Jednej cztery

Zimową pustkę
Okrywasz Swoją Kołdrą

Nieśmiertelnie
Skarbie rozgrzewasz
Chłód spod powiek

Kochania pożądasz
Nieposkromioną
Wiosną kwitnącą

Malachitu żywego
Pazernie wciąż pragniesz

Spalone słońcem
Ciała zlane gorące

Ty w lata brązie
Zachodem powiek
Rozpalasz po dniach noce

Jesiennych liści barw
Skorpiony natkają padające

Piękniejsza co dzień
Złoto me cytrusowe
Róż w nów wtapiasz

Ukochana..

Nie bój się tylko proszę
Będzie to moje dobrze

Cztery pory za chmurą
Cztery żywioły skupione
W jeden rozdmuchują

..Twoje!

Aż oo sam horyzont
Zatop Swój nieba błękit

W morza głębokiej toni
Szmaragdowej niewoli
Utop dwa zwierciadła

..Moje!