„Lekarza”

Grzegorz imię zabłysło drugie
Wewnątrz głowy bóle nosząc
Przez wieś dumnie klątwą owianą
Za dymnej szyby przeszłością

Angielskim słońcem raczone
Z rzadka palące zza szkła ognie
Szybę teraźniejszości zadymiły
Promienie Bernarda oślepiające

Żali bezsłonecznych nierobów
Worek bez dna tachany dziurawy
Śrubami i gwoźdźmi rudymi nabity
 Wstecz woń żywicy z sosny sadzi

Zrozumienia nadaremnie szuka
Popieprzona przestrzeń nieważka
Pewnie podąża za ziaren śladem
Worek wykrwawia krzycząc: „Lekarza”

Choroba przewlekła