Mój „Pan Tadeusz”

Wparowała dziś Babcia…
Przynosząc to..
Wydanie z 1950 roku, które podobno śp. Dziadek Stasio kupił za pierwsze zarobione pieniądze, (ładnie to uchwyciła <3). Stan prawie, że idealny.
Książką za młodu, bawiły się moja Mama i Ciocia, ale nie widać większych uszczerbków. Zdjęcia słabe, najważniejsze, że są, bo do jutra czekać nie będę..
Pochwalę się! A co…

Jutro chłopcy przyjeżdżają… może zaczniemy czytać wspólnie! 🙂

 

Znalezione w drewnianych śmieciach..

  1. Aniołek – 50 cm, drewniany, włosy.. hmm sztywne, mocne, nie wiem z czego..
  2. Murzynka z owocami – 40 cm, zgrabna, bez nóg…
    Jakieś Afrykańske drewno. Już się z Niej coś wyjątkowego robi! 😉
  3. Rama lustra – 120×50, nie mierzona, jest pomysł! 🙂
  4. Szkatułka – Pojemna na kilo cukru, kolor bordowy, mnóstwo wstawek złotawego koloru.. Fachowiec mówi, że niesamowita robota.
    Wieko nawiercone, uczestniczy w projekcie razem z Murzynką.
  5. Tacka – …? Góralska? 😛
  6. Wałki… fajne wzory.. było więcej.. 😦

Rozpoznanych spraw mozaika

Na tarczy zegara
Każdej liczbie
Osobiście
Wyciska
Piętno
Czas

Dążności natarte opinią
Wielopostaciowe
Przesączają

Bliźniaczych Plonów
Świadomości

Kontrast

Nieulotną by pamięcią
Swój dokument
Nadpisać

Mozaika

Dat
Miejsc
Czasów
Poczynań

Pępków świata narodzin
Zdjęć ostrych w albumach
Ulotnych aktów sygnaturach

Rozpoznanych spraw
Wspólnych potrzeb
Podobnych osób
Dwojga dusz

Życia i Miłości

Coś do uprzątnięcia

Natłok zajęć popisać nie pozwala.
Na uwiecznienie chwili, niekoniecznie myślą, czas się znajdzie…

Wycieczka na zakłady Ursus

Jak za dawnych czasów.. w sumie się człowiek tam nachodził kiedyś..
Wybraliśmy się z Ka na spacerek, po hali...
Jeszcze wrócimy!!!
Deeper.. 😛

Wiosna w mojej pracy

Wiosno, na.. nadchodź!

Potrzeba

Podążająca za śladem łez
Płaczliwego
dziecka
Wyrażana głośno

Naiwną dziką młodością
Niewiedzę smakując

Próbuje beztrosko

Zachłanną kieszenią biedoty
Oskarżając n
ieznane
Niepojęte posiadanie

Nieważkości pustką swobodną
Głębokiego dna serca

Wątłym zapytaniem

Splugawioną zaszłą zdradą
Niewiernością męża

Ranioną małżonką

Nieczułym zimnym dotykiem
Zaślepionych z zewnątrz

Chropowatych dłoni

Utwierdzoną w wierze myślą
Przekorną niewolnicą

Okrytą nadzieją

Pustą samotną zazdrością
Przeciwne sobie brzegi

Oba wypełnione

Czego chcę – pointa (4KA)

Dwanaście serca chęci
Razy dwa
Dwie zwrotki
Nieograniczonej treści

Tyle zegar wskaże godzin
Tyle dziennych
Tyle nocnych
Snów wyśnię dla Ciebie

My razem zsumowani
Wynikiem dwie cyfry
Kompletna doba
Dwadzieścia cztery

Dziesięć na dziesięć
Obrót wokół osi
Sto procent mocy
Ty moim, Twoim ja sercem

Niewiarygodne

Czego chcę – 9,10,11,12 (4KA)

Asfaltem, klejącym się do kół, przyczepność
Zawsze na cztery łapy, na kierownicy pewność
Szeroką drogą, lampą, by boczny pas oświetlać
Zjedź czując obawę, widząc niebezpieczeństwo

Być chcę, rezerwą wszystkich Twoich baków
Pod kreską, mimo tego zawsze być przy Tobie
Nie ważne, co będzie przed Nami, te kilka litrów
Masz jak w banku, z wdzięczności Ka, miłości mojej

Za wszystkie te mnogie uczucia i zachowania
Które Ty, pomimo różnych słów oraz marudzeń
Robisz dokładnie jak trzeba, z należytym oddaniem
Szczerość, foch, Kocham Cię, całuję, uśmiech

Ile Cię we mnie drzemie, nie wiem, ile mnie w Tobie
Pokłady jak widać są bezmierne, po każdej stronie
Na razie się docieramy, czasem gryziemy we dwoje
Namiętnie chwytając zębami dolną wargę ust, ogień

Do niedawna wina gotowi rozlewać po równo
Też lubię się napić, złagodzić myśli, oczyścić
Chętni byliśmy, aczkolwiek fair grać w życiu trudno
Wiara liczby mnogiej, by iść dalej, na siebie liczyć

Nawet, jeśli nic złego, na myśli wtedy nie miałem
Nie wiem, wstyd, żal, wstyd, młotek, przekierowanie
Gniew, lęk, żal, naprawdę to przy parkingu spękałem
Że miało być tak pięknie, a zawiodę i zdezerterowałem

W taki oto sposób nacięłaś się, wyprzedziłem fakty
W taki sposób Cię zraniłem kilkukrotnie, gnój smarkaty
Tym sposobem, wróciłem na koniec długiej kolejki
Sposobność ta wciąż dla mnie abrakadabra niepojęta

Jak zapewniałem, zawsze możesz na mnie liczyć
Wiem, nie zawsze będziesz chciała, głęboka woda
Ale pomyśl sobie tylko, kto jak ja Cię tak rozbawi
Kto tak jak ja, brzydko i dziecinnie się zachował

Nie rozpisując się

Wróżka moja olśniewa zjawiskowością
Na pokuszenie mnie namiętnie prosi
Podrapane plecy wspomnieniem
Nie życzę, się bliznom tym zagoić

Mą twarz ogoloną, niczym krem koi
Otula mocno chwilą zapomnienia
Wiatru podmuchem w upał schładza
Światłem wabi oczy nocą, zmierzaj

Plastrem, którym krwotok zatamuje
Słońcem, co dzień wschodzącym
  Przez zmierzch często podpuszczana
Utopijnym zachodem cytrusowym

W sercu pompą, wyznaczając bicie
Oddechem nadyma płuca zduszone
Kreską do nosa, syreną, narkotykiem
Podobieństwem linii papilarnych dłoni

Ożywczą wodą, suchość ust zalewając
Radosnym głosem płacz z oczu zrywa
Farelką, kiedy lodowaty dziadyga mrozi
Idealna, dziesiątką, cel w środku tarczy

Nie rozpisując się zbytnio, to właśnie Ka, moja dziewczyna!