Morze zapomnienia

Umysł jego, taki skomplikowany, a zarazem prosty
Taki mnogi w swoich rozważaniach prostolinijny zarazem

Czy to normalne, że pyta, szuka odpowiedzi
Nie umie przyjąć faktu do wiadomości takim jakim jest

Nie potrafi brać i nie pytać dlaczego, nie myśleć o przyczynach
Wciąż się doszukuje, drąży twardą skałę kruchym ołówkiem

Tylko woda potrafi bez strat własnych tego dokonać
Nie patrzy na to, za dużo już w życiu stracił, płynie, poddając się

Za dużo zyskał myśląc, że nic w życiu go nie spotka
Że to co się stało to koniec, koniec początkiem stał się

Najpiękniejszym z możliwych, jak Ona zachwycającym
Niesamowitym startem, pełnym spokoju, pewności i wiary

Jak podczas przypływu, morze pełne zapomnienia
Niosące wiele ze sobą, zalewające wszystko co minęło

Zasypujące bóle piaskiem, po którym z rozkoszą stąpa
Rozkoszą wszystko co niesie, darem który docenić potrafi

Sam nigdy by sobie nie poradził, nie raz próbował
Nie ze wszystkim się udać może, nie z jego miękkim sercem

Niemożliwe się wydawało jeśli w grze uczestniczą niewinni
Jeśli bezinteresowność Ich gryzie się z opętaniem, szaleństwem

Jeśli decyzja nie jest skutkiem wyboru najlepszej drogi
A jak dziki zew brnie na ślepo by instynkt zaspokoić

Nie patrząc na lejącą się krew w której brodzą
Która zastyga jak lawa, oziębłą się stając, twardą, nieczułą

Wciąż pyta więc sam siebie, co skłoniło Ją do tego
Co widzi przed sobą, co wartością, ze słów które dla Niej przeznaczone

Czy jest tam coś czego nie ma, kobieta kompletna, idealna
Ideałów nie ma, wciąż powtarza, a jednak myli się… wyjątkowo

Błąd granicą tegoż stanu bo nie miała nic co On sobie uwidział
Nic po za podnieceniem, kuszącym słowem, ekscytacją z początku

Stworzył w głowie postać, która przeciwieństwem jego wyobrażeń
Przeciwieństwem dla oczu i życia w które się wpasował

Z każdą wiadomością przedstawiała jednak siebie, taką jaką jest
Mimo zaskoczenia, kontynuował szczerze będąc sobą z przed lat

Pisząc co w głowie jego siedzi, mimo, że wstydem nie raz słowa okryte
Nie raz zagubiony, nie pozwoliła na to, więc śmiało poszedł za Nią

Niezależnie od tego, umiejętnie, ze spokojem podchodząc
Zostawiała ślady na jego drodze, aby wiedział gdzie iść ma

Na każdy uważnie stąpał, by nie naruszyć delikatnego odbicia
Mówiła, że zimna, lód jednak łatwo stopnieć potrafi

To co z niego zostało, pożywką dla jego duszy, serca
Karmą dla myśli, każda jedna, najmniejsza nawet kropla

Każda wyjątkowa, inna, każda smakiem zaskakuje do dziś
A każdy ze smaków pamięta, odpływa w nich zamykając oczy

Podniebienie szaleje, a umysł pozostaje tylko na straży, niepewny
Czy dla Niej wystarczy to co ma, to co może Jej zaoferować

Ona perłą w muszli, którą tyle czasu nosił, którą bał się otworzyć
Doskonałą samą w sobie, z Niej doskonałość emanuje, tego pewien

Długo ciągnąca się praca

Efekt końcowy…
Prezent dla mojej Kochanej.

Finalnie miał wyglądać nieco inaczej ale koncepcja zmieniała się z biegiem czasu, a tego oczywiście jak zawsze brakowało. Ten jeszcze dłubany metodą prób i błędów, dlatego czas poświęcony na wykonanie przekracza ponad trzykrotnie czas w którym skończyłem Frrrancuskiego operatora. A może dlatego, że tworzony był głęboko z serca…

Z tyłu jest grawer, który z przyczyn oczywistych musiałem zamazać…

Jakieś 3,5 kg, gips! Całość odlana, bez stelaża, wkręty w podstawie, rozmiar 33x33x20.

Skończony prezent, artysta – artyście

Nie ma wierszy, nie ma pisania… Jest rzeźba…

Taki gift dla Kochanego Brata!

Waga około 12-14 kg. Wysokość 80 cm. Forma, stelaż + gips. Stelaż z przewodu elektrycznego, trzy-żyłowego. Gips leżał już lat kilka w domu. Tak na oko ze 30-35 godzin pracy więc wydaje mi się jak na efekt końcowy nie dużo. Dużo dało suszenie farelką bo czas naglił. Trzyma się dobrze!

Dobór słów

Serce wyje zaciśnięte w skurczu dlań nienaturalnym
Jak zwinięte dłonie w pięści, otworzyć by się chciało
Ciśnienie w żyłach skutkiem oczywistym, tejże sytuacji
Zrodziła się w głowie, a palce na papier nierzetelne przelały

Poruszając drugie, swobodne, wolne i tak pewne swego
Kłując na odległość, lalka voodoo, kojarzona zawsze z sektą
Igła ostra, lecz ból niewielki, nieporównywalny, wiesz dlaczego?
Źle dobrane słowa, nie w czasie i miejscu, użyte przez… Twojego..

Nie przemyślane uczucia, zachowania, emocja kierunek wyznacza
Znamiona jej podświadome, wyczuwane stają się na prawdę…
Manipulacja nie wchodzi w grę, jednak w kręgu się tym zatacza
Pragnął tylko czułości, być kimś ważnym, tym Naj, z Nią, dla Niej

Wskazać nie umiał, nie potrafił poczekać, zapytać otwarcie
Choć wiedział, że nie chciała, taka czasem zapada decyzja
Na już, na teraz, szybko, choć ledwo dwa miesiące znają się
Pozwoliła mu być tu, pasażer na gapę rozbestwił się chyba?

Stare buty

Nie ma jak otworzyć sobie „nowe” drzwi
Deptać tam w starych, mocno zabłoconych butach
Zapominając o bliznach z przeszłości
Tkwiąc bezmyślnie w tym samym od czego się uciekło

Uwalniając się od ciasnoty w której brakowało tlenu
Nie widząc, że ten ulatuje przez własne uczynki
Nie z powodu ludzi którzy byli najbliżej
Z tytułu swoich czynów, charakteru i zwykłej głupoty