiami, zdjęcia znowuż, wyjątkowo nic nie magikowane!

Prezent dla Ka

Tekstów nie będzie na dziś (zbyt długich), wierszy czy poezji. Uczucia wyrażane będą czynem, a mianowicie ręczną robotą. Moja Kochana, Szanowna Ka, ma akurat pewną potrzebę, od której nieświadomie uciekałem, po prostu zapominając. Akurat zbliżają się Jej imieniny, a co za tym idzie wypadało by sklecić jakiś prezent. Najwartościowsze niby te z serca, w które wkładamy pracę, pomysł i zaangażowanie. Tak też, idąc tym tropem i spacerując z Nią po Blue City, zobaczyliśmy coś, co bardzo się nam spodobało. Ka była zachwycona i wtedy wpadł mi do głowy pomysł. Poniżej zdjęcie z realizacji projektu! Liczę, że na sobotę będzie gotowy. Jakieś pomysły, co to może być? 😀

jaskorpion-prezent-dla-ka

„… Pęknięte …”

„Krew z pękniętego serca płynie
Po brzuchu
Po pachwinie

Wspomnienia się kłębią nerwowo
Jak film
W starym kinie

Każdy obraz radosny
Bezpowrotnie
Ginie

Rozum szuka przyczyny
Nie przesądza
O winie

Dusza tęskni i płacze
jak chyba nigdy
rzewnie

(dlaczego zrobiłeś to swojej królewnie?)

27.07.2015″

Żelazna brama

Za żelazną bramą
Zebrane życiowe doświadczenia
Uparcie wpływ wywierają
Na teraźniejsze zdarzenia

Za żelazną bramą
W szczelnie zamkniętej głowie
Myśli walą fala za falą
Krzywdząc drugą połowę

Za żelazną bramą
Wewnątrz zatroskane drży
Napęczniałe z bólu serce
W nim słodko spałaś Ty

Za żelazną bramą
Tak było jeszcze do dziś
Kłódka rdzewieje zalana płynem
Wyję roniąc łzy z krwi

Wypasiony roadster

Oddali namiestnik
Mocny punkt ze stali

Na prostej drodze krawężnik
By źli się potykali

Na ostrodze półksiężyc
Wtulony tęskni Paryż

Na sercu Twoim pamiętnik
Słów, czynów, cudów i uczuć

Z wypasionym silnikiem
Nie samymi alufelgami

Razem
Całości połówki
Dwie

Pełnią
Wśród gwiazd
Ułożysz

Płonąca pochodnia

Bzzzzt.. Ręka drży..

Mam ten sam co dnia

Taka..
..Moja
Słodka..
…Ty

Sen w moich oczach

Szeroki skrawek pobocza

Płyniesz w serca komorach

Miłość kwitnie w nich

Zgrzyt..

Gdy strach mnie napotkał

Zawistny człowiek cud poplątał

Każda martwi mnie błahostka

Gdy spać chcesz to… Śnij

Tkwi..

Panna jeśli nieroztropna

Pan gdy padł brodząc do dna

Kiedy Wróżka korale rozda

Jej mistrz w kropce znikł

Wir..

Sen ten ciągnę co dnia

Żadnej z sekund nie oddam

Prometeusza pochodnia

Śnię go będąc w nim

Nie śpiąc..
..Z Tobą
Płonie..
…Śnij

Krwisty puchar

Leszek Pisz
Pisz kur**, graj
Śpiewaj Leszek

Legia Mistrz!!!
Czerń, biel
Zieleń, sierpień

Lech zimny
Do dna pij
Zimny Leszek

Pobladł miszcz
Puchar pełen krwi
CWKS niesie!!!

Od dawna nie jestem wielkim fanem piłki, brakuje mi czasu przede wszystkim. Nigdy nie miałem jakichś wielkich zgrzytów jeśli chodzi o drużyny z innych miast, tudzież zawistnych i stereotypowych wypaczeń. Tu akurat, zupełnie przypadkowo, jadąc trasą na Augustów minęliśmy miejscowość „Pisz”.. Od razu mi padło na głowę.. Każą, to piszę, a, że Leszka Pisza zawsze lubiłem i dobrze wspominam czasy, kiedy grał w stołecznej Legii, rymowanka poszła wesoła, jak najbardziej pod żyletową przyśpiewkę.. Takie mam przynajmniej mniemanie w tej kwestii. P.S. Wykluczyłem wszystkie* bluzgi, które się trafiły podczas tworzenia! 🙂

Żabia rewia

😉 Re Re Qm Qm

FAMILY FISHING TEAM

Przedwczorajsze rybki, 7.07.2015 zakończyły się zdecydowanie przedwcześnie. Miałem posiedzieć do zachodu słońca, jednak zmęczenie po nocy powstrzymało mnie aby jeszcze, choć na dwie godziny zostać nad wodą. Rybki były cztery… Byczek, dwa karasie i chyba kiełbik. Gorąc oznaczył brązem zacnie moje plecy no i nie tylko! Inspiracją wyjazdu była żaba, która pozowała jak rasowa modelka. Nazbierało się ich przy brzegu, gdyż zmontowałem 3 metrowe grabie, no i po pas w wodzie starałem się wygrzebać z dna wodorosty! (30 minut męki, a grabki ciężkie… Może następnym razem skończę, może jutro?) Bagniste i muliste pnącza zwabiły ją momentalnie. Młodsze i mniejsze zaś uciekały, kiedy podchodziłem. Ta jedna, dumnie stała i patrzyła. Blisko byłem uchwycenia momentu kiedy pożera larwę, gdyż rzuciłem kilka pinek pod jej nos. Niestety, widać na zdjęciach robaka, a na drugim już przyklejony kawałek patyka do żabiego pyska, który jak rzep przyczepił się do niego podczas skoku na mięso. Kolor…

View original post 111 słów więcej

Zupa z…

Wrobiony stał
Pod ścianą sam

Napasany pyta
Które gniewne

Życzenie własne
Własna nierozwaga
Kąt zakrętu obrany

Z

Kamasznika pasją
Czasu tułaczką
Gracją

Wyjedzona
Syta zupa żwawo
Słona zbyt

Nakarmiona
Dusza zipie

Na brzuch ostry
Serce łka

Mózg lezie ślepo
Pisze w gładkim zeszycie

Na to wszystko
Zwracam ja

..Leżę skulony

Oczu jaskra może
Zwyczajnie na jawie..

..Śniłem

..Czułem

..Śmiałem

..Byłem

Pobudka!

Z

Żalu kapki
Wstydu garstki
Focha w sumie
Fqrwa dumnie

Zryw
W wodę
Żabką wpław
W czerwieni morze
Choć raz by przepłynąć

Stężenie soli
Odwodniło organizm

..Leżę rozjechany

Kwikając