„Chcę żebyś…”

„Wspierał. Bez zastanowienia
Upewniał. Bez zwątpienia.

Rozmawiał. Do wyjaśnienia.
Pieprzył. Do utraty tchu.
Kochał. I mówił to do znudzenia.

I był.
Tak po prostu.

Tu…

… gdzie ja.
Ka.”

P.S. Nie mój, dla mnie, na moim.. mogę lubić! ❤

Doby 1440 spojrzeń

Kiedy zasysając ciszę
Zawieszasz myśli

Rzęsy me zamierają
Skłonione

Zegary łypią
Zesztywniałe milcząc

..na jedną minutę

Drugi czterech godzien
Pianą święta zakryłaś

Za lusterkiem zdąża pościć
Smutek drag przegrał

Amazonką rozległą
Pustynię rosisz

..przez minutę

Morze kropel stężonych
Twych stu procent uczuć

Równo wypełnione
Sowicie zalewają burze

W atomowym trzęsieniu
Ocielonych lodowców

..trwające minutę

Uwieeelbiona WróżKo
Mą świata paszczę łaskocz

Od piachu zmieć spierzchniałe
Zesztywniałe muskaj usta

Zmokła twarz pobledły pustak
Ty Kącikiem gwiazd smakujesz..

..jeszcze minutę

W biciu się komór
Bliskość Ka gęsto wyczuwam

Wiatropylnego neuronu
Walka rzepa z alergią bzdura

Ciągnie kalekę po ziemi
A był już pod ziemią..

..całą minutę

Pewne bąble

Chociaż dwaj pozornie wiekiem mali
Niskie dzieciaki, takie chude bąble wątłe
  Pewni, czego chcemy, wiemy to doskonale
Na nic Nam cięcia oraz papiery sądne

Nie samymi prezentami dwaj żyjemy
Słodyczy brak w ustach już cukierkom
Ciastkom brakuje w środku nadzienia
Brak błysków na niebie fajerwerkom

Niespodzianki już tak nie zaskakują
Na tablecie gierki także Nas nie cieszą
Ważne, bądź, gdy zapragniemy blisko Tato
Za tobą Nasze dwa serduszka tęsknią

Marzył na jawie i sny śnił z Nami razem
Byś kochał Nas mocno i wspierał zawsze
Z uśmiechem słuchał, dziś tylko wspominasz
Zza chorego świata mokrych szyb patrzysz

Piwnica 1

Niestety nie byłem w stanie umęczony utrzymać pstrykacza w bezruchu.. ale ta chwila kiedy słońce skupiło się na rowerze, a ja akurat zgasiłem światło..

Ust połówki

Ponad domami wysoko tkwię
Pod gwiazdami gdzieś nisko
Pomiędzy nimi wisząc szybuję

Na echa zawołanie pół gwizdu
Ucichło w locie to drugie pół
Lubią oba wgryzać się krwisto

Pół bo jestem tam dziś sam
Kocham oraz tęsknię żywicznie
Zapachem serca i wspomnień

Pół bo sama tam tkwisz dziś
Z miłości i tęsknoty swoje dwie
Ust połówki silnie zaciskasz…

..moje!

Dzisiejsze rybki

Wedlowska czekolada

Kilka dni temu, jak za dawnych czasów, jeździłem z przyjacielem wożąc artykuły biurowe do firm. Akurat zamówienie złożył klient z Konstancina, okolic uzdrowiska, mający siedzibę w bardzo ciekawym i historię noszącym miejscu.
On poszedł z towarem, ja zostałem… Z telefonem.

Po powrocie podeszliśmy jeszcze razem do furtki. Mariusz, znany jest mi z opowiadania wielu ciekawych historii, sam się interesuje oraz uważnie słucha. Tak więc napomniał, że kiedyś odwiedzając to miejsce, zasłyszał pewną ciekawostkę…
Podobno jakiś czas temu, znany z czekoladowej pokusy niejaki Pan Wedel, kupił Villę w Konstancinie pod Warszawą, dla swojej kochanki. Ową willę widać nieco… Gdzieś tam za drzewami, na trzecim zdjęciu.

Pozdrawiam Mariusz! 😉

Wiersz – „Księżniczka urojona” (autorski)

innerspaceworker BLOG

Księżniczka urojona

Krzykiem myśli nie zatrzymasz.
Nie wycofasz myślą słowa.
Czasu w darze nie otrzymasz.
Wczoraj dziś próżno żałować…

Zaciśniętych pięści siła
Nie pokona strachu w Tobie.
Nic Ci nie da, moja miła,
To tupnięcie, złość spod powiek.

Nie zatrzyma ziemi w biegu
Twoja wola, złorzeczenie.
Nie wyrośnie kwiat na śniegu,
Bo Ty takie masz życzenie…

Nie zostaniesz świata Bogiem,
Nie masz w ręku nici losu.
Twoje Ja jest Twym nałogiem.
Foch to nie na wszystko sposób…

Nie pomoże władcze brzmienie
W Twoim głosie rozzłoszczonym,
Nie poruszą się kamienie
I nie będzie świat skończony…

Możesz marszczyć nos, nadymać
Swoje usta pełne gniewu.
Ile możesz tak wytrzymać,
Widząc w koło krąg uśmiechu?

Zanim zaczniesz ludzi męczyć,
Śmieszyć, nudzić, irytować,
Zobacz, że tu nikt nie klęczy,
By Cię wielbić, adorować…

I posłuchaj dobrej rady,
Której nigdy nie jest dosyć:
Głowę masz nie od parady,
Zmień się, bo Cię mają dosyć…

View original post

Wspak

Pole position..

Wymawiane niepełne uczucie
Gwałtem zabija

Płodząc

Strzała bez szpicy odbita
Głupia tęskni
Krzywdząc

Mokry nadzieją niepalny
Krzemień spada
Iskrząc

Nadwyrężona jesienna przyjaźń
Trzęsieniem ucicha
Krzycząc

Przenoszone dzień cierpienie
Wyplute okalecza
Gojąc

Nierobotna żre majętność
Maćki toczą się
Głodząc

Pomoc pazurem bliźniemu
Skrycie wraca
Wychodząc

..Kończ

Russo

Tron

Żałosność
Skupiana w kąciku
Łzę goni mierząc się łza
Taki niby szczery tobie rząd
Taki niby pewny siebie swąd
Wnętrzem ślepy sobie klon
To nie ten człowiek, dość
W mętnej głowie, złość
Deszcz popiołu, pość
Popielaty gość
To nie on

Błąd

Duszność
Ledwo zipie człon
W sercu nosząc dzwon
Nie jestem ja to, Tom-Bon
Pustych słów pustynny szok
Lekkich kłamstw milady ton
Odparowuje lekko śniąc
Nędznej kreatury plon
Zamknął garaż sąd
Wykreślony los
Pasażera

Zgon

Krwawy krzyż
Leży w bieli mętnej
Silna wola wyje nie rycz
Szczurzymi kroczkami wijąc
Pióra kolejno wyrywając leci
Zawistna latami dni tygodni
Żywymi bólami maleńkimi
Niecierpliwie rwąc ciało
Blady trup na ziemi
Kolejne wschody
Zmierzchów

Kończ

Pięć liter w słowie „linia”

Wybory dwa stawia, niczym strony dwie
Ciemna biel i jasna czerń, łączone kontrasty
Biel z czerwienią sypiając, rodzi Ojczyzny zew
Flaga spaja rozcięty linią świat na kawałki

Dwie części pełnych ust, objęte wzrokiem
Życia pamiętliwość i śmierci zapomnienie
Dotkliwie chlaśnięta facjata, rysa mściwa
Bliznę nosi twarz, będącą wspomnieniem

Pręga, znamieniem upiornie pamiętliwym
Duchem, jego cieniem, błądzącym we mgle
Z dymu się wyłania, zaniżając tlenu ciśnienie
Ciężko zdecydować, w oddechu dręczyciel

Wstydem nie jedna, nie raz skraplana łza
Bez wrzenia, słona, młodziutka, bezwonna
Tocząc się, bezstronny pociąg sąd zastąpi
Rzucona na ziemię, torem nazwana szyna

Noc oraz dzień, kolejno, narodziny i śmierć
Cienką linią oddzielone, ledwo o godzin kilka
Otwierają się by na powrót zamknąć oczęta
Wskazówka liczy cyfry zegara, on wciąż tyka

Płyną miesiące oraz lata, płyną łodzie, wina
Ambicja idąc poślizgiem niepewnie powiędła
Drogi na osi życia, rozkładane w czasu tacy
Ten ukarany goniąc za pośpiechem zdrętwiał

Następny wiersz, umyślnie jest linią dalej
Mija wszystko, ciągłe kraty przed oczyma
Nie zatrzyma kół, bomb i psów sakrament
W lewo lub prawo, skutek oraz przyczyna

Frustracja w temperaturze wrzenia dawno
Co dalej, linia, kreska, bezbarwna świnia
Ciekawość zgubną nie raz była kochanką
Orient, tendencja, nurt, zboczenie, domina

W drzwi progu stoi, kierunkiem po wygraną
Decyzją śmiałą, pięćdziesiąt twarzy sztuczką
Szczerość rzadką cechą, krytycznym budulcem
Matematyk i docent wyborem, ciągłą nauką

Cóż to jest, niby zwyczajna, samotna kreska
Inaczej patrząc, głębiej, to aż pięć liter w słowie
Kraina czarów sennych, koszmarów wyklętych
Rozdzielająca Nam czasoprzestrzeń na dwoje

„Lekarza”

Grzegorz imię zabłysło drugie
Wewnątrz głowy bóle nosząc
Przez wieś dumnie klątwą owianą
Za dymnej szyby przeszłością

Angielskim słońcem raczone
Z rzadka palące zza szkła ognie
Szybę teraźniejszości zadymiły
Promienie Bernarda oślepiające

Żali bezsłonecznych nierobów
Worek bez dna tachany dziurawy
Śrubami i gwoźdźmi rudymi nabity
 Wstecz woń żywicy z sosny sadzi

Zrozumienia nadaremnie szuka
Popieprzona przestrzeń nieważka
Pewnie podąża za ziaren śladem
Worek wykrwawia krzycząc: „Lekarza”

Choroba przewlekła

Bolesna cierpliwość

Równolegle w oczekiwaniu zastygły
Obie ręce szeroko rozdarte

Katorżniczy obraz zatrzymały
Skrywane oczy za powiekami

Wysoko w błękit wzniesiona
Wypełniona do cna nimi głowa

Moknąc błaga zalewana sowicie
Deszczu mazgajowatego strugami

Cnotliwej młodości żądne krople
Grawitacja podrywa kusicielka

  Ból toczące podłości nagromadzone
Zlizują spływając pazernie

Ufna cierpliwie Matula ziemia
U stóp nasiąka chłonna

W grobowcu serca zasypując
Składa dzieci swych bóle

Krwią plugawą wewnątrz krwawi
Nasączana nieświadomością

P.S. Na Jej szczęśliwej wyspie, nasycony umysł rozkwita… „Deszcz 2” Dziękuję!

„Niewidzialna wystawa”

Jakiś czas temu odwiedziliśmy z Ka i przyjaciółmi Niewidzialną Wystawę w Warszawie. Moje oczekiwania były nieco inne, co innego wydarzyło się w środku. Niesamowite wrażenia, których nie będę zdradzał, a jedynie polecę się wybrać! Postanowiłem zrobić taką wystawę dzieciom.. taką samą… 😛

Wzięliśmy kominiarki, które zostały po gokartach, i po krótkiej historii na temat tego co się może wydarzyć i jak trzeba się zachowywać, udaliśmy się na górę. Tam chłopcy nie mogli znać ustawienia rzeczy w pokoju.

Dorosły idzie napotykając tysiące przeszkód, widzi w mroku możliwości zrobienia sobie krzywdy, wspomina, więc jest ostrożny. Mimo ciemności, dzieci chętnie brnęły w przód nie zważając na niebezpieczeństwa. Przyspieszyło to całą zabawę. Niestety, pomieszczenie dla Nich nie było problemem, szybko rozpoznali odległości i miejsca, a za mną pojawiali się jak rzepy za plecami zanim zdążyłem wypowiedzieć „podążajcie za głosem”… To musi być obcy głos.. a tata z Nimi w tej sytuacji, w ciemności. Na koniec młodszy się pogniewał. On podglądał, a ja przesunąłem nieco przedmiot pożądania, którego akurat szukali. Walka z brakiem obrazu trwała ze 30 minut, chyba i tak całkiem nieźle!

P.S. Szanowni przeczytajcie sobie felietonik naszego przewodnika z niewidzialnej wystawy – Jarka i jak popieracie podpiszcie petycje. Ja jestem ZA. Bardzo ZA. Ja i Panna Ka!

http://www.warszawa.pl/biznes/gniady-z-blondynka-z-niania-na-wybory/

Niewidzialna wystawa 2 Niewidzialna wystawa 1